Exclusive
20
min

Wybory w Niemczech: wyniki, osobliwości i przyszły kurs kraju

Wszystko wskazuje na to, że po czterech latach w opozycji Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna (CDU/CSU), uzyskawszy w wyborach prawie jedną trzecią głosów (28,5%), powróci do władzy. A Friedrich Merz zostanie kolejnym kanclerzem Niemiec

Kateryna Tryfonenko

Friedrich Merz, kandydat Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej na kanclerza, przemawia do zwolenników w Berlinie. Zdj. Martin Meissner/Associated Press/East News

No items found.

Zostań naszym Patronem

Dołącz do nas i razem opowiemy światu inspirujące historie. Nawet mały wkład się liczy.

Dołącz

Dla Ukrainy to dobra wiadomość, bo Merz jest zdecydowanym zwolennikiem zwiększenia wsparcia dla Ukrainy. Zgodnie z przewidywaniami prorosyjska Alternatywa dla Niemiec (AfD) zajęła drugie miejsce, zdobywając nieco ponad 20% głosów. Pomimo tak wysokiego wyniku nie będzie jednak współrządzić, ponieważ pozostałe partie odmówiły współpracy z nią już na początku kampanii wyborczej. Do Bundestagu weszli także Socjaldemokraci (16,4 proc.), Zieloni (11,6 proc.) i Lewica (8,7 proc.).

Co zadecydowało o wyborze Niemców? Jak może wyglądać przyszła koalicja? I czy Ukraina w końcu dostanie rakiety Taurus?

Co zadecydowało o wyborze Niemców

Dwie kluczowe kwestie, wokół których obracała się ta kampania, to gospodarka i migracja, podkreśla Gabriele Abels, profesorka nauk politycznych na Uniwersytecie Eberhardta w Tybindze. Temat migracji nie dotyczy jednak ukraińskich uchodźców. Chodzi głównie o napływ migrantów z krajów islamskich, takich jak Afganistan, Syria i Irak, a także z krajów afrykańskich:

– Niedawne ataki migrantów – mężczyzn motywowane ideologią islamistyczną, w wyniku których zamordowano kilka osób, miały znaczący wpływ. Zwiększyły polaryzację zarówno wśród społeczeństwa, jak partii politycznych.

Z pewnością wpłynęło to na wyniki wyborów, faworyzując partie konserwatywne, przede wszystkim prawicowo-populistyczną/ekstremistyczną AfD

W Wigilię obywatel Arabii Saudyjskiej wjechał samochodem w tłum na jarmarku bożonarodzeniowym w Magdeburgu. Zginęło pięć osób, a ponad 200 zostało rannych. 23 stycznia w Aschaffenburgu dwie osoby, w tym dwuletnie dziecko, zostały zasztyletowane, trzy inne odniosły rany. Napastnik pochodził z Afganistanu. 13 lutego, w przeddzień otwarcia Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, Afgańczyk ubiegający się o azyl wjechał samochodem w demonstrację związków zawodowych. Około 30 osób zostało poważnie rannych. Dwie zginęły, w tym dwuletnie dziecko.

Jak zauważa Roderich Kiesewetter, poseł do Bundestagu z Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej, te zabójstwa i ataki terrorystyczne przekierowały uwagę społeczeństwa z najważniejszej kwestii, czyli bezpieczeństwa, na migrację. A to jest korzystne tylko dla prokremlowskiej AfD.

– Największym wyzwaniem jest to, że Niemcy nie mogą działać w zakresie polityki bezpieczeństwa, dopóki nie powstanie rząd – mówi Kiesewetter. – To ważne ze względu na zachowanie Trumpa i potrzebę utworzenia przez Europę koalicji chętnych do wspierania Ukrainy i poprawy stanu bezpieczeństwa.

Liczenie głosów w centrum głosowania korespondencyjnego we Frankfurcie nad Menem. Zdjęcie: KIRILL KUDRYAVTSEV/AFP/East News

Formowanie rządu i perspektywy koalicji

Wybory parlamentarne w Niemczech odbywają się w mieszanym systemie wyborczym, który łączy głosowanie większościowe i proporcjonalne. Każdy wyborca ma dwa głosy: jeden na kandydata w swoim okręgu wyborczym (system większościowy) i jeden na partię (system proporcjonalny). Mandaty w Bundestagu przyznawane są na podstawie głosów partyjnych, z uwzględnieniem zwycięzców w okręgach wyborczych. Aby wejść do parlamentu, partia musi przekroczyć próg 5%.

Media społecznościowe i platformy cyfrowe były ważne, ale bardziej dla młodszego pokolenia wyborców, którzy stanowią mniejszość w porównaniu z elektoratem 60+. W tym sensie ich wpływ był ograniczony, uważa Gabriele Abels:

– Niemniej AfD odniosła duży sukces w mobilizowaniu wyborców, w szczególności za pomocą TikToka.

