Exclusive
20
min

Profesor Stępień: Prezydenci i rządy przychodzą i odchodzą. Znacznie ważniejsza jest postawa narodu

Historie ukraińskich uchodźców opublikowane na portalu Sestry.eu znalazły się w nowej książce przygotowanej przez polskiego historyka prof. Stanisława Stępnia.

Tetiana Bakocka

Zdjęcie: Tadeusz Koniarz/Reporter

No items found.

Książka "Wojna na Ukrainie a polsko-ukraińskie partnerstwo strategiczne" to zbiór artykułów polskich i ukraińskich naukowców pod redakcją prof. Stanisława Stępnia, dyrektora i założyciela Południowo-Wschodniego Instytutu Naukowego w Przemyślu, laureata im. Jerzego Giedroycia za 2023 rok przyznawaną przed redakcję „Rzeczpospolitej”. Książka została wydana w dwóch językach - polskim i ukraińskim - i jest poświęcona pamięci Ukraińców, którzy oddali życie w latach 2022-2023 walcząc o wolną Ukrainę i Europę.

Jego zainteresowania badawcze to m.in. stosunki polsko-ukraińskie w XIX i XX w., mniejszości narodowe w Polsce i na świecie, dzieje Kościoła greckokatolickiego, dzieje kultury na Kresach Wschodnich.

Biegle włada językiem ukraińskim i wielokrotnie wykładał na ukraińskich uczelniach. Historyk podkreśla, że najlepszym sposobem na przeciwdziałanie rosyjskiej propagandzie jest podnoszenie świadomości ludzi, ale dziś jest bardzo niewiele książek o historii Ukrainy w języku polskim i prawie żadna o historii Polski w języku ukraińskim.

Historyk prof. Stanisław Stęmpień. Zdjęcie z prywatnego archiwum

- Społeczeństwo polskie, pomimo starych i nowych pretensji do Ukraińców, a raczej do rządzących Ukrainą, musi zrozumieć, że Ukraińcy walczą nie tylko za siebie, ale i za nas. O przyszłe bezpieczeństwo państwa polskiego i Europy. Klęska Ukrainy byłaby naszą klęską. Wojska rosyjskie stacjonowałyby na naszej granicy, niedaleko Warszawy. Wpływy Rosji stałyby się silniejsze. Bo to kraj o ogromnym potencjale ludnościowym i surowcowym oraz potężnych służbach wywiadowczych" - pisze w przedmowie Stanisław Stępień.

Historyk jest przekonany, że w obecnej sytuacji mówienie o braku "wdzięczności" ze strony Ukrainy za polską pomoc jest trywialne. Mówimy przecież o strategicznych celach państwa i narodu polskiego.

- W ubiegłym roku mogliśmy zrobić więcej w obszarze pojednania. Mogliśmy też skuteczniej zająć się kwestiami gospodarczymi.

Słowa wdzięczności od przywódców państw są miłe. Ale nie są konieczne dla strategicznych interesów państwa. Wdzięczność narodu znaczy znacznie więcej

Prezydenci i rządy przychodzą i odchodzą. Postawa narodu jest o wiele ważniejsza. Wierzę, że ukraińscy uchodźcy, którzy otrzymali pomoc od państwa polskiego i Polaków, pamiętają i doceniają to. Ukraińskie dzieci, które dorastają wśród polskich rówieśników, będą kształtować swoją mentalność i pozytywny wizerunek polskiego sąsiada – twierdzi prof. Stępień.

- Jest wiele postaci historycznych XX wieku, które potrafiły zjednoczyć Ukraińców i Polaków zamiast ich skłócać. Dla mnie najbardziej jednoczącą postacią jest Szymon Petlura. Jego wspólny marsz na Kijów z Józefem Piłsudskim, Bitwa Warszawska. Wspólne zwycięstwo nad bolszewikami. Kolejną ważną postacią jest papież Jan Paweł II, który w 2001 roku wezwał nas we Lwowie do wzajemnego przebaczenia i pojednania. Postać metropolity Andrzeja Szeptyckiego, który pochodzi z polskiej rodziny, a wzywał OUN do powstrzymania się od przemocy wobec polskiej ludności cywilnej, ratował Żydów. Ukraińcy powinni odkryć Juliusza Słowackiego, który napisał poemat o Ukrainie "Do mojej matki". Niestety, wiele postaci jest wciąż nieznanych Ukraińcom i Polakom - wyjaśnia historyk.

Zdaniem Stanisława Stępnia, nawet w czasie wojny państwa muszą dbać przede wszystkim o swoje interesy gospodarcze. Bo są to interesy długofalowe, które decydują o potencjale gospodarczym kraju. A przecież ci, których stać na pomoc, powinni to robić.

