Exclusive
Szkoła bez domu
20
min

Wszystkie dzieci są równe. I wszystkie chcemy nauczyć, jak sięgać po pomoc

- Osoby, które straciły dach nad głową, nie mogą latami czuć się zależne od pomocy innych. Naszym zadaniem jest przywracanie im samodzielności, niezależności i wolności – mówi Justyna Żukowska-Gołębiewska, psycholożka, koordynatorka programu profilaktycznego „Godzina dla MŁODYCH GŁÓW” realizowanego w ramach projektu „MŁODE GŁOWY. Otwarcie o zdrowiu psychicznym” fundacji UNAWEZA.

Anna J. Dudek

01.09.2021, Gdańsk, Szkoła Podstawowa. Rozpoczęcie roku szkolnego. Zdjęcie: Bartosz Bańka / Agencja Wyborcza.pl

No items found.

Zostań naszym Patronem

Dołącz do nas i razem opowiemy światu inspirujące historie. Nawet mały wkład się liczy.

Dołącz

<frame>Tylko 49 proc. ukraińskich dzieci w wieku szkolnym, które z powodu wojny żyją w Polsce, uczęszcza do polskich szkół. A powinne do nich chodzić, żeby nie mieć wyrwy w edukacyjnym życiorysie i integrować się w polskim społeczeństwie. One jednak wolą uczyć się online w ukraińskich szkołach, bo w polskich czują się zagubione. Często są w kiepskiej formie psychicznej, nie znają wystarczająco dobrze polskiego, program szkolny nie jest przystosowany do ich poziomu wiedzy. Bywa, że padają ofiarami rówieśniczej przemocy. Czego potrzebujemy, żeby zachęcić dzieci do nauki w szkołach stacjonarnych? Jakie zmiany wprowadzić w modelu nauczania, jak pracować z dziećmi polskimi i ukraińskimi, żeby się integrowały? W redakcji sestry.eu wiemy, że to jeden z najważniejszych problemów uchodźczych i dlatego stworzyłyśmy cykl Szkoła bez domu. Opisujemy w nim kondycję naszych dzieci, polskie szkoły, współpracę ukraińskiego rządu z polskim. Sięgamy po dobre wzorce, rozmawiamy z nauczycielami, psychologami i urzędnikami. Jeśli masz problem z dzieckiem w szkole, wiesz, jak rozwiązać problem, jesteś rodzicem, nauczycielem, ekspertem – napisz do nas: redakcja@sestry.eu Jesteśmy dla Was. <frame>

Kiedy ponad dwa lata temu, w lutym 2022 roku, do Polski zaczęły przyjeżdżać ukraińskie kobiety z dziećmi, sytuacja - także ta związana z edukacją dzieci - była nagła. Awaryjna. Po dwóch latach już awaryjna nie jest, nie jest też tymczasowa. A jednak mimo to brakuje rozwiązań, procedur i narzędzi, które pozwoliłyby dobrze opiekować się dziećmi i młodzieżą z Ukrainy. Z systemy edukacji zniknęło ponad 100 tysięcy dzieci. To, delikatnie mówiąc, alarmujące.

Rzeczywiście, wiele dzieci - tysiące dzieci - wypadło z systemu, i to trzeba naprawić. Ale też nie jest tak, że one zupełnie zniknęły, bo ich sytuację monitorują rozmaite organizacje pozarządowe oraz powinny monitorować Ośrodki Pomocy Społecznej. Natomiast już na początku wybuchu wojny uważałam i mówiłam to wielokrotnie, że w tej sytuacji, w której do nas dzieci z Ukrainy przyjechały, edukacja nie była priorytetem.

Dlaczego?

Dlatego, że przede wszystkim to nie była jedna, homogeniczna grupa. Nie, przyjechały i dzieci, które mieszkały w zachodniej Ukrainie, blisko granicy z Polską, które owszem, wyjechały z powodu wojny, ale jednak w ich przypadku była to nieco inna zmiana miejsca zamieszkania, i te, które przyjechały z frontu. Które dosłownie uciekły przed bombami. Były inne, ważniejsze potrzeby - zaadresowanie tego kryzysu, a nie posyłanie na lekcje geografii czy matematyki. Teraz nie tylko mamy dzieci, których brakuje w systemie, ale i ludzi, którzy są zmęczeni pomocą. Oraz osamotnionych nauczycieli.

Z ostatniego sondażu wynika, że o ile większość Polaków i Polek wciąż popiera wspieranie Ukrainy, to prawie połowa uważa, że ta pomoc powinna odbywać się poza granicami Polski. To ogromna zmiana, która przekłada się w oczywisty sposób, także na dzieci.

Początkowo społeczeństwo bardzo angażowało się w pomoc, z czasem ta gotowość wygasa - to naturalne, zbadane, opisane zjawisko faz reakcji społecznej na katastrofę. Pierwszym etapem jest faza heroiczna, zwiększa się solidarność, aż dochodzimy do tzw. miesiąca miodowego, gdzie wsparcie i pomoc płynie strumieniami. Potem stopniowo pojawia się zmęczenie, wypalenie, obawa, wycofanie wsparcia- to faza tzw. utraty złudzeń.

To się dzieje w każdym kraju, w każdej społeczności, której dotyka kataklizm, przyjmowanie uchodźców czy klęska żywiołowa. Moje pytanie brzmi natomiast: skoro wiemy, że tak to wygląda z punktu nauki, to dlaczego nie mamy na to gotowych rozwiązań?

Była mobilizacja, teraz jest pewna normalizacja i stagnacja - i tu nam brakuje narzędzi, aby przejść do fazy rekonstrukcji, czyli sytuacji, w której życie obywateli i osób dotkniętych kryzysem się normalizuje. Społeczeństwo, wyczerpane pomocą, mam tu na myśli także, a może przede wszystkim, organizacje pozarządowe, nie dostało oprócz braw żadnego wsparcia. Żadnego. Łatwo się wypalić w roli osoby, która niesie pomoc, która codziennie obserwuje ludzkie dramaty, widzi matki oddzielone od rodziny, osamotnione dzieci, tragedie całych rodzin. A jednak nikt o tych ludziach nie pomyślał. 

Koszty pomocy ponosili sami?

Psychologowie i inni specjaliści zobligowani są do superwizji (często finansowanej z własnej kieszeni), ale ludzie dobrej woli nie mają dostępu do superwizji i wsparcia dla siebie. I specjaliści działający na rzecz wsparcia Ukraińców i pracownicy NGO i pozostali obywatele, jeśli chcieli pomocy, musieli i wciąż muszą szukać jej na własną rękę. A to też kosztowne. Koszta są duże, wojna trwa, ludzie są zmęczeni. Część pomagających cierpi na traumę zastępczą w wyniku niesienia pomocy lub wyczerpanie empatią, nie mają już siły pomagać.