Pozostałe partie polityczne pozostają w tyle, jeśli chodzi o wykorzystywanie mediów społecznościowych do informowania opinii publicznej

Nie można zmierzyć bezpośredniego wpływu, ale nie należy lekceważyć skutków manipulacji i dezinformacji za pośrednictwem mediów społecznościowych, podkreśla Roderich Kiesewetter:

– Podobnie jak w przypadku wielu innych spraw, zależy to od tego, jak politycy zareagują na wpływ Rosji i Chin. Jeśli celowo pozostawiasz otwarte przestrzenie do dyskusji i nie zajmujesz jasnego stanowiska, nie jest zaskoczeniem, że te przestrzenie są wypełniane dezinformacją.

W Bundestagu zasiada 630 posłów, więc do utworzenia koalicji potrzeba 316. Zwycięzca wyborów, Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna (CDU/CSU), może liczyć na 208 mandatów, dlatego do utworzenia rządu potrzebuje partnera (partnerów).

Alternatywa dla Niemiec (AfD) zajęła drugie miejsce ze 152 mandatami.

Po zwycięstwie Trumpa jego ekipa zaczęła otwarcie wspierać AfD. Elon Musk przeprowadził wywiad online z Alice Weidel, jedną z liderek tej siły politycznej, na swojej platformie X. Z kolei J.D. Vance, wiceprezydent USA, skrytykował niemieckie partie za odmowę współpracy z Alternatywą z mównicy podczas konferencji w Monachium. A potem spotkał się z Weidel.

Alice Weidel. Zdj. SOEREN STACHE/AFP/East News

– Nigdy nie byliśmy tak silni – powiedziała Weidel po ogłoszeniu wyników sondaży exit poll. Według niej AfD jest jedyną partią polityczną, która podwoiła swój wynik w porównaniu z ostatnimi wyborami. W następnych ma nadzieję na odsunięcie chrześcijańskich demokratów od władzy.

Donald Trump w swojej sieci społecznościowej Truth Social pogratulował niemieckim siłom „konserwatywnym”: „Wygląda na to, że partia konserwatywna w Niemczech odniosła bardzo duże i oczekiwane zwycięstwo wyborcze. To wielki dzień dla Niemiec i Stanów Zjednoczonych Ameryki. Gratulacje dla wszystkich – przed nami jeszcze wiele zwycięstw!”.

Wpis Trumpa na Truth Social

Z tych słów nie wynika jednak jasno, czy Trump ma na myśli prawicowych konserwatystów z Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej Merza, czy skrajnie prawicową Alternatywę dla Niemiec.

„Podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, obywatele Niemiec są zmęczeni zdroworozsądkową polityką, zwłaszcza w zakresie energii i imigracji, która dominowała przez lata” – napisał.

Wsparcie dla Ukrainy: czy będą Taurusy?

Politycznie realistyczną opcją byłby rząd składający się z konserwatystów (CDU/CSU) pod przywództwem Friedricha Merza i socjaldemokratów lub Zielonych, ocenia Gabriele Abels. Na pewno nie będzie koalicji ze skrajnie prawicową AfD. Przynajmniej nie tym razem:

– Niemcy będą nadal wspierać Ukrainę. Wszystkie demokratyczne partie polityczne opowiadają się za ciągłym i różnorodnym wsparciem. Jeśli chodzi o wsparcie militarne, AfD i BSW [Sojusz Sahry Wagenknecht – lewicowa partia, która nie weszła do parlamentu – red.] to jedyne ugrupowania, które zadeklarowały silne stanowisko polityczne „za pokojem” i na rzecz rezygnacji z broni. Sceptyczna wobec dostarczania broni Ukrainie jest też lewicowa Die Linke.

Podobnie jak w ciągu ostatnich trzech lat, wciąż aktualne pozostają pytania: jaki rodzaj broni, jak duże wsparcie i kiedy je zapewnić?

W tym sensie łatwiej byłoby utworzyć koalicję między Chrześcijańskimi Demokratami a Zielonymi, ponieważ poparcie Zielonych dla dostarczania broni Ukrainie jest bardziej zdecydowane. Socjaldemokraci będą nadal będą pod tym względem ostrożni, nawet mimo tego, że Scholz prawdopodobnie nie wejdzie do rządu Merza, podkreśla Gabriele Abels:

– Obecnie obserwujemy przesunięcie punktu ciężkości: czy Niemcy będą w stanie i czy zechcą uczestniczyć w korpusie pokojowym w Ukrainie w celu egzekwowania jakiegokolwiek porozumienia pokojowego lub zawieszenia broni? Oficjalne stanowisko jest takie, że dopóki nie będzie jakiegoś porozumienia, które obejmie Ukraińców, a nie tylko negocjacje USA-Rosja w sprawie Ukrainy, jest zbyt wcześnie, by dyskutować o opcjach.

