Exclusive
20
min

Ołeksandra Matwijczuk: Musimy przywrócić ofiarom ich imiona

Laureatka Pokojowej Nagrody Nobla i szefowa Centrum Wolności Obywatelskich Ołeksandra Matwijczuk opowiada o świecie, w którym prawo nie działa, o współpracy z rosyjskimi obrońcami praw człowieka, więźniach Kremla i książce, którą podarowała papieżowi

Irena Tymotiewycz

Ołeksandra Matwijczuk. Zdjęcie: Right Livelihood

No items found.

Papież i niewidoczne cierpienie

Irena Tymotiewycz: W maju, podczas swojej ostatniej wizyty w Watykanie, wręczyła Pani papieżowi książkę Stanisława Asiejewa „Świetlana Droga. Obóz koncentracyjny w Doniecku”. Dlaczego właśnie tę książkę? Co Pani sądzi o stanowisku papieża w sprawie wojny Rosji przeciw Ukrainie, że „osiągnięty pokój jest lepszy niż niekończąca się wojna”?

Ołeksandra Matwijczuk: Książka Stanisława Asiejewa, dziennikarza, pisarza, byłego więźnia DRL [quasi-państwowego podmiotu, samozwańczo utworzonego przez prorosyjskich separatystów na terytorium niektórych obwodów regionu donieckiego w Ukrainie, tymczasowo okupowanym przez Federację Rosyjską – red.] robi ogromne wrażenie. Obozy koncentracyjne są wyraźnym znakiem rosyjskiej okupacji: aby utrzymać kontrolę nad terytorium, Rosja terroryzuje ludność cywilną. Do obozów często trafiają najbardziej aktywni społecznie ludzie: nauczyciele, księża, przedstawiciele zawodów twórczych.

Niektórzy ludzie mogą myśleć w paradygmacie „wojna jest tak straszna, że okupacja jest lepsza, bo przynajmniej ludzkie cierpienie jest mniejsze”.

Dokumentujemy zbrodnie wojenne od 10 lat i wiemy, że okupacja jest taką samą wojną, tylko w innej formie. Nie zmniejsza ludzkiego cierpienia, lecz czyni je niewidocznym

To nie tylko zmiana jednej flagi na inną. To zaginięcia, porwania, gwałty, masowe deportacje, wymazywanie tożsamości, przymusowa adopcja dzieci, obozy filtracyjne i masowe groby. Nikt nie twierdzi, że pokój jest lepszy od niekończącej się wojny. Ale pokój i rosyjska okupacja to zupełnie różne pojęcia. To był główny temat dyskusji w Watykanie i mojego spotkania z papieżem.

Jakie narracje o Ukrainie słyszy Pani podczas wizyt w Europie i USA? Czy wpływ rosyjskiej propagandy jest tam skuteczny?

Te narracje zawsze były obecne, ale przez jakiś czas nie mówiło się o nich głośno. Minęły jednak dwa lata i znów je słyszymy. Jednymi z głównych są: „Po co pomagać Ukrainie?”, „Ukraina to skorumpowany kraj”, „Cała pomoc dla Ukrainy jest rozkradana”. Te tezy opisują rzeczywiste problemy, tyle że są wyolbrzymieniem.

Z drugiej strony zmuszają nas one do zademonstrowania realnych kroków, które zmniejszają przestrzeń dla korupcji.

Możemy powtarzać, że walczymy nie tylko dla siebie. Ale kraj, który jest okradany podczas inwazji na pełną skalę, nie będzie budził sympatii – mimo wszystkich racjonalnych argumentów, które za nim przemawiają

Dlatego musimy rozwiązywać problemy, które mamy, by rosyjska propaganda nie rozdmuchiwała ich do monstrualnych rozmiarów.

Jednocześnie ważne jest budowanie horyzontalnych więzi międzyludzkich, przede wszystkim ze społeczeństwami obywatelskimi w różnych krajach. Czasami widzę u Ukraińców taką, napędzaną zmęczeniem, emocję: „Nie rozumiecie, że jeśli teraz nie powstrzymamy Putina, to on pójdzie dalej, a Europa będzie musiała zapłacić najwyższą cenę?”... Ta emocja jest zrozumiała, ale musimy być cierpliwi i wciąż na nowo wyjaśniać rzeczy, które dla nas są oczywiste od wielu lat, ale nie są oczywiste dla społeczności międzynarodowej.

Ołeksandra Matwijczuk w Hadze podczas dyskusji na temat rosyjskich zbrodni wojennych, Holandia, 23 lutego 2023 r. Fot: Peter Dejong/AP/East News

Jedną z kwestii omawianych na szczycie pokojowym w Szwajcarii w dniach 15 i 16 czerwca był powrót jeńców wojennych. Czy scenariusz wymiany jeńców według zasady”: „wszyscy za wszystkich” jest realistyczny?