Wolontariusze rozdają zupę ukraińskim uchodźcom na Dworcu Głównym w Krakowie 10 marca 2022 r. Zdjęcie: Dominika Zarzycka/NurPhoto/AFP/East News

Kampanie wyborcze nie pomogły.

Przeciwnie, żerowały na uprzedzeniach, resentymentach i obawach, a ponieważ jako społeczeństwo jesteśmy niedoinformowani, te nasiona padały na podatny grunt, co powodowało, że pojawiały się wątpliwości, czy to nasze zaangażowanie ma sens i czy w ogóle jest konieczność wymyślania jakichkolwiek dodatkowych programów dla uchodźców. Jeśli przeanalizujemy badania naukowe robione na przykład w Niemczech czy Francji, krajach, które bardzo dużo przyjmowały do siebie obcokrajowców, to zobaczymy, że najistotniejsze to mieć sprawdzone programy, które umożliwiają nie tylko zaspokojenie podstawowych potrzeb osób w kryzysie, ale także asymilację i integrację społeczną.

Co wydarzyło się w Polsce?

Na samym początku wojny za główny cel przyjęliśmy integrowanie środowisk. Pamiętam, jak alarmowałam wtedy, żeby tego nie robić. Oni ledwo do nas przybyli, a my tu organizujemy jakieś integracyjne spotkania. To nie był czas na to, wtedy był czas na zaspokojenie potrzeb bezpieczeństwa, dachu nad głową, pożywienia i środków na życie. Dostarczenie wsparcia specjalistycznego, jeśli uchodzący by tego potrzebowali. Natomiast po czasie zaspakajania tych podstawowych potrzeb nadchodzi czas na działania asymilacyjne i integracyjne, na włączanie dzieci do systemu edukacji, a dorosłych do programów aktywizacji zawodowo-społecznej.  

Czyli jakich dokładnie?

Powinny powstać programy, które budują integrację społeczną z osobami uchodzącymi przed wojną, a które chcą u nas pozostać i nie mogą wrócić jeszcze do swojego kraju. Powinniśmy stworzyć kampanię informującą, kim jest uchodźca, a kim emigrant, co to jest ochrona międzynarodowa, jakie są nasze zobowiązania wynikające z bycia członkiem Unii Europejskiej czy ONZ. Chodzi o to, żebyśmy nie nadawali złych intencji, potrafili utrzymać pewien poziom życzliwości do siebie, sympatii, empatii. A to niełatwe w sytuacji, w której większość z nas odczuwa frustracje związaną z kosztami życia, inflacją, niedostatkiem, koniecznością wiązania końca z końcem. Pojawiają się więc myśli, podsycane umiejętnie przez niektórych polityków, że Ukraińcy dostają 800 plus, mieszkania, jakieś zasiłki, a ty, Polaku, musisz się na to wszystko napracować.

Przy czym jest to, oczywiście, fałszywa narracja, bo obecność Ukraińców w kraju Polsce się opłaca. Ale te wiadomości nie przebijają się do mainstreamu

Za to czytamy o tym, że zabierają oni miejsca pracy i miejsca w przedszkolach. To też nieprawda, ale prawdą jest, że nie umiemy w pełni wykorzystać potencjału tych ludzi. W dodatku jeśli mam być szczera, to jesteśmy jako społeczeństwo trochę hipokrytami, bo z jednej strony narzekamy na Ukraińców, ale panią do gotowania i sprzątania chętnie zatrudnimy, bo jej usługi są tańsze, a w dodatku - zbyt często - nieopodatkowane.

No dobrze, ale wróćmy do szkoły.

Nigdy od tego tematu nie odeszłyśmy, już tłumaczę, dlaczego. W takich domach, w takim systemie, są nasze dzieci, które potem w szkole czy przedszkolu powtarzają to, co słyszą w domu, obserwują, sprawdzają czy tak faktycznie jest, jak mówi mama i tata. Bo dzieci uczą się, obserwując dorosłych. Często z tego powodu nie chcą lub nie potrafią nawiązać relacji, przyjąć dzieci z Ukrainy do grup rówieśniczych. Tolerują je, akceptują, ale często trudno mówić o pełnej przynależności czy przyjaźni. W dodatku nie wiedzą, jak długo te dzieci zostaną - czy zaraz wyjadą, czy pobędą jeszcze miesiąc, czy wrócą po wakacjach. To powoduje, że nie chcą/nie potrafią, nawet nieświadomie, inwestować w taką przyjaźń, dlatego trudno o głębsze więzi. Oczywiście są też takie miejsca (szkoły), w których o te relacje z należytą starannością zadbali dyrektorzy, nauczyciele czy rodzice i chylę im za to czoła, ale nadal są one wyjątkiem.

Co więc zrobić?

Są takie czynniki zewnętrzne, na które dużego wpływu nie mamy np. na to jak długa ta wojna będzie trwać. Są też takie, na które wpływ mamy. Chodzi tu o stworzenie takich strategii, takich programów, szczególnie tych profilaktycznych na terenie szkół, które będą dbały przede wszystkim o pierwszą pomoc psychologiczną. I my jako Fundacja Unaweza, myśląc o tym, jak moglibyśmy wesprzeć szkoły, chcieliśmy stworzyć taki program, który będzie przede wszystkim prosty w obsłudze dla nauczyciela, a zarazem skuteczny i interesujący dla ucznia. Taki program, który krok po kroku poprowadzi nauczyciela w realizacji danej lekcji, da mu konkretną wiedzą poprzez eksperckie szkolenia, a także bieżące wsparcie koordynatorek wojewódzkich, aby nauczyciel nie pozostawał z tym programem sam.  Program, który po prostu mówi co robić, czego nie robić, jak to robić.

Wsparcie dziecku. Zdjęcie: Shutterstock

Co robić, czego nie robić, jak robić?

Przede wszystkim wzmacniać wszystkie potrzeby dzieciaków, niezależnie od ich płci, pochodzenia, religii, orientacji psychoseksualnej. Dlatego nasz program jest bardzo neutralny kulturowo.

Przygotowując program braliście pod uwagę te setki tysięcy ukraińskich dzieci?