Socjaldemokraci osiągnęli najgorszy wynik od czasów II wojny światowej. Olaf Scholz wziął na siebie odpowiedzialność za tę porażkę. W przemówieniu po ogłoszeniu wyników zauważył, że jego rząd powstał w trudnym momencie, ponieważ Rosja rozpoczęła inwazję na pełną skalę wkrótce po rozpoczęciu kadencji. Powiedział również, że jest bardzo rozczarowany wynikami skrajnej prawicy: „Nigdy się z tym nie pogodzę”. I pogratulował zwycięstwa swojemu rywalowi Merzowi.

Lider Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej stwierdził natomiast, że nadszedł czas na szybkie działanie. Merz rozpoczyna rozmowy w sprawie utworzenia koalicji i spodziewa się sformować nowy rząd przed Wielkanocą (20 kwietnia).

– Moim absolutnym priorytetem będzie jak najszybsze wzmocnienie Europy, tak abyśmy krok po kroku mogli naprawdę osiągnąć niezależność od Stanów Zjednoczonych – powiedział przyszły kanclerz. Zdaniem Merza po zeszłotygodniowych wypowiedziach Donalda Trumpa stało się jasne, że Amerykanom, a przynajmniej obecnej administracji, los Europy jest w dużej mierze obojętny.

Wołodymyr Zełenski pogratulował Merzowi i jego partii zwycięstwa, mówiąc, że Ukraina oczekuje dalszej współpracy z Niemcami na rzecz zaprowadzenia prawdziwego pokoju i wzmocnienia Europy.

Pod rządami Merza wsparcie wojskowe z pewnością będzie kontynuowane, uważa Roderich Kiesewetter, kolega przyszłego kanclerza w Bundestagu:

– To, czy dostarczy Taurusy, na co mam nadzieję i czego on sam naprawdę chce, zależy w dużej mierze od partnera koalicyjnego. Dlatego dla naszego bezpieczeństwa i dla wsparcia dla Ukrainy koalicja z Zielonymi byłaby najlepsza.

Bo w takim przypadku wsparcie wojskowe dla Ukrainy prawdopodobnie zostanie zwiększone, i to nawet znacznie

Niemieckie przywództwo i bezpieczeństwo europejskie

Podczas kampanii wyborczej tak kanclerz Scholz, jak inne partie polityczne znajdowali się w niepewnym położeniu. Zdecydowane oświadczenia w sprawie Ukrainy mogły bowiem podzielić elektorat, wyjaśnia Martin Vokálek, dyrektor wykonawczy praskiego Instytutu Polityki Europejskiej EUROPEUM:

– Ta ostrożność odzwierciedla jednak raczej wewnętrzne kalkulacje polityczne niż fundamentalną zmianę stanowiska Niemiec.

Po wyborach oczekuję powrotu do bardziej zdecydowanej polityki. I mam nadzieję, że tak będzie

Vokálek dodaje, że pod rządami Merza postawa Niemiec w NATO i UE może stać się bardziej asertywna, ponieważ jego partia tradycyjnie była bardziej jastrzębia w kwestii obrony i bardziej krytyczna wobec Rosji niż ugrupowanie Scholza. Jednak według czeskiego analityka to, jak silna i szybka będzie ta zmiana, zależy od dwóch kluczowych czynników:

– Na poziomie zewnętrznym, jeśli Trump będzie nalegał na porozumienie z Rosją kosztem Ukrainy, Niemcy mogą znaleźć się w sytuacji, w której będą musiały zmobilizować swoich europejskich sojuszników do utrzymania silnej pozycji przeciwko rosyjskiej agresji.

W wymiarze wewnętrznym wynik wyborów określi siłę niemieckich zobowiązań w zakresie bezpieczeństwa. Rząd kierowany przez CDU i silnego partnera koalicyjnego (lub partnerów koalicyjnych) może naciskać na zwiększenie wydatków na obronność i bardziej proaktywną rolę Niemiec w bezpieczeństwie europejskim. Jeśli jednak w skład koalicji wejdą partie chwiejne, postawa Niemiec może być bardziej ostrożna.

Nie jest jasne, w jakim stopniu Niemcy rozwiną swoje przywództwo w UE. Zdaniem Gabriele Abels ani ich wola polityczna, ani potencjał militarny nie są bowiem wystarczające, by stały się prawdziwym liderem:

– Niemcy wahają się przed przejęciem przywództwa, a jeśli już je obejmują, to robią to niechętnie. Będą jednak aktywnie współpracowały z europejskimi partnerami. Tyle że Europejczycy nadal są zbyt powolni, zbyt słabi i niewystarczająco zjednoczeni w opracowywaniu silnej odpowiedzi na ogromne zagrożenie, jakie z jednej strony stanowi Rosja, godząca w bezpieczeństwo europejskie, a z drugiej – nowa administracja Trumpa. Przemówienie Vance'a na konferencji monachijskiej było prawdziwym szokiem i oznaczało koniec zachodniego sojuszu opartego na wspólnych liberalnych wartościach. To jednak nie dotarło jeszcze do świadomości ogółu społeczeństwa.