Ukraińscy jeńcy w Rosji dzielą się na dwie kategorie: jeńców wojennych i cywilów. Międzynarodowe prawo humanitarne stanowi, że państwa mogą przetrzymywać jeńców wojennych do zakończenia działań wojennych. Są one jednak zobowiązane do zagwarantowania im szeregu praw określonych w Konwencji Genewskiej. Kiedy spojrzy się na to, co jest zapisane w tej konwencji, i porówna to z tym, co faktycznie się dzieje, te gwarancje brzmią jakby pochodziły z kosmosu. Tortury, przemoc seksualna, brak opieki medycznej, przetrzymywanie w nadludzkich warunkach... Pojawia się pytanie: Jak ochronić te istnienia do momentu uwolnienia? Właśnie dlatego nasz kraj, opinia publiczna, a zwłaszcza krewni tak intensywnie promują ideę wymiany już teraz, zamiast czekać na koniec wojny.

Drugą grupą są cywile. Tylko w naszych bazach danych znajduje się około 4000 wniosków od krewnych osób nielegalnie przetrzymywanych przez Federację Rosyjską. Zgodnie z międzynarodowym prawem humanitarnym nie powinni oni w ogóle być więźniami, ale Rosja nie dba o międzynarodowe prawo humanitarne. Mechanizm ich powrotu jest jeszcze bardziej skomplikowany, ponieważ nie może być wymiany. Muszą zostać uwolnieni poza wymianą. W tej sytuacji ważne jest upublicznienie tego problemu w celu zorganizowania międzynarodowej presji na Rosję.

Prawa człowieka i bezprawie

Czy Ukraina powinna traktować rosyjskich jeńców wojennych w taki sam sposób, w jak Rosjanie traktują naszych?

Ukraina różni się od Rosji, ponieważ nasza cywilizacja walczy z barbarzyństwem. W związku z tym staramy się przestrzegać Trzeciej Konwencji Genewskiej. Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża i misje ONZ mają dostęp do rosyjskich jeńców wojennych.

Rosja może sobie pozwolić na brutalne łamanie praw człowieka, ponieważ jej sojusznicy i tak nie zmienią swojego stosunku do niej

Kto może się temu przeciwstawić? Korea Północna, kraj będący obozem koncentracyjnym, który tysiącami dostarcza Rosji pociski? A może Iran, gdzie kobiety są zabijane i gwałcone, jeśli nie chcą nosić hidżabu? Takie kraje nie przejmują się tym, co robi reżim Putina. Ale my, kraj walczący o demokrację, mamy odpowiednich partnerów. I nie możemy sobie pozwolić na rzeczy, których dopuszcza się Rosja, ani ze względu na wartości, ani ze względów czysto praktycznych.

Mariana Czeczeliuk, 24-letnia policjantka z Mariupola, zwolniona z rosyjskiej niewoli w ramach wymiany więźniów, 31 maja 2024 r. Zdjęcie: AP/East News

W rosyjskiej niewoli przebywa Maksym Butkewycz, Pani kolega, działacz na rzecz praw człowieka i dziennikarz [zaciągnął się do ukraińskich sił zbrojnych w pierwszych dniach inwazji na pełną skalę - red.]. Ma Pani z nim kontakt?

Przez długi czas nie było żadnych informacji od niego ani o nim. Teraz jesteśmy w kontakcie – przynajmniej wiemy już, gdzie jest i jaki jest jego stan. Jak Pani pewnie zauważyła, bardzo ostrożnie dobieram słowa, bo ten kontakt jest bardzo kruchy i istnieje obawa, by Maksymowi nie stała się jakaś krzywda.

Często można odnieść wrażenie, że na Zachodzie więcej uwagi poświęca się aresztowanym obrońcom praw człowieka z Rosji czy Białorusi niż ukraińskim więźniom. Jak sobie z tym radzić?

Wydaje mi się, że jest to raczej błędne postrzeganie rzeczywistości. Niedawno odbyłam kilka wyjazdów zagranicznych, podczas których mówiłam o stosunku Rosji do schwytanych i nielegalnie więzionych cywilów z Ukrainy. Wspominałam też o moim przyjacielu, rosyjskim obrońcy praw człowieka, który pracował z nami nad rozwiązaniem tego problemu –  71-letnim Olegu Orłowie, współprzewodniczącym Centrum Praw Człowieka Memoriał. Został uwięziony za artykuł, w którym nazwał reżim Putina faszystowskim. I nikt, na żadnej międzynarodowej platformie, o tym nie wiedział. Wydaje się, że świat wie tylko o kilku znanych więźniach: liderze rosyjskiej opozycji Aleksieju Nawalnym, białoruskiej aktywistce Marii Kolesnikowej czy białoruskim opozycjoniście Siarhieju Cichanouskim.