Braliśmy pod uwagę wszystkie dzieci. To program realizujący założenia profilaktyki uniwersalnej, nie selektywnej, zatem skierowany jest też do dzieci i młodzieży z różnymi doświadczeniami. Jeśli program i zajęcia w jego ramach są po prostu dla wszystkich dzieci, daje to możliwość skuteczniejszej integracji. Pokazujemy, że wszystkie dzieci są na równi ze sobą, nikogo nie wyróżniamy. Każdy powinien nauczyć się, jak komunikować swoje potrzeby emocjonalne, jak prosić o pomoc, jak korzystać z tej pierwszej pomocy psychologicznej. Jednocześnie szkolimy nauczycieli prowadzących zajęcia, jak tej pierwszej pomocy psychologicznej udzielać. Mamy taką wizję, że chcielibyśmy całą Polskę przeszkolić w pierwszej pomocy psychologicznej.

Dlaczego to takie ważne?

Dlatego, że pozwala zauważyć problem u dziecka zanim dziecko będzie wymagało specjalistycznej pomocy, a jeśli taka będzie potrzebna, organizuje wsparcie dziecku adekwatnie do potrzeb. Pamiętajmy, że nie każdy kryzys dziecka od razu trzeba zabezpieczać interwencyjnie. Czasami dziecko potrzebuje zwyczajnie powiedzieć, że się boi, ma jakiś kłopot, czuje niepokój. Potrzebuje pogadać z kimś, może niekoniecznie z rodzicem czy opiekunem.

Nasz program przygotowuje do takiej roli nauczycieli, a dzieci uczy jak właściwie rozpoznawać swoje emocje, jak je odczytywać w swoim ciele, co one komunikują

Czym one są? O potrzebach uczymy tak, by dzieci i nauczyciele  wiedzieli, jak rozróżniać potrzeby od strategii zaspokajania potrzeb lub zachcianek. Następnym krokiem jest uczenie czym są granice. Wszelakie granice, czyli emocjonalne, fizyczne, duchowe czy intelektualne oraz jak komunikować te granice i co robić, kiedy te granice są przekraczane. Następnie przygotowujemy dzieci do tego jak komunikować swój problem, gdzie szukać wsparcia, jak poprosić o pomoc. Wszystko to dzieje się w pierwszym półroczu. Cel jest taki, że po tym czasie dziecko już rozumie, co się z nim dzieje, do kogo pójść, jakiego komunikatu użyć, żeby dać znać dorosłym, że coś jest nie tak, że potrzebne jest zaspokojenie konkretnej potrzeby, albo, że ktoś je krzywdzi, rani. Konkretnie, praktycznie, bo często tego typu programy pełne są frazesów. A frazesy nie działają. Ten program jest mówieniem wprost co mówić, czego nie mówić. Tak samo dla nauczyciela, tak samo dla dziecka i jego rodzica.

Nauczyciel nie przemawia ex katedra. Zdjęcie: Shutterstock

Na przykład?

Na przykład w lekcji 4 dla klas 4-6; 7-8 i ponadpodstawowych zamieściliśmy instrukcję jak komunikować potrzebę pomocy opracowaną przez Nastoletni Azyl zatytułowaną "POMOC":

P – POSZUKAJ ZAUFANEJ OSOBY

Znajdź zaufaną osobę, taką jak: rodzic, babcia, ciocia, przyjaciel, ulubiony nauczyciel, pedagog szkolny, psycholog szkolny lub wychowawca, do której możesz się zwrócić. Może to być ktoś, kto wydaje ci się wyrozumiały i gotowy do wysłuchania.

O – ODWAGA TO PIERWSZY KROK

Wykorzystaj sprzyjający moment, by porozmawiać z kimś o swoim problemie lub umówić się na rozmowę. Uznaj niepokój, który czujesz w związku z planowaną rozmową. Pozwól go sobie mocno poczuć, a następnie skup się na pragnieniu zainicjowania rozmowy. Pozwól, aby te dwa uczucia przenikały się i rozbudziły Twoja odwagę.

M – MÓW TO, CO CZUJESZ

Jeśli nie jesteś pewien/pewna, jak rozpocząć rozmowę, możesz powiedzieć: „Chciałbym/-łabym porozmawiać z tobą o czymś ważnym. Czuję się ostatnio bardzo przygnębiony/-na, przeżywam trudności i potrzebuję wsparcia”. Możesz tę rozmowę zacząć metodą karteczki, tzn. zapisać powyższe przykładowe komunikaty na karteczce i podać ją zaufanej osobie. Ta metoda jest przydatna dla osób, którym trudno zacząć rozmowę. Opowiedz osobie, z którą rozmawiasz, o swoich uczuciach i o tym, co cię niepokoi. Możesz powiedzieć: „Czuję się smutny/-na, niepokoję się o swoje zdrowie psychiczne i potrzebuję pomocy, aby z tym sobie poradzić”.

O – OTWARCIE I SZCZERZE

Pamiętaj, że ważne jest, aby być szczerym i otwartym w trakcie rozmowy. Jeśli Twoje uczucia podpowiadają Ci w trakcie rozmowy, że jednak nie czujesz się bezpiecznie, to zawsze możesz ją przerwać, wycofać się i poszukać pomocy gdzie indziej.

C – CZAS NA WSPARCIE

Powiedz osobie, z którą rozmawiasz, że potrzebujesz wsparcia i pomocy w znalezieniu odpowiednich rozwiązań. Możesz zapytać: „Czy możesz mi pomóc w znalezieniu profesjonalnej pomocy?”, „Nie potrafię powiedzieć o tym rodzicom. Czy mógłby Pan/mogłaby Pani to zrobić?”, „Czy pomożesz mi się umówić na wizytę?”.

Higiena cyfrowa i bezpieczeństwo w sieci. Zdjęcie: Shutterstock

Co jeszcze znalazło się w programie?

Następne półrocze poświęcone jest higienie cyfrowej i bezpieczeństwu w sieci, ale podane kompletnie inaczej niż zazwyczaj. My dzieci nie straszymy, nie mówimy: "Nie wolno ci tyle korzystać", "zabiorę ci telefon", "szlaban na gry". My mówimy: Internet jest częścią naszego świata, środowiskiem, w którym się poruszamy. Zwiększamy pewną świadomość tego, że dzieci mogą same uznać i ustalić, czego jest u nich za dużo, czego powinno być więcej, czego mniej. Zachęcamy w ramach tego programu do wspólnych projektów i zadań, w których dzieciaki trenują nowe kompetencje - takie, które wybiorą, a nie te, które my im chcemy narzucić, bo dzieci świetnie umieją robić research i pewne zjawiska diagnozować. Trzeba im zaufać. Całość jest holistyczną opowieścią o tym,  że nasze emocje, nasza emocjonalność, nasza równowaga psychiczna zależy od wielu obszarów:  jak sen, zdrowy styl odżywiania, ruch, wspierające relacje społeczne czy też dobra wiedza. Bo to wszystko ma wpływ na nasz dobrostan.