Kampania wyborcza nadal koncentruje się na polityce wewnętrznej, podczas gdy polityka zagraniczna, integracja UE i geopolityka pozostają na drugim planie

Martin Vokálek ocenia, że nowy niemiecki rząd odegra kluczową rolę w kształtowaniu europejskiej polityki bezpieczeństwa w taki czy inny sposób, zwłaszcza w odpowiedzi na niezwykle burzliwe wydarzenia w krajobrazie geopolityczny i wstrząsy wywołane działaniami Trumpa oraz jego administracji.

– Jeśli Donald Trump będzie kontynuował zacieśnianie więzi z Rosją lub faktycznie spróbuje wynegocjować ugodę w sprawie Ukrainy bez europejskiego konsensusu, Niemcy pod nowym przywództwem będą prawdopodobnie musiały wziąć na siebie większą odpowiedzialność za europejskie bezpieczeństwo – mówi. – Jest to jednak konieczność dla wszystkich krajów europejskich, niezależnie od dalszego rozwoju sytuacji.

Projekt jest współfinansowany przez Polsko-Amerykańską Fundację Wolności w ramach programu „Wspieraj Ukrainę”, realizowanego przez Fundację Edukacja dla Demokracji

No items found.
Р Е К Л А М А
Dołącz do newslettera
Thank you! Your submission has been received!
Oops! Something went wrong while submitting the form.

Ukraińska dziennikarka. Pracowała jako redaktorka naczelna ukraińskiego wydania RFI. Pracowała w międzynarodowej redakcji TSN (kanał 1+1). Była międzynarodową felietonistką w Brukseli, współpracowała z różnymi ukraińskimi kanałami telewizyjnymi. Pracowała w serwisie informacyjnym Ukraińskiego Radia. Obecnie zajmuje się projektami informacyjno-analitycznymi dla ukraińskiego YouTube.

Zostań naszym Patronem

Nic nie przetrwa bez słów.
Wspierając Sestry jesteś siłą, która niesie nasz głos dalej.

Dołącz

Anna J. Dudek: Prezydent Karol Nawrocki zawetował nowelę ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy, która zakłada przedłużenie ochrony tymczasowej regulowanej unijną dyrektywą. Nawrocki chce m.in., by dostęp do opieki zdrowotnej dla Ukraińców był uwarunkowany odprowadzaniem składki zdrowotnej, a otrzymywanie 800 plus od tego, czy pracują. Jak pani ocenia tę decyzję prezydenta?

Anita Kucharska-Dziedzic:
Pan prezydent jest historykiem z wykształcenia, byłym dyrektorem Muzeum Drugiej Wojny Światowej, prezesem Instytutu Pamięci Narodowej, i zawetował nowelę ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w sierpniu. W sierpniu, kiedy celebrujemy pamięć o powstańcach i cywilach opuszczonych przez sojuszników w płonącej Warszawie, pamięć o bohaterach, którzy powstrzymali nad Wisłą moskiewską nawałę, nie tylko na Polskę, ale i na Europę. W sierpniu, kiedy przypominamy, że Polska to „Solidarność” i solidarność. Ale też w sierpniu, kiedy Ribbentrop i Mołotow podpisali haniebny akt. Dla prezydenta Nawrockiego te skojarzenia powinne być oczywiste. I powinien rozumieć, że w historii to weto zapisze się jako wstydliwe, a nie chwalebne dla jego prezydentury. Z tego weta najbardziej cieszą się w Moskwie. Tym bardziej wstyd.

Powstał list polskich kobiet, w których matki, babcie, siostry, żony, piszą, że nie godzą się na to. "Nikt w naszym imieniu nie ma prawa stawiać warunków kobietom uciekającym przed wojną". Dodają, że nasz kraj traktuje ukraińskie kobiety jak zakładniczki polityki. List podpisało w ciągu trzech dni ponad tysiąc kobiet. A politycy milczą. I o wecie, i o liście. Co oznacza to milczenie?

Że sondaże są ważniejsze niż wartości.

Za kilka dni będzie można pytać polityków, gdzie podziała się polska Solidarność przez małe i wielkie S. Ciekawa jestem odpowiedzi.

Ale rzecznik Komisji Europejskiej przypomina, że "państwa członkowskie w lipcu podjęły decyzję o przedłużeniu ochrony tymczasowej dla Ukraińców na terenie UE do marca 2027 r.". Zgodnie z dyrektywą o ochronie tymczasowej pomoc Ukraińcom musi być udzielona, powiedział, ale dodał, że zakres świadczeń określają państwa członkowskie. Jest szansa, że to zadziała na prezydenta?

Dla pana Prezydenta ani Unia Europejska, ani Komisja Europejska nie są wyznacznikiem standardów postępowania. Nie miał przecież żadnego problemu z podpisaniem ósemki Menzena.