Ukraińskie, rosyjskie i białoruskie rodziny więźniów borykają się z tym samym problemem. I nie mamy mechanizmów prawnych, które gwarantowałyby jego rozwiązanie. Musimy zastanowić się, jak połączyć siły i pomóc sobie nawzajem

Walczymy wspólnie ze złem, które po raz kolejny próbuje zaznaczyć swoją obecność w naszej części świata.

Jeśli chodzi o współpracę, Centrum Swobód Obywatelskich jest jednym z kluczowych członków międzynarodowej platformy The Civic Society, która obejmuje również rosyjskie organizacje praw człowieka. Czy dialog z nimi przynosi jakieś korzyści?

Na co dzień współpracujemy z naszymi rosyjskimi kolegami zajmującymi się prawami człowieka. Dzięki nim, między innymi, otrzymujemy informacje o Maksymie Butkewyczu i tysiącach innych spraw w naszej bazie danych. Korzystamy z osobistych kontaktów, które nawiązaliśmy w Rosji, by się dowiedzieć, gdzie znajduje się więzień, wysyłać mu wiadomości, lekarstwa lub zapewnić prawnika. To nie wpłynie na „wyrok”, ale prawnik jest łącznikiem między więzioną osobą a światem zewnętrznym. Daje jej poczucie, że nie została zapomniana i inni nadal o nią walczą.

A wszystko to jest często możliwe tylko dzięki naszym rosyjskim kolegom zajmującym się prawami człowieka, którzy często trafiają za kratki za tę działalność. Ich liczba maleje.

Dlatego to nie jest kwestia dialogu – my pracujemy razem. W rzeczywistości kontynuujemy tradycję lat sześćdziesiątych w ZSRR: walczymy o wolność i godność ludzką w warunkach, w których prawo nie obowiązuje. I budujemy horyzontalne więzi, niewidoczne dla naszych własnych społeczeństw, które pomagają nam osiągnąć pewne rezultaty.

„Musimy pomyśleć o tym, jak połączyć siły i pomóc sobie nawzajem”. Zdjęcie: Centrum Swobód Obywatelskich

System, który nie działa

Jako przedstawicielka swojej organizacji jest Pani pierwszą laureatką Nagrody Nobla z Ukrainy i prawdopodobnie pierwszą laureatką Pokojowej Nagrody Nobla, która zaapelowała do społeczności międzynarodowej o dostarczenie broni dla obrony jej kraju. Jak ta społeczność reaguje na takie apele?

Jest to do pewnego stopnia oksymoron i najwyraźniej nie tego oczekuje się od kogoś, kto poświęcił swoje życie obronie praw człowieka. Prawami człowieka zajmuję się od ponad 20 lat i bardzo dobrze znam ich standardy. W ramach ONZ, OBWE, Rady Europy czy Unii Europejskiej itp. Istnieją narzędzia, które można by wykorzystać w sytuacjach takich jak obecna.

Tyle że teraz te narzędzia nie działają. Jeśli pomacham konwencją genewską przed rosyjskim czołgiem, to go nie zatrzymam. W chwili gdy rozmawiamy, nasi obywatele są torturowani, gwałceni i zabijani. Bez względu na to, ile dziesiątek raportów napiszemy, nie poprawi to ich sytuacji.

To, że ja, obrończyni praw człowieka, nie mogę polegać na mechanizmach prawnych i muszę mówić, że Ukraina potrzebuje broni, nie jest moim problemem. To problem świata, w którym cały międzynarodowy system pokoju i bezpieczeństwa nie jest w stanie powstrzymać rosyjskich okrucieństw

Jakie widzi Pan sposoby na wzmocnienie i zreformowanie tego systemu?

To ważne pytanie. Chociaż powiedziałam, że teraz prawo nie działa, wierzę, że to sytuacja tymczasowa. Jestem również przekonana, że jest to nasza historyczna misja: przywrócenie rządów prawa poprzez użycie legalnej siły. Jednocześnie musimy zmienić ten system, aby był skuteczny. Nie chodzi tylko o ochronę ludzi w Ukrainie, ale także w Iranie, Syrii, Nikaragui, Afganistanie czy innych krajach, w których łamane są prawa i wolności.

Ten system pokoju i bezpieczeństwa, który miał dać każdemu, niezależnie od miejsca zamieszkania, gwarancje bezpieczeństwa i ochrony, został stworzony po II wojnie światowej przez