Kluczem jest to, że nauczyciel nie przemawia ex katedra, ale jest bardziej moderatorem i partnerem, który czuwa, a nie instruuje

Czy rodzice również są włączeni w program?

Przygotowaliśmy program wsparcia dla rodziców, który zawiera cykl filmów i webinarów przygotowanych przez ekspertów z dziedziny psychologii, psychiatrii, a także przez samych Młodych.

W tworzeniu programów wsparcia kierowanych do osób uchodzących przed wojną pamiętać należy, że mają one dodawać im mocy i sprawczości, a nie ją odbierać. Osoby, które straciły dach nad głową, nie mogą latami czuć się zależne od pomocy innych. Naszym zadaniem jest przywracanie im samodzielności, niezależności i wolności. Bardzo łatwo jest w takiej sytuacji pomylić pomoc systemową z systemową przemocą. Moim zdaniem nie chodzi o to, aby wstrzymywać dzielenie się posiadanymi zasobami, a o to, aby rozdzielać je i dostarczać adekwatnie do potrzeb. Jesteśmy ojcami i matkami praw dziecka na świecie, to wywołuje w nas odpowiedzialność za wszystkie dzieci, które mieszkają w naszym kraju lub które do nas uciekają. Nie może być tak, że tak wiele dzieci nie korzysta z prawa do nauki, nie może skorzystać z tworzenia relacji rówieśniczych czy właściwej opieki medycznej, że tak wiele dzieci nadal doświadcza przemocy czy umiera na wschodniej granicy naszego kraju. To nasz społeczny obowiązek, aby dać tym dzieciom wszystko czego potrzebują bez żadnych kompromisów i wymówek.

Justyna Żukowska-Gołębiewska. Zdjęcie: materiały prasowe

Justyna Żukowska-Gołębiewska - psycholożka, psychotraumatolożoka, absolwentka Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, na kierunku psychologia kliniczna. Absolwentka studiów podyplomowych min. z psychotraumatologii, zarządzania oświatą i przygotowania pedagogicznego oraz wielu szkoleń z zakresu psychologii i psychoterapii w tym Studium Integracyjnej Terapii osób po traumie oraz całościowego szkolenia certyfikującego I i II stopnia Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach. Ukończyła także Studium Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie w Niebieskiej Linii oraz Studium Interwencji Kryzysowej i Studium Terapii Uzależnień. Mediatorka w sprawach rodzinnych, terapeutka rodzin i dzieci.

Główna koordynatorka programu profilaktycznego „Godzina dla MŁODYCH GŁÓW” realizowanego w ramach projektu „MŁODE GŁOWY. Otwarcie o zdrowiu psychicznym” fundacji UNAWEZA. Koordynatorka koalicji na rzecz MŁODYCH GŁÓW przy fundacji UNAWEZA.

Wspiera dzieci i młodzież zagrożone wykluczeniem społecznym szczególnie w obszarze kryzysu w rodzinie: stresu mniejszościowego, traumy prostej i złożonej, rozstania rodziców, przemocy poseparacyjnej, przemocy wobec dziecka (w tym rówieśniczej), przemocy wobec osoby z niepełnosprawnością i chorobą przewlekłą oraz kryzysu psychicznego. Prowadzi szkolenia w zakresie Umiejętności i Kompetencji Rodzicielskich oraz szkolenia specjalistyczne nt. interwencji kryzysowej w sytuacji przemocy czy zagrożenia suicydalnego, pomocy psychologicznej osób po doświadczeniu traumy. Zaangażowana społeczniczka na rzecz poprawy jakości życia dzieci w sytuacji szeroko pojętego kryzysu rodziny, zaangażowana w promowanie odpowiedzialnego rodzicielstwa.

No items found.
Р Е К Л А М А
Dołącz do newslettera
Thank you! Your submission has been received!
Oops! Something went wrong while submitting the form.

Dziennikarka, redaktorka, pisarka. Publikuje w „Wysokich Obcasach”, „Przeglądzie”, OKO.press. W pracy reporterskiej zajmuje się prawami kobiet w kontekście politycznym i społecznym, pisze o systemowym wypychaniu kobiet poza margines. Zrobiła to m.in. w książce „Poddaję się. Reportaże o polskich muzułmankach” oraz ostatnio w „Znikając. Reportaże o polskich matkach”

zdjęcie: Bartek Syta

Zostań naszym Patronem

Nic nie przetrwa bez słów.
Wspierając Sestry jesteś siłą, która niesie nasz głos dalej.

Dołącz

Nieoczekiwany gap year, czy jednak szansa na przyjęcie istnieje?

Jesteśmy z Zaporoża, w Polsce od początku wojny. Moja 17-letnia córka ukończyła ukraińską szkołę w trybie zdalnym i równolegle chodziła do drugiej klasy liceum w Warszawie — opowiada jej mama Anastazja. — Pomimo doskonałej znajomości języka i dobrych wyników w polskim liceum spotykała się z ignorowaniem ze strony rówieśników. Z tego powodu kategorycznie odmówiła kontynuowania nauki w liceum. Pod koniec maja postanowiliśmy więc rekrutować się na studia z ukraińskim świadectwem maturalnym.

Dziewczyna wybrała dwie warszawskie uczelnie: Uniwersytet Warszawski (Wydział Ochrony Środowiska) oraz Szkołę Główną Handlową (SGH). W SGH pomyślnie zdała wewnętrzny egzamin językowy na poziomie B2 oraz egzamin z ekonomii, a na Uniwersytecie Warszawskim uzyskała maksymalne 20 punktów w rozmowie kwalifikacyjnej. Mając pozytywne decyzje z obu uczelni, wybrała SGH.

Jednak w sierpniu — podobnie jak tysiące innych kandydatów — otrzymała informację, że wyniki wewnętrznego egzaminu językowego są już nieważne. Aby potwierdzić przyjęcie, trzeba pilnie dostarczyć oficjalny certyfikat na poziomie B2, wydany przez upoważnioną instytucję.

Rodzina jest w rozpaczy, ale ma nadzieję, że ponieważ egzaminy zostały złożone jeszcze przed wejściem w życie nowych przepisów, córka jednak zostanie przyjęta na studia. Dziewczyna zapisała się też na egzamin potwierdzający znajomość języka polskiego na poziomie B2 — WBT Weiterbildungs-Testsysteme GmbH (TELC), który odbędzie się pod koniec sierpnia.