Weto uderza w kobiety. Ale jeśli popatrzeć na działania poprzedniego rządu i środowiska, z którego wywodzi się Karol Nawrocki, to właściwie nie powinno zaskakiwać. Mówię o obcinaniu funduszy na organizacje kobiece, o sposobie traktowania praw kobiet, o śmierciach kobiet z powodu zmian w prawie.

Weto uderza i w kobiety, i w dzieci. Przede wszystkim w dzieci, bo przecież 800+ jest dla dzieci i na dzieci. Kobiety i dzieci dla skrajnej prawicy to gorszy sort.

Panu prezydentowi jest najbliżej do Konfederacji, a Konfederacja konsekwentnie głosowała przeciw projektom polepszającym bezpieczeństwo socjalne i osobiste bezpieczeństwo kobiet i dzieci. Czy mówimy o bezpieczeństwie socjalnym kobiet i dzieci czy o stosunku do Ukrainy, to prezydent Nawrocki na pewno nie idzie ścieżką prezydenta Andrzeja Dudy. W kontekście Ukrainek pamiętam niechęć Pawła Szefernakera, dzisiejszego szefa gabinetu prezydenta, do jakiejkolwiek pomocy ofiarom gwałtów wojennych w terminacji ciąż pochodzących z gwałtu. Ogrom pomocy świadczonej na początku wojny przez Polaków uchodźcom kontrastował z niechęcią rządzących polityków wobec pomocy zgwałconym; PiS i Konfederacja dwukrotnie odrzucali moją poprawkę umożliwiającą terminację ciąż z gwałtów wojennych do ówczesnych specustaw o pomocy Ukrainie.

20
хв

Sondaże ważniejsze od wartości. Politycy milczą o wecie prezydenta

Anna J. Dudek

Za kulisami głośnych szczytów między USA a Rosją trwają ciche negocjacje. Według doniesień medialnych Waszyngton i Moskwa omawiają szereg umów energetycznych. Dla Kremla mogą one stać się bodźcem do zawarcia pokoju w Ukrainie, a dla Białego Domu podstawą do złagodzenia presji sankcyjnej na Rosję.

Jednak po spotkaniach na Alasce i w Waszyngtonie Rosja nie podjęła żadnych publicznych kroków, które potwierdzałyby jej gotowość do negocjacji.

Czy w takich warunkach można mówić o realnym procesie pokojowym? Jakie ryzyko niesie ze sobą „taktyka marchewki” stosowana wobec Kremla i dlaczego gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy ponownie stają się tematem numer jeden w dyskusjach transatlantyckich? Rozmawiamy o tym z Kristi Raik, dyrektorką Międzynarodowego Centrum Obrony i Bezpieczeństwa w Tallinie.

Kristi Raik. Zdjęcie: archiwum prywatne

Strategia gry na czas

Maryna Stepanenko: – Rezygnacja z Donbasu, brak NATO i w ogóle zachodnich wojsk na terytorium Ukrainy. Warunki, które obecnie głośno stawia Kreml, wyglądają raczej jak ultimatum niż podstawa do negocjacji. Czy Moskwa nie jest zainteresowana pokojowym rozwiązaniem?

Kristi Raik: – Tak, Rosja nie jest gotowa zrezygnować z żadnego ze swoich żądań wobec Ukrainy. Nadal dąży do zniszczenia jej jako suwerennego państwa i jest gotowa rozmawiać tylko o takim porozumieniu pokojowym, które przybliżyłoby ją do tego celu. Stany Zjednoczone i Europa nie wywierają wystarczającej presji, by zmusić Rosję do zmiany podejścia.

Owszem, Stany Zjednoczone dysponują instrumentami, przede wszystkim sankcjami, które mogą zmusić Kreml do zrewidowania swoich żądań, ale jak dotąd prezydent Trump nie wykazał zainteresowania wywieraniem poważnej presji

Zamiast tego od Ukrainy oczekuje się ustępstw – uznania rosyjskiej kontroli nad okupowanymi terytoriami, a nawet rezygnacji z pozostałej części Donbasu, której Rosja nie była w stanie podbić militarnie od 2014 roku. To nie do przyjęcia zarówno z militarnego, jak politycznego punktu widzenia.

Myślę, że Rosja to rozumie, ale mimo to wierzy, że czas jest po jej stronie, i ma nadzieję poprawić swoją sytuację, kontynuując wojnę. Jednocześnie próbuje zrozumieć, co może uzyskać za pomocą dyplomacji, gdy stanowisko USA jest niejednoznaczne i czasami zbyt zbliżone do rosyjskiego.

Rosjanie opóźniają organizację spotkania z Zełenskim, o czym świadczą ostatnie oświadczenia Kremla. Czy europejscy i amerykańscy partnerzy zdają sobie z tego sprawę?