- Pierwsze dni wojny pokazały, że współpraca z sąsiadem jest dużo ważniejsza niż najlepsza przyjaźń z dalekim krajem.

Co by się stało, gdyby Polska nie otworzyła swoich granic 24 lutego 2022 roku? Prawdopodobnie wiele ukraińskich matek z dziećmi musiałoby uciekać do Rosji. A Rosja tylko na to czekała

Jak kształtowałoby się tam młode ukraińskie pokolenie pod względem tożsamości narodowej i cywilizacyjnej? I czy czekając na wdzięczność nie tracimy czegoś znacznie ważniejszego? Warto przypomnieć słowa wybitnego polskiego wieszcza ludowego Juliusza Słowackiego: "Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy" - pisze prof. Stępień.

W nowym wydaniu znalazły się artykuły dotyczące aktualnej sytuacji polityczno-militarnej na Ukrainie, rosyjskiej propagandy oraz polskiej pomocy ze strony rządu i społeczeństwa. Są też teksty ukraińskich uczestników walk na froncie oraz osób, które znalazły się w Polsce uciekając przed wojną. Znaczną część publikacji stanowi kontynuacja kalendarium wojskowego, dokumentującego wydarzenia na froncie oraz międzynarodową, w szczególności polską, pomoc dla ukraińskiej armii i uchodźców. Odnotowywane są także wszystkie wizyty polskich władz na Ukrainie. Oraz rządu ukraińskiego z Wołodymyrem Zełenskim na czele do Polski.

Są też artykuły o problemach ukraińskich uchodźców w Polsce.

- Problem pomocy humanitarnej dla uchodźców w Polsce pozostaje otwarty. Wojna na wyniszczenie prowadzona przez Rosję wymaga wielkiej konsolidacji wszystkich zasobów, w tym zasobów ludzkich. Dzięki międzynarodowej pomocy Ukraina stawia czoła agresorowi, chroniąc cywilizowany świat przed rozprzestrzenianiem się ekstremizmu i terroryzmu. Tylko razem z całym światem będziemy w stanie pokonać zło i niesprawiedliwość, które bezczelnie wkraczają w najważniejsze ludzkie wartości, kwestionują prawo do życia, własny wybór drogi narodowej i własne przeznaczenie - pisze historyczka, dr Olga Morozova, uchodźczyni z Mykołajewa.

Okładka nowej książki

Nowa książka zawiera również artykuł zatytułowany "Uchodźcy na Warmii i Mazurach: moja wojna - moja prawda". Zbiera on historie uchodźców opublikowane na portalu Sestry w 2023 roku.

Świadectwa uchodźców wojennych, którzy przeżyli ostrzał, ewakuację i relokację do innego kraju, to nie tylko statystyki czy tekst. To także emocje i możliwość opowiedzenia Polakom z pierwszej ręki o tym, co naprawdę dzieje się podczas wojny na Ukrainie. Te historie to nie tylko niesprawiedliwość, strata, ból, strach i rozpacz, ale także siłę ludzi, którzy w jednym momencie stracili wszystko, i musieli szybko nauczyć się przezwyciężać kryzysy, i rozwijać się.

- Wojna na pełną skalę na Ukrainie trwa od dwóch lat i nie widać jej końca. Dzieje się tak dlatego, że prezydent Rosji Władimir Putin chce nie tylko pokonać Ukrainę, ale także zniszczyć ten kraj. Ma to być swego rodzaju kara dla Ukraińców za to, że ośmielili się mu sprzeciwić. Być może ma to być również ostrzeżenie dla innych narodów. Zwłaszcza państw bałtyckich. Że imperium ma prawo karać i że nie można mu się przeciwstawiać.

Twierdzenie Putina, że "największą katastrofą geopolityczną XX wieku był upadek Związku Radzieckiego" nie pozostawia wątpliwości co do obecnych celów polityki Kremla. I dotyczy to nie tylko krajów powstałych na gruzach ZSRR, ale wskazuje na chęć przywrócenia sowieckiej strefy wpływów, do której zalicza się również Polska - uważa prof. Stępień.