Problem w tym, że sam certyfikat wydawany jest od 3 do 6 miesięcy, a dokumenty trzeba złożyć do 1 października, kiedy w Polsce zaczyna się rok akademicki.
Mamy nadzieję, że wynik córki zostanie uznany na podstawie informacji z rejestru, że pomyślnie zdała egzamin. W tej sprawie będziemy składać wniosek do rektora uczelni — mówi Anastazja.

Jako alternatywę rodzina rozważa nieplanowany gap year (rok przerwy po zakończeniu szkoły przed rozpoczęciem studiów), ponieważ dziewczyna nie zamierza wracać do liceum, a szkołę w Ukrainie już ukończyła. Ta sytuacja jednak rodzi szereg innych problemów — w Polsce nauka dla osób poniżej 18. roku życia jest obowiązkowa. Otwarte pozostaje także pytanie o przyszłość statusu UKR: czy zostanie on utrzymany w kolejnym roku i czy ukraińscy studenci nadal będą mogli rekrutować się w uproszczonym trybie, tak jak to było w czasie obowiązywania tymczasowej ochrony.

W Ukraińców nikt celowo nie wymierzał

Rodzice i kandydaci próbują zrozumieć powody nagłego zniesienia możliwości rekrutacji na podstawie wewnętrznych egzaminów językowych. Wszystko wydarzyło się błyskawicznie i zupełnie niespodziewanie, nawet dla samych polskich uczelni, które rozpoczęły nabór, korzystając właśnie z takich egzaminów. Chronologia zmian w tegorocznej rekrutacji wyglądała tak:

  • 4 kwietnia 2025 r. — Sejm przyjął tzw. ustawę wizową, która zobowiązała cudzoziemców do potwierdzania znajomości języka polskiego na poziomie B2 od 1 lipca 2025 r.
  • 16 maja – 18 czerwca 2025 r. — odbyły się konsultacje w sprawie listy dokumentów potwierdzających znajomość języka. Ministerstwo Spraw Zagranicznych zgłosiło uwagi, nalegając na zakaz stosowania wewnętrznych egzaminów językowych.
  • 1–30 lipca 2025 r. — nowe wymogi dotyczące poziomu B2 weszły w życie, ale ostateczna lista dokumentów wciąż nie była znana. Uczelnie, korzystając ze swojej autonomii, przeprowadzały własne egzaminy, przyjmując dokumenty i wpisując studentów na listy.
  • 24 lipca 2025 r. — stały komitet Rady Ministrów poparł stanowisko MSZ, wykreślając wewnętrzne egzaminy z listy dopuszczalnych form potwierdzenia języka.
  • 1 sierpnia 2025 r. — rozporządzenie weszło w życie. Uczelniom odebrano prawo samodzielnej weryfikacji znajomości języka kandydatów spoza UE, co doprowadziło do chaosu i niepewności dla tysięcy osób starających się o przyjęcie na studia.

Zdaniem ukraińskich kandydatów na studia, ta decyzja jest niepokojącym sygnałem możliwej radykalizacji polityki Polski wobec cudzoziemców. Wśród dziesiątek teorii spiskowych, które zaczęły krążyć w związku z tą sytuacją, pojawiła się nawet wersja o rzekomym spotkaniu 1 sierpnia szefów MSZ Ukrainy i Polski — Andrija Sybihi i Radosława Sikorskiego — podczas którego ukraiński dyplomata miał ponoć poprosić polskiego kolegę o utrudnienie warunków rekrutacji dla ukraińskich studentów, aby zmniejszyć liczbę nastolatków wyjeżdżających za granicę.

W grupach internetowych, gdzie rozmawiają rodzice tegorocznych maturzystów, panuje wiele rozpaczy:

„Syn przygotowywał się do egzaminów w schronie, jesteśmy z Dniepru — opowiada mama 17-letniego Bohdana, Olena — pilnie uczył się języka, dwa razy jeździliśmy do Polski, zapłaciliśmy za krótkie kursy przygotowawcze, 500 zł za wewnętrzny egzamin, a do tego korepetytorom w Ukrainie, plus wynajem mieszkania, przejazdy, wyżywienie w Polsce… I co w zamian? Pismo o niekompletnym zestawie dokumentów. I żadnej informacji, czy choć część pieniędzy zostanie nam zwrócona. Żałuję, że wybraliśmy Polskę, a nie Czechy czy Słowację, które też braliśmy pod uwagę”.

Jednocześnie ekspertka ds. szkolnictwa wyższego, założycielka IDEA KLUB, Hanna Ozimkowska — od lat wspierająca zagranicznych studentów w Polsce — jest przekonana, że w Ukraińców nikt nie celował specjalnie, choć to właśnie oni stanowią połowę wszystkich zagranicznych studentów w polskich uczelniach.

Młodzi Ukraińcy na zajęciach na Uniwersytecie Łódzkim. Zdjęcie: Tomasz Stanczak/Agencja Wyborcza.pl

Zdaniem Hanny Ozimkowskiej, z powodu negatywnego klimatu informacyjnego oraz zespołu stresu pourazowego wywołanego wojną, Ukraińcy odbierają każdą niesprawiedliwość jako wymierzoną bezpośrednio w nich. Jednak ta historia to w istocie echo korupcyjnego „skandalu wizowego”, który wybuchł w Polsce w 2023 roku.

Przypomnijmy krótko: wówczas rządząca partia Prawo i Sprawiedliwość publicznie występowała przeciwko polityce migracyjnej UE i uczyniła z tego jeden z filarów swojej kampanii wyborczej. Jednocześnie „drugą ręką” polskie konsulaty wydały około 250 tysięcy wiz, głównie obywatelom krajów Afryki i Azji. Część z nich została wystawiona na podstawie rekrutacji na studia, jednak większość z tych „studentów” nigdy nauki nie podjęła, traktując wizę jedynie jako przepustkę do dalszej migracji do zamożniejszych państw.

— Już w trakcie skandalu było jasne, że system naboru zostanie zaostrzony — mówi Ozimkowska. — Okazało się, że w kraju brak jest centralnego rejestru, który pozwoliłby odróżnić uczciwych kandydatów od tych, którzy chcą potraktować wizę studencką jak bilet tranzytowy do innych państw UE. Jednym z narzędzi weryfikacji postanowiono uczynić państwowy egzamin językowy — bo jeśli ktoś rzeczywiście chce studiować, będzie sumiennie przygotowywać się do takiego testu.