Europejscy przywódcy, którzy są ściśle zaangażowani w ten proces, w ostatnich latach znacznie lepiej zrozumieli podejście Rosji i grę Putina. W przypadku administracji Trumpa sytuacja nie jest tak jednoznaczna. On jest obsesyjnie nastawiony na osiągnięcie pokoju w Ukrainie, ale wydaje się, że nie przejmuje się warunkami, uważając, że to Kijów powinien pójść na kompromis.

Jest wątpliwe, czy wysłucha liderów Ukrainy i Europy, którzy twierdzą, że Putin nie traktuje poważnie pokoju i żeby osiągnąć rzeczywisty postęp, należy osłabić Rosję, a wzmocnić Ukrainę. Jak dotąd te argumenty nie wydają się przekonywać amerykańskiej administracji. Trump zaznaczył również, że nie bierze udziału w przygotowaniach ewentualnego spotkania Zełenskiego i Putina, pozostawiając tę kwestię do rozstrzygnięcia obu stronom. Biorąc to wszystko pod uwagę należy przypuszczać, że w najbliższym czasie takie spotkanie nie dojdzie do skutku.

Gwarancje bezpieczeństwa i presja na Rosję

Czy brak udziału Trumpa w organizacji spotkania między Putinem a Zełenskim będzie oznaczał z perspektywy Stanów Zjednoczonych krok wstecz w dyplomatycznych działaniach na rzecz osiągnięcia pokoju w Ukrainie?

Dla Ukrainy i Europy ważne jest, by Stany Zjednoczone pozostały zaangażowane w bezpieczeństwo europejskie. Europejczycy nadal nie są wystarczająco silni, by poradzić sobie z sytuacją w Ukrainie lub osiągnąć pokój bez udziału USA. Waszyngton nie chce jednak tu wnosić znaczącego wkładu dyplomatycznego.

Negocjacje dotyczące gwarancji bezpieczeństwa pokazują, że Stany Zjednoczone będą odgrywać jedynie minimalną rolę, ale nawet to jest ważne.

Ukraina nadal potrzebuje dostępu do amerykańskiej broni, danych wywiadu i pewnych możliwości w zakresie bezpieczeństwa, chociaż nie potrzebuje obecności wojskowej Amerykanów na swoim terytorium

Czy całkowita rezygnacja Stanów Zjednoczonych z udziału będzie oznaczała zaprzestanie wszelkiego wsparcia dla Ukrainy? To będzie poważny problem. Nawet jeśli Waszyngton po prostu zrezygnuje z drogi dyplomatycznej, a Trump przeniesie swoją uwagę na inne sprawy, wojna będzie trwała. Prawdopodobnie potrwa miesiące, a nawet dłużej, ponieważ stanowiska obu stron pozostają bardzo odległe.

W zeszłym tygodniu Rosja uderzyła w amerykańskie przedsiębiorstwo na Zakarpaciu, gaszenie pożaru trwało ponad dobę. Jak Stany Zjednoczone powinny interpretować ten sygnał?

Cóż, Stany Zjednoczone powinny potraktować to jak przypomnienie, że mają interesy w Ukrainie. Pomysł, że mogą po prostu opuścić Ukrainę, nie jest dla nich korzystny. Nie mogą tego zrobić, bo są zaangażowane, mają tam interesy, a jeśli pozwolą Rosji uzyskać to, czego chce, bezpośrednio zaszkodzi to tym interesom.

Mam więc nadzieję, że ta sytuacja zostanie odebrana właśnie w takim kontekście. Ale oczywiście możliwe jest również, że taka eskalacja może wręcz zwiększyć presję na Ukrainę w celu osiągnięcia jakiegokolwiek porozumienia pokojowego i zmusić ją do ustępstw, by tylko można było powstrzymać bombardowania i zabójstwa.

Wracając do tematu sankcji: Zełenski nalega na zaostrzenie presji, jeśli Putin odmówi spotkania z nim. Ostatnim razem gdy Trump wywierał presję na Rosję, zamiast sankcji Putinowi zorganizowano ciepłe przyjęcie na Alasce. Obecnie prezydent USA ogłasza już nowe terminy osiągnięcia pokoju. Jeśli w ciągu dwóch tygodni nie będzie postępów, mają USA przyjąć nową taktykę wobec Moskwy. Czego można się spodziewać? Przyjęcia w Białym Domu?

Często słyszeliśmy, jak Trump obiecuje zwiększyć presję na Rosję, ale jego zachowanie wskazuje, że uważa, iż pokój w Ukrainie należy zawrzeć z Putinem, a do tego trzeba traktować Putina z szacunkiem. Od Ukrainy jako strony słabszej oczekuje się odpowiedniego zachowania. Nie wykluczam jednak, że Trump podejmie działania, które spowodują realne straty gospodarcze Rosji, zwłaszcza w odniesieniu do jej przemysłu naftowego, co może poważnie osłabić zdolność Moskwy do prowadzenia wojny.