No items found.
Historie uchodźców

Dziennikarka, redaktor Mikołajowskiego Oddziału Narodowej Publicznej Nadawczej Ukrainy. Autor programów telewizyjnych i radiowych, opowiadań, artikułów na tematy wojskowe, ekologiczne, kulturalne, społeczne i europejskie. Opublikowano w gazecie ukraińskiej diaspory w Polsce „Nasze Słowo”, na ogólnoukraińskich stronach dotyczących „Portal Integracji Europejskiej” Biura Wicepremiera ds. Integracji Europejskiej i Euroatlantyckiej oraz Ukraińskiego Centrum Mediów Kryzysowych. Międzynarodowe programy szkoleniowe dla dziennikarzy: Deutsche Welle Akademie, Media Neighbourhood (BBC Media Action), Thomson Foundation i inni. Współorganizatorka wielu dziedzin i szkoleń: projekty edukacyjno-kulturalnych dla uchodźców w Polsce, realizowane przez Caritas, Federację Organizacji Pozarządowych FoSA; „Kultura Pomaga”, realizowanych przez Osvitę (UA) i Zusę (DE). Jest współautorką książki „Serce oddane ludziom” o historii południowej Ukrainy. Opublikowano artykuł na temat wojskowe w książkach „Wojna na Ukrainie. Kijów - Warszawa: Razem do zwycięstwa” (Polska, 2022), „Lektury iczne: Zachowajmy dla otomności” (Ukraina, 2022)

Wesprzyj Sestry

Nawet mały wkład w prawdziwe dziennikarstwo pomaga demokracji przetrwać. Dołącz do nas i razem opowiemy światu inspirujące historie ludzi walczących o wolność!

Wpłać dotację

<frame>Tym tekstem Olgi Gembik rozpoczynamy cykl artykułów zatytułowany „Portrety siostrzeństwa”. Chcemy w nim opowiedzieć o przyjaźni między Ukrainkami i Polkami, wsparciu zwykłych ludzi, ale nie tylko o tym – także o nieporozumieniach, które ostatecznie stworzyły nową wiedzę obu narodów o sobie nawzajem. Opowiedzcie nam swoje historie – historie spotkań z polskimi lub ukraińskimi kobietami, które zmieniły Wasze życie, zaimponowały Wam, nauczyły Was czegoś, zaskoczyły lub skłoniły do myślenia. Piszcie do nas na adres: redakcja@sestry.eu <frame>

Na jednym z niedawnych eventów w Warszawie rozmawiali o uchodźcach z Ukrainy: przedstawiali statystyki i szukali sposobów na integrację Ukraińców z polskim społeczeństwem. Mnie zainteresowało coś innego – prezentacja badań, które właśnie zostały przeprowadzone. Slajdy pokazywały małe dzieci noszone przez matki w grubych chustach zawiązanych w supeł na plecach, mężczyzn w bawełnianych portkach i czapkach uszankach. Typowe radzieckie powojenne życie.

Uśmiechnęłam się, wysłałam zdjęcia znajomym – wszyscy byliśmy zaskoczeni. OK, powiedzmy, że sztuczna inteligencja wygenerowała te obrazy, inspirując się starymi, czarno-białymi filmami. Ale dlaczego organizatorzy eventu nie mieli z tym problemu?

„Czasem ma się ochotę wyjść na plac Republiki i krzyknąć do nieba: ‘Hej, jesteśmy tacy sami jak wy! Po prostu nasz kraj jest w stanie wojny’. Ale to na nic – oni tego nie zrozumieją”. Wiktoria jest uchodźczynią wojenną z Ukrainy, w 2022 roku trafiła do Rzymu. Miała mieszkanie niedaleko Kijowa i własną, choć niewielką, firmę turystyczną w centrum stolicy. W jednej chwili wszystko się zmieniło – teraz jej dom remontują, a ona stoi w kolejce po puszkę tuńczyka i paczkę makaronu w ośrodku dla uchodźców.

Donna o fioletowych włosach przygląda się jej misternemu manicure, spogląda na nią z góry i z dołu, aż w końcu rzuca: „Wcale nie jesteś taką biedną uchodźczynią!”. Wiktoriia dziękuje jej, zastanawiając się, czy jest wystarczająco wdzięczna, potem dziękuje jeszcze raz, odwraca się i już nie wraca

Do tej rozmowy doszło jeszcze zanim wszyscy w Europie zaczęliśmy mieć siebie dość. Znajoma polska para, która pomagała uchodźcom z Ukrainy, powiedziała kiedyś, że nie każdy jest w stanie dłużej ciągnąć wolontariat.

Tak, w czasach wstrząsów większość ludzi podzieli się ostatnimi pieniędzmi z potrzebującymi z najlepszych intencji i z potrzeby serca. Ale niestety niewiele osób ma wystarczająco rozwiniętą empatię – jeden z elementów inteligencji emocjonalnej według Daniela Golemana. Empatia niekoniecznie jest entuzjastycznym pomocnikiem, ponieważ nie jest równoznaczna z działaniem. Za to człowiek, który ją ma, bezbłędnie rozumie stan emocjonalny innej osoby, z łatwością wyobrażając sobie siebie w jej butach. I jest w stanie wczuć się w jej sytuację.