Choć skandal miał miejsce w 2023 roku, decyzje dotyczące jego „rozwiązania” podjęto nagle dopiero w 2025 roku. Uderzyły one dotkliwie w uczciwych kandydatów — w tym także tych, którzy w ogóle nie planowali ubiegać się o wizę, bo przebywają w Polsce w ramach tymczasowej ochrony i np. zdali polską maturę. Mimo to nawet tacy uczniowie nie mogą dziś rozpocząć studiów bez państwowego certyfikatu językowego na poziomie B2.

Aby rozwiązać problem, kandydaci i ich rodzice założyli petycję, w której apelują o odroczenie wprowadzenia nowych wymogów dla tegorocznych rekrutów, którzy fizycznie nie zdążą zdać egzaminów w wyznaczonych przez państwo ośrodkach i dostarczyć certyfikatów w terminie składania dokumentów.

Tymczasem sytuacja z nowymi zasadami rekrutacji oburzyła nie tylko kandydatów, ale także same polskie uczelnie. Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP) wydała oświadczenie, w którym wyraziła głębokie zaniepokojenie. Rektorzy uważają, że nowe przepisy, odbierające uniwersytetom prawo samodzielnego weryfikowania znajomości języka, podważają ich autonomię oraz międzynarodowy autorytet. W dokumencie podkreślono, że założenie o nieuczciwości wszystkich uczelni jest bezpodstawne, a takie działania stoją w sprzeczności z wieloletnią polityką umiędzynarodowienia edukacji.

Efekt medialnego rozgłosu

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego Polski, reagując na krytykę oraz nagłośnienie sprawy w mediach, częściowo złagodziło sytuację. W komunikacie z 8 sierpnia 2025 r. pozwolono uczelniom uwzględniać wyniki samodzielnych testów językowych przeprowadzonych przed wejściem w życie zmian (czyli w praktyce uznano egzaminy wewnętrzne, które odbyły się do 31 lipca 2025 r.). Z kolei w komunikacie ministra z 13 sierpnia 2025 r. doprecyzowano, że cudzoziemcy, którzy zdali polską maturę, nie muszą już potwierdzać znajomości języka na poziomie B2:

Osoby, które ukończyły polską szkołę średnią i zdały egzamin maturalny z języka polskiego, nie powinny martwić się o swoją przyszłość na polskich uniwersytetach. Takie osoby nie muszą dostarczać żadnych dodatkowych dokumentów potwierdzających znajomość języka polskiego”.

I faktycznie — już w połowie sierpnia kandydaci, którzy w lipcu przystąpili do wewnętrznych egzaminów językowych, zaczęli otrzymywać decyzje o przyjęciu. Ojciec jednego z nich opowiedział:

„Najpierw napisali, że został przyjęty, potem tydzień później przysłali informację, że sytuacja jest niejasna. Jeśli ma certyfikat, to z radością go uznają. Myśleliśmy, że wszystko stracone, ale dziś (14 sierpnia) dostaliśmy list — syn został przyjęty! Teraz trzymamy kciuki, żeby znowu nie zmienili zdania”.

Minister pisze, że zdaje sobie sprawę, iż tak nagłe „nowe zasady dla wielu osób stały się źródłem niepotrzebnego stresu”, jednak „decyzje podjęte przez właściwe instytucje w sprawie wydawania wiz cudzoziemcom… pozostają w kompetencji Ministra Spraw Zagranicznych i konsulów”.

Resort stara się też rozwiązać inny problem — dotyczący studentów, którzy nie zdążyli podejść do państwowego egzaminu potwierdzającego znajomość języka na poziomie B2, organizowanego tylko dwa razy w roku. Ministerstwo zwróciło się do Państwowej Komisji ds. Poświadczania Znajomości Języka Polskiego jako Obcego o przeprowadzenie dodatkowego egzaminu B2, a także współpracuje z Narodową Agencją Wymiany Akademickiej (NAWA) nad opracowaniem i wdrożeniem nowego certyfikatu potwierdzającego znajomość języka polskiego.

Podkreślono również, że trwają prace nad rozwiązaniami „akceptowalnymi dla wszystkich zainteresowanych stron”. Najprawdopodobniej chodzi o zalecenia dla uczelni, które — mimo wyjaśnień ministerstwa dotyczących możliwości przyjęcia studentów bez certyfikatu, jedynie na podstawie wyniku wewnętrznego egzaminu zdawanego przed 31 lipca — wciąż nie spieszą się z ostatecznym wpisaniem ich na listy studentów.

Co robić w tej sytuacji?
Ekspertka Hanna Ozimkowska radzi kandydatom, którzy zdali wewnętrzny egzamin językowy przed 31.07.2025 r., a mimo to otrzymali odmowę lub odpowiedź niejednoznaczną, aby nie czekali, tylko natychmiast złożyli wniosek o zmianę decyzji, powołując się na komunikat Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z 8 sierpnia 2025 r.

Obowiązywały dwa okresy:

  • do 30 czerwca 2025 r. — stare zasady: uczelnie mogły przyjmować kandydatów bez obowiązkowego certyfikatu B2, jeśli taki wymóg nie był zapisany w ich wewnętrznych regulacjach;
  • 1–31 lipca 2025 r. — nowe kryteria już obowiązywały, ale uczelnie nadal mogły samodzielnie weryfikować znajomość języka (o ile potwierdzały poziom B2), nawet jeśli takich dokumentów nie było w oficjalnym wykazie.

Zdaniem ekspertki, uczelnie obecnie konsultują się z prawnikami i szukają wszystkich podstaw prawnych, aby przyjąć takich kandydatów. „Muszą mieć pewność, że nie łamią prawa, że wszystko odbywa się legalnie. Rozumieją też, że jeśli kandydat zapłacił za określone usługi, a nie został przyjęty, te pieniądze trzeba będzie zwrócić. Większość studentów zagranicznych studiuje na kierunkach płatnych, więc to również strata finansowa dla uczelni. Dlatego radzę składać wnioski o zmianę decyzji, kontaktować się z uczelnią i prosić o przyjęcie na podstawie wewnętrznego egzaminu. Można też zaznaczyć, że jest się zapisanym na egzamin państwowy i certyfikat zostanie dostarczony później”.

Ekspertka zaleca też zapisać się na egzamin językowy, zdać go i dostarczyć certyfikat, by zabezpieczyć siebie i uczelnię. Według nieoficjalnych informacji wiele szkół wyższych już akceptuje takie rozwiązanie.