Gospodarka Rosji jest krucha, ale nie ulegnie załamaniu – może wytrzymać wojnę jeszcze przez rok. Tylko poważniejsze straty mogą zmusić Kreml do rozważenia rzeczywistych kompromisów

Obecnie te tak zwane ustępstwa, jak zmniejszenie roszczeń terytorialnych czy propozycja „gwarancji bezpieczeństwa”, które Rosja potem odrzuciła, są manipulacją, a nie prawdziwymi krokami w kierunku pokoju.

By wyjść z tego impasu, Trump musi rozczarować się Putinem, co jak dotąd nie nastąpiło. Tymczasem dla ukraińskich i europejskich przywódców niezwykle ważne jest, by nadal współpracować z Białym Domem. To daje pewien efekt, choć ograniczony. Jednak Europa również musi zrobić więcej. Pomimo silnej retoryki postępy w kwestiach sankcji, pomocy i gwarancji bezpieczeństwa są powolne, a wola polityczna nadal pozostaje w tyle za dostępnymi zasobami.

Nawet jeśli negocjacje nie dojdą do skutku, kwestia gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy pozostanie kluczowa. Jak Pani zdaniem powinny wyglądać zobowiązania naszych sojuszników i co jest potrzebne, by Ukraina nie podzieliła losu „Budapesztu 2.0”?

Oczywiste jest, że tym razem gwarancje bezpieczeństwa nie mogą istnieć tylko na papierze, jak w przypadku tych z Budapesztu w 1994 roku.

Gwarancje muszą obejmować realną siłę i jasny plan. Najważniejszym elementem jest silna armia ukraińska, wspierana współpracą z europejskim przemysłem obronnym. To najskuteczniejszy środek powstrzymywania Rosji

Ponadto konieczna jest pewna obecność Europy na miejscu. Sama liczba żołnierzy nie rozwiąże kwestii powstrzymywania, ale nawet ograniczone rozmieszczenie wojsk [w Ukrainie] pokaże Rosji, że agresja oznacza starcie nie tylko z Ukrainą, ale także z europejskimi żołnierzami, co przekształciłoby każdy atak w szerszy konflikt. Nie jest jednak jasne, czy będzie to 20 000 czy 50 000 żołnierzy i z jakim mandatem.

Większym wyzwaniem jest wola polityczna. W krajach takich jak Niemcy czy Włochy społeczeństwo sprzeciwia się wysłaniu wojsk, obawiając się eskalacji konfliktu i ofiar. Trzeba im jednak uświadomić, że zapewnienie bezpieczeństwa Ukrainie jest niezwykle ważne dla ich własnego bezpieczeństwa – jeśli Ukraina upadnie, zagrożenie zbliży się do nich. Państwa graniczne, takie jak kraje bałtyckie i Finlandia, rozumieją to lepiej, chociaż ich zasoby są ograniczone.

Ostatecznie odpowiedzialność za podjęcie rzeczywistych zobowiązań spoczywa na największych państwach Europy. Jednak obecnie postępy są powolne, a osiągnięcie porozumienia pozostaje trudne.

Kraje bałtyckie i Polska, czyli pierwsza reduta NATO

W przeciwieństwie do dyskusji na temat wysłania europejskich wojsk do Ukrainy, Moskwa rozpoczęła w Europie kampanię propagandową pod hasłem: „Rosja nie jest moim wrogiem”. Naklejki z tym hasłem pojawiają się w europejskich miastach. Czy taka działalność propagandowa Rosji stanowi realne zagrożenie dla poparcia Ukrainy w UE? Jak unijne kraje mogą przeciwdziałać podobnym kampaniom hybrydowym Kremla?

W niektórych krajach europejskich istnieją grupy społeczne wrażliwe na ten argument. Nie wierzę jednak, że może on zyskać szerokie poparcie. Sami Rosjanie dają jasno do zrozumienia, że są agresorami: nie tylko bezlitośnie atakują Ukrainę, ale prowadzą też operacje i różne formy agresji niewojskowej przeciwko krajom europejskim. Zachowanie Rosji raczej nie przekona większości Europejczyków, że nie powinni się jej obawiać ani uważać jej za zagrożenie. ?

Jednak właśnie to próbuje zrobić Moskwa, podobnie jak w czasach Związku Radzieckiego: identyfikować podziały w społeczeństwach zachodnich, pogłębiać je i współpracować z grupami, które są bardziej podatne na rosyjskie komunikaty

Tu może chodzić o ludzi, których skargi nie mają nic wspólnego z Ukrainą czy Rosją – obywateli niezadowolonych ze swoich rządów, warunków społeczno-gospodarczych, którzy przekierowują swe protesty na sprzeciw wobec idei, że ich kraj powinien wspierać Ukrainę.