Czasami myślę, że to właśnie empaci, którzy robią dobre uczynki, są kanonizowani przez Kościół jako święci. Oczywiście jest ich znacznie mniej niż tych, którzy chcą pomóc

Dzieci noszone przez matki w chustach na plecach, mężczyźni w bawełnianych portkach i czapkach uszankach – z takimi „podręcznikowymi” uchodźcami łatwiej sympatyzować. Co innego, jeśli ukraińska uchodźczyni nosi torebkę Birkin Herm?s. Fakt, że jest to jedyna rzecz, którą udało jej się złapać przed ostatnim nalotem w domu, pozostaje za kulisami.

Włoch, który prowadzi improwizowany teatr w Rzymie, w którego zespole są uchodźcy z Ukrainy, pojął to intuicyjnie. Dziewczyny nauczyły się po włosku swoich ról prawie bez akcentu, ale pojawił się problem z ubraniami. „To zbyt europejskie” – pomyślał reżyser. Osobiście odwiedził więc najbliższy sklep z używanymi rzeczami i za kilka euro kupił coś używane spódnice i bluzki. Niektóre z nich postanowił nawet podrzeć – wszystko w imię sztuki.

W dniu premiery na parterze siedzieli doradcy burmistrza, przedstawiciele władz miasta, członkowie administracji i ich żony. Wszyscy byli wzruszeni, klaskali i krzyczeli: „Bravissimo!”.

Wrzucili do kapelusza tyle datków, że dyrektor teatru nie mógł się doczekać kolejnej premiery. Powinnyśmy mu powiedzieć, żeby kupił czapki uszanki?

„My też przyjęliśmy uchodźcznię!” – tak syn wspaniałej austriackiej pary poinformował swoich przyjaciół o mojej znajomej na Facebooku. Rodzice wielu jego kolegów ze szkoły przyjęli już Ukraińców, a jego jeszcze nie. Tyle że uchodźczyni okazała się irytująca już od pierwszego dnia: chodziła z pokoju do łazienki i z powrotem, skrzypiała na schodach, coś gotowała, trzaskała drzwiami. Krótko mówiąc, żyła swoim codziennym życiem – chociaż przeważnie przebywała w parku, by nie przeszkadzać. Tydzień później, kiedy wróciła ze spaceru, znalazła swoje rzeczy starannie ułożone na schodach. Wyszła wzruszając ramionami. „Każdy może przeceniać swoje siły. Muszę być wdzięczna” – napisała ze zrozumieniem moja mądra przyjaciółka na Facebooku.  

Kateryna również zyskała trochę mądrości. Włoskiej rodzinie, która udzieliła jej schronienia, dziesięć razy musiała opowiadać o swojej ewakuacji z Hostomla, o tym, jak jej dom zapalił się od ostrzału wroga.

Gospodyni, starsza pani, parzyła kawę i zapraszała koleżanki na ciastka – zajmowały miejsca na widowni, z nogami na kanapie. Kateryna wzruszyła ramionami i zaczynała swoją opowieść od nowa. Panie achały i ochały

A potem wyprowadziły dodatkowy blitz. „Tak, my też jemy makaron”, „Nie, Ukrainka nie ma obowiązku posiadania pięciorga dzieci”, „Nie, nie wiem, jak ugotować barszcz”, „Tak, byłam wiele razy za granicą”, „Nie, nie każdy marzy o życiu we Włoszech” – wyjaśniała uprzejmie i cierpliwie.

„Zdałam sobie sprawę, że to, co najbardziej szokuje te kobiety, to nie ostrzał i bomby, ale nasze podobieństwo. Przyjęcie do wiadomości, że jesteśmy takie same, jest jak przyznanie, że one również mogłyby być na naszym miejscu, w niebezpieczeństwie, i że wojna jest gdzieś bardzo blisko. A to trochę coś innego niż zajmowanie miejsc na widowni” – mówi Kateryna, poprawiając wyimaginowaną uszankę na głowie.

To już trzeci rok idzie, odkąd Europa i my patrzymy sobie w oczy. Zdejmijmy uszanki, poznajmy się.