Jeśli jednak kandydat zdawał wewnętrzny egzamin po 1 sierpnia 2025 r., kiedy nowe przepisy wizowe weszły w życie, sprawa jest jednoznaczna — znajomość języka musi być potwierdzona wyłącznie dokumentami wymienionymi w rozporządzeniu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, czyli:

  • certyfikatem Państwowej Komisji ds. Poświadczania Znajomości Języka Polskiego jako Obcego;
  • certyfikatami instytucji międzynarodowych: European Consortium for the Certificate of Attainment in Modern Languages (ECL) lub TELC GmbH, WBT Weiterbildungs-Testsysteme GmbH (TELC);
  • certyfikatem ukończenia 9-miesięcznego kursu przygotowawczego do studiów w polskiej uczelni.

Jak nie stracić roku?

Szczególnie jeśli chodzi o 17-latka lub 17-latkę, którzy zgodnie z polskim prawem, mieszkając w Polsce, muszą się uczyć. Możliwości jest kilka — wszystko zależy od faktycznej znajomości języka i sytuacji rodzinnej:

Jeśli znajomość języka jest przeciętna lub słaba

  • Technikum profilowane – nauka jest bezpłatna, można podciągnąć słownictwo ogólne i branżowe. Istnieją technika z internatami i opiekunami, co jest rozwiązaniem dla rodziców planujących powrót na Ukrainę.
  • Powrót na Ukrainę i zdobycie certyfikatu językowego tam – trzeba znaleźć ośrodki uprawnione do przeprowadzania egzaminów TELC z języka polskiego jako obcego.
  • „Zerówka” przy uniwersytecie – ukończenie 9-miesięcznego kursu przygotowawczego do studiów w polskiej uczelni daje certyfikat potwierdzający znajomość języka na poziomie B2. Minusem jest koszt: około 2500–3000 zł za naukę, plus zakwaterowanie, transport i wyżywienie.

Jeśli z językiem nie ma problemów

  • I jedynym kłopotem jest to, że egzamin wewnętrzny zdano w „złym” terminie — warto zapisać się na najbliższy egzamin państwowy, który daje odpowiedni certyfikat. Jeśli zrobić to teraz, dokument można otrzymać już w październiku.
  • Po uzyskaniu certyfikatu można spróbować rekrutacji zimowej. Polskie uczelnie są autonomiczne i same ustalają terminy naborów, więc warto monitorować ogłoszenia — rekrutacje odbywają się przez cały rok.

„W Polsce jest 356 uczelni wyższych i część z nich z pewnością nabierze studentów zimą — wystarczy śledzić terminy i być przygotowanym” – mówi ekspertka ds. szkolnictwa wyższego.

Dlatego nie ma powodu, by wpadać w panikę z powodu „straconego roku”. Polscy rówieśnicy kończą szkołę w wieku 18 lat, więc nawet półroczne opóźnienie nie powinno stworzyć poważnych problemów.

20
хв

Paraliż rekrutacji dla obcokrajowców w Polsce: co robić, jeśli nie zdążysz uzyskać certyfikatu językowego

Halyna Halymonyk

Nauka języka ukraińskiego — wyznacz sobie jasny cel

Bardzo ważne jest, aby odpowiedzieć sobie na bardzo proste pytanie: jaki jest mój cel? Po co uczę się ukraińskiego (lub każdego innego języka, bo ta porada jest uniwersalna)? Wbrew pozorom nie jest to banalne pytanie, którym będziesz zaprzątać sobie niepotrzebnie myśli. Cel tworzy motywację. A motywacja jest jednym z najważniejszych czynników w nauce języków obcych. Jeśli jasno określisz swój powód czy cel, motywacja się umocni. 

A powodów może być wiele. Fascynuje Cię Ukraina i dlatego chcesz uczyć się języka? A może ciekawią cię starosłowiańskie wierzenia, a ogrom materiałów źródłowych jest właśnie po ukraińsku? To bardzo mocna motywacja, bo język jest kluczem do poznania kultury kraju. 

A może chcesz jeździć z pomocą humanitarną, pomóc w odbudowie kraju po zakończeniu tego koszmaru? 

Z konkretnym celem nauka języka będzie łatwiejsza.

Jak nauczyć się ukraińskiego? Nie bój się popełniać błędów

Absolutnie najważniejszą częścią nauki ukraińskiego (i każdego innego języka!) jest uświadomienie sobie, że to proces. Często długi i żmudny, okupiony ciężką pracą. Zrozum: każdy kiedyś zaczynał. Każdy robił pomyłki, czasem śmieszne i żenujące. Ale nie myli się ten, kto nic nie robi, a w pomyłkach nie ma żadnego wstydu. Dla mnie strach przed błędami stanowił całe życie duży problem, bo jestem perfekcjonistką. Uczyłam się angielskiego, szwedzkiego, czy hiszpańskiego i dopóki nie opanowałam tych języków bardzo dobrze, bałam się otworzyć usta - żeby nikt mnie przypadkiem nie skrytykował. 

To błąd. 

Nauka języka jest jak trening na siłce. Na początku jest ciężko, są zakwasy ale musisz przez to przejść. Będziesz robić pomyłki, będziesz się przejęzyczyć i zapominać słów. Będziesz nie tak akcentować, nieprawidłowo wymawiać głoski, robić błędy gramatyczne. 

I co z tego? Na każdą uwagę, czy poprawienie błędu zareaguj szczerym uśmiechem - masz darmową poradę językową i jesteś już krok dalej w nauce ukraińskiego. Niech pomyłki nie podcinają ci skrzydeł, a odwrotnie - z każdą pomyłką wiesz więcej, a drugi raz raczej tej pomyłki nie popełnisz.

Naucz się alfabetu 

Tu nie ma drogi na skróty. Bez dobrej znajomości ukraińskiego alfabetu nie ma szans wskoczyć na wyższy poziom. Nie odkładaj tego na później, nie myśl, że z czasem samo się zapamięta. Oczywiście, że z czasem wejdzie do głowy na stałe, ale wszystko będzie trwać dłużej. Dodatkowo, na Polaków czeka sporo pułapek, ponieważ: 

С to nie nasze polskie “ce”

Р to nie nasze "pe", 

Н to nie "ha", 

В to nie "be" 

a Х to nie “iks”

To też ścisłe nawiązanie do porady pierwszej - będziesz się mylić i to jest ok. Nawet ja, po dwóch latach nauki, czasem przeczytam jakieś słowo błędnie, bo mój umysł dawno zakodował jakiś znak w inny sposób i czyta go po polsku. 

Czytaj na głos 

W nauce języka niezwykle trudną częścią jest wymowa i płynność mówienia. Można to wszystko trenować, czytając na głos, a taki trening przynosi wiele korzyści. 