Zarazem dla wielu Europejczyków wojna na Ukrainie nadal wydaje się bardziej odległym problemem. Trwa już długo i dla większości nie ma bezpośredniego wpływu na codzienne życie.

Dlatego potrzebne jest przywództwo polityczne – by przekonać obywateli, że ta wojna naprawdę dotyczy nas wszystkich

Jednak pozostaje to trudnym tematem dla polityków, zwłaszcza w krajach geograficznie oddalonych od Ukrainy.

Rosyjskie drony coraz częściej pojawiają się w przestrzeni powietrznej krajów członkowskich NATO. Co Rosja chce w ten sposób osiągnąć?

Rosjanie sprawdzają reakcje tych krajów, by zrozumieć, jak daleko mogą się posunąć ze swoimi prowokacjami. Nieustannie próbują też znaleźć nowe sposoby wywołania strachu i poczucia braku bezpieczeństwa.

Głównym celem Rosjan jest zmniejszenie skłonności krajów NATO do wspierania Ukrainy. Można to sprowokować na różne sposoby. Na przykład starając się sprawić, by Europejczycy poczuli bezpośrednie zagrożenie i skupili się na nim, a nie na wspieraniu Ukraińców

Jednak na przykładzie Polski widzimy, że te metody Rosjan nie są w stanie zmienić stosunku do Rosji, ponieważ Warszawa i tak uważa ją za zagrożenie. Jednocześnie Rosjanie próbują zmienić sposób, w jaki Polska postrzega Ukrainę i własne potrzeby w zakresie obrony. I właśnie w tym zakresie mogą osiągnąć pewien sukces.

Bardzo trudno znaleźć równowagę w reakcji na takie prowokacje, by nie wyolbrzymiać zagrożenia. Myślę, że musimy zyskać pewność, że kraje wschodniego skrzydła NATO są w stanie wspólnie się bronić. A w takiej sytuacji Rosja nie ma żadnych szans. A jeśli podejmuje takie prowokacyjne działania, to po prostu znajdujemy sposoby, by im przeciwdziałać – i nie daje to Rosji żadnych korzyści. Ale tak, można spodziewać się po stronie rosyjskiej nowych sposobów wykorzystania taktyk wojny hybrydowej.

W Polsce po ostatnim takim incydencie przyspiesza się produkcję środków obrony przeciwlotniczej. Szahidy nie są niczym nowym, ale po trzech latach wojny Sojusz okazał się nieprzygotowany do zestrzeliwania dronów uderzeniowych. Świadczą o tym incydenty właśnie w Polsce i na Litwie, gdzie drony same się rozbijały, a nie zostały zestrzelone. Jakie ograniczenia techniczne czy organizacyjne powstrzymują Sojusz przed skutecznym przechwytywaniem dronów uderzeniowych na wczesnych etapach?

Jest to raczej kwestia techniczna związana z obronnością, więc nie sądzę, bym miał wystarczającą wiedzę do udzielenia wyczerpującej odpowiedzi. Jednak ogólnie rzecz biorąc, wojna z wykorzystaniem dronów jest czymś, za czym wszyscy próbują nadążyć, obserwując, jak szybko Ukraina i Rosja rozwijają swoje możliwości w tej dziedzinie.

Sytuacja wciąż się zmienia, obie strony nieustannie wprowadzają innowacje, a kraje zachodnie po prostu za nimi nie nadążają. Kolejną kwestią jest obrona przeciwlotnicza. To jedna ze słabych stron Europy i wszyscy o tym wiedzą. Jednym z pierwszych problemów, które Europejczycy muszą rozwiązać, by przygotować się na ewentualne zmniejszenie udziału USA w europejskiej obronie, jest rozwój własnych możliwości w zakresie obrony przeciwlotniczej. A to oczywiście wymaga czasu.

Jednak po części jest to również kwestia polityczna. Jak reagować w sytuacji, gdy pojawia się rosyjski dron? Jaki powinien być poziom gotowości? I czy można traktować te incydenty jako przypadkowe? Nie sądzę. Musimy reagować natychmiast, a dyskusje przeprowadzać później.

20
хв

„Trump powinien rozczarować się Putinem”. Kristi Raik o zagrożeniach dla procesu pokojowego w Ukrainie

Maryna Stepanenko

Możesz być zainteresowany...

Ексклюзив
20
хв

Wstrzymanie dostaw amunicji przez Trumpa pozostawia Ukraińców bez ochrony. Jakie będą konsekwencje tej decyzji?

Ексклюзив
20
хв

Keir Giles: – Trump jest gotów dać Rosji wszystko, czego ona chce

Ексклюзив
20
хв

Nowe pokolenie inceli, wychowane przez PiS

Skontaktuj się z redakcją

Jesteśmy tutaj, aby słuchać i współpracować z naszą społecznością. Napisz do nas jeśli masz jakieś pytania, sugestie lub ciekawe pomysły na artykuły.

Napisz do nas
Article in progress