Czekamy na Wasze historie. Piszcie do nas na adres: redakcja@sestry.eu

20
хв

„My też przyjęliśmy uchodźczynię!”. Trochę o niespełnionych oczekiwaniach – europejskich i naszych

Olga Gembik

Chociaż warszawski Park Szczęśliwicki jest dość duży, nie było trudno znaleźć w nim miejsca, w którym odbywało się ukraińskie święto: zewsząd ściągali tam piękni ludzie w eleganckich, haftowanych koszulach i sukienkach.

Oksana Kołesnyk, dyrektorka Szkoły Ukraińskiej w Warszawie, sama wyhaftowała swoją koszulę. Mówi, że pomysł na to świętowanie narodził się początku istnienia szkoły, więc Dzień Wyszywanki odbywa się tu już po raz trzeci.

Prezeska Domu Ukraińskiego Myrosława Kerik i dyrektorka Szkoły Ukraińskiej w Warszawie Oksana Kołesnyk

– To święto ma na pomóc zachować naszą kulturę za granicą. Bo kiedy dziecko idzie do szkoły w innym kraju, integruje się z jego społeczeństwem, przyjmuje jego wartości, podczas gdy jego własne pozostają gdzieś indziej. Dlatego bardzo ważne jest, by zachować i uhonorować tradycje, a potem przekazać je dzieciom. Program, scenariusz święta, poczęstunek i kiermasz charytatywny – to wszystko było dziełem dzieci, nauczycieli i rodziców. Przygotowywaliśmy się od zimy – mówi Oksana Kołesnyk.

Myrosława Kerik, prezeska zarządu Domu Ukraińskiego: – To szczególne święto dla wszystkich Ukraińców zwłaszcza teraz, gdy nasz kraj jest w stanie wojny. Wyszywanka to nasza historia i tradycje, które teraz pokazujemy Europie. Pokazujemy, że jesteśmy wolnymi ludźmi, którzy dążą do wolności i demokracji. I są gotowi o nie walczyć.

Pieniądze zebrane podczas uroczystego koncertu, kursów mistrzowskich, a także dochód ze sprzedaży smakołyków i biżuterii zostaną przekazane na potrzeby Sił Zbrojnych Ukrainy.

Uczennice Sasza i Anhelina przyniosły na jarmark charytatywny czekoladowe pierniki. Dziewczyny sprzedały ich ponad tuzin w ciągu pierwszych 30 minut. Wśród kupujących byli zarówno Ukraińcy, jak Polacy.

Sasza i Angelina sprzedają pierniki, by zebrać pieniądze na drony

Festiwal trwał około dwóch godzin i pozostawił bardzo ciepłe wrażenia.

– Najgorsze czasy dla wyszywanek były nie tak dawno temu, za prezydentury Janukowycza. Wtedy policja mogła je nam odbierać – ale właśnie wtedy poczułam siłę symbolu, jakim one są. Nawet kiedy podnosisz flagę, niekoniecznie identyfikuje cię ona jako Ukraińca, ponieważ każdy może nosić flagę jako znak wsparcia. A wzory na hafcie są ze sobą połączone, tak jak my, Ukraińcy, jesteśmy połączeni, gdziekolwiek jesteśmy – zaznacza Hałyna Timkina, mieszkanka Kijowa.

Hałyna Timkina z córką

– Kluby i wycieczki to tylko wrażenia i przyjemne emocje. Trzeba było widzieć, jak szczęśliwe były nasze dzieci, gdy zaproponowano im udział w tym festiwalu. One naprawdę chcą być potrzebne, chcą pomóc Ukrainie – mówi Natalia Małanskaja, nauczycielka języka ukraińskiego.

Festiwal zakończył się wielkim grupowym zdjęciem, na którym wszyscy długo nie mogli znaleźć się w obiektywie. W całym parku setki dziecięcych głosów krzyczały: „Kocham Ukrainę!”. Przechodzący obok ludzie patrzyli na dzieci i się uśmiechali.

Zdjęcia Julia Ładnova

20
хв

Dzień Wyszywanki zjednoczył Ukraińców w 100 krajach. Świętowaliśmy go także w Warszawie

Julia Ladnova

Możesz być zainteresowany...

Ексклюзив
20
хв

Kareta dla uchodźczyni. Absurdalna historia rejestracji samochodu w Polsce

Ексклюзив
20
хв

Po raz pierwszy w życiu podniosłam rękę na dziecko. Moja córka się bała

Ексклюзив
20
хв

Ukrainki w Irlandii mieszkają w zamkach i śpią na krzesłach

Skontaktuj się z redakcją

Jesteśmy tutaj, aby słuchać i współpracować z naszą społecznością. Napisz do nas jeśli masz jakieś pytania, sugestie lub ciekawe pomysły na artykuły.

Napisz do nas
Article in progress