Słuchając własnego głosu, można wychwycić błędy w wymowie i pracować nad ich poprawą. W ten sposób można samodzielnie zidentyfikować problematyczne słowa i zwroty, popracować nad akcentem. Głośne czytanie pomaga w przełamaniu bariery językowej i zbudowaniu pewności siebie w mówieniu. 

Jak robić to efektywnie? Zacznij od prostych tekstów. Wybierz materiały, odpowiadające poziomowi zaawansowania. Na początku wybierz krótkie artykuły, bajki czy dialogi. Kiedy czytasz na głos, nagrywaj się na dyktafon i słuchaj. To dobry sposób na samodzielne wychwycenie błędów w wymowie. Staraj się czytać regularnie, bo nawet krótkie sesje czytania na głos kilka razy w tygodniu przyniosą efekty.

Memy, seriale i muzyka 

Warto zanurzyć się w sieci i skorzystać z tego, co oferują media społecznościowe. Memy to doskonały sposób na naukę prawdziwego, żywego, czy wręcz “ulicznego” języka - slangu i młodzieżowych słówek. Memy zazwyczaj są w formie obrazka, który szybciej pomoże złapać sens. Na Instagramie jest mnóstwo fajnych kont, które warto śledzić: Memology, Baba i kitTipa.mems.

W ramach nauki języka ukraińskiego możesz sobie pozwolić na guilty pleasure, czyli grzeszną przyjemność. To określenie hobby, którym można się cieszyć, ale nie chcieć się do niej przyznać publicznie. 

Dlaczego? Bo może to być coś, co jest powszechnie uważane za kiczowate, nieambitne, lub po prostu niepasujące do wizerunku, jaki dana osoba chciałaby prezentować. Teraz możesz rozłożyć się przed telewizorem, oglądać seriale i powiedzieć sobie: ja wcale nie leniuchuję, uczę się! Możesz wręcz codziennie pozwolić sobie na film czy serial. A te ukraińskie można obejrzeć zupełnie za darmo w sieci np. korzystając z YouTube. Jest tam dostępnych wiele

filmów i seriali, które pomogły mi osłuchać się z językiem. Moje ulubione to: Великі вуйки, Полкан, Спіймати Кайдаша (klasyka, którą wielokrotnie przenoszono nawet na deski teatru!), Село на мільйон, czy detektywistyczny Коло Омани. Jeśli nie macie dość wojny, bardzo dużą popularnością cieszy się serial Тільки живи. Bardzo duży wybór seriali jest na Kanale 1+1 - uwaga na produkcje sprzed 2022 roku, często słuchać tam dużo surżyku.

Na YouTube można znaleźć również pełnowymiarowe filmy. Polecam: Скажене Весілля, Скажене Весілля 2, Зірки За Обміном, Найкращі вихідні, czy familijny Фокстер і Макс. Na różnych platformach, typu Netflix czy Canal+ znajdziecie ich znacznie więcej. Szukajcie też Мої думки тихі, Памфір, Атлантида, Кіборги, Зима у вогні oraz, oczywiście, laureat tegorocznego Oscara - 20 днів у Маріуполі. 

W Ukrainie można też posłuchać naprawdę dobrej muzyki po ukraińsku. Zaprzyjaźnij się z Serhijem Żadanem i jego psami, Krystyną Solovij, Klavdią Petrivną czy zespołem Boombox. Warto ściągnąć aplikację YouTube Music, w której można jednocześnie słuchać piosenki i śledzić jej tekst. Słowa przewijają się na ekranie przed oczami, niczym podczas karaoke. Świetny sposób nauki czytania i wymowy. W ramach nauki warto sięgnąć po hip-hop, nawet jeśli to nie jest ulubiony muzyczny gatunek. Warto poznać twórczość takich muzyków jak Skofka, Alyona Alyona, Ariston, Artem Loik, czy Kalush. 

Zanurz się po uszy 

Bardzo częstym i skutecznym sposobem nauki języków obcych jest metoda całkowitego zanurzenia. Pokrótce, polega ona na tym, by przenieść się do kraju języka, którego się uczymy, bez wychodzenia z domu. Wyłączamy polską telewizję, polskie filmy, seriale i muzykę. Nie czytamy newsów i książek po polsku. Cały swój dzień wypełniamy Ukrainą. 

W mediach społecznościowych staramy się polubić jak najwięcej stron i kont ukraińskojęzycznych, aby pojawiały się w naszym feedzie. Zasypiamy z podcastem na uszach, budzimy się z programem śniadaniowym w telewizji. Otaczamy się językiem jak najciaśniej i jak najwięcej, by chłonąć go jak gąbka. Staramy się w nim całkowicie zanurzyć i jak najmocniej stymulować, by nawet nasze myśli zaczęły brzmieć po ukraińsku. Dzięki temu bardzo szybko złapiemy melodię, wsłuchamy się w akcent, wymowę. 

A po jakimś czasie - niepostrzeżenie zaczniemy rozumieć coraz więcej i więcej. 

Komunikacja 

Ostatnia i najważniejsza porada jest taka: wyjdź do ludzi i zacznij gadać. Ja dobrze pamiętam, kiedy nastąpiło przełamanie mojej językowej bariery. Stałam na stacji benzynowej gdzieś w okolicy Winnicy. Tego samego dnia mieliśmy dojechać do Zaporoża, by przekazać żołnierzom drony. W grupie osób, z którą podróżowałam, już wiedzieli, że uczę się języka ukraińskiego. Wybierałam sobie właśnie sos do hot-doga, kiedy zostałam totalnie zaskoczona: ktoś wręczył mi dzwoniący już telefon ze słowami “umów się z nim dzisiaj na 18:00”. Na początku mnie zatkało, nawet mi się wydawało, że mam zawał serca, ale potem okazało się… że zaczęłam całkiem składnie mówić. Ta sytuacja pokazała mi, że umiem więcej, niż mi się wydawało oraz to, że na sto procent robiłam pomyłki ale i tak udało mi się dogadać, umówić, spotkać i przekazać niezbędny na froncie sprzęt.

Удачі!

20
хв

Jak nauczyć się języka ukraińskiego?

Aldona Hartwińska

Możesz być zainteresowany...

Ексклюзив
20
хв

Sumy. Szkoła w czasach wojny

Ексклюзив
Szkoła bez domu
20
хв

Dzieci są takie same, bez względu na paszporty

Ексклюзив
20
хв

Lżejsze plecaki i nowe przedmioty. Co przyniesie nowy szkolny rok?

Skontaktuj się z redakcją

Jesteśmy tutaj, aby słuchać i współpracować z naszą społecznością. Napisz do nas jeśli masz jakieś pytania, sugestie lub ciekawe pomysły na artykuły.

Napisz do nas
Article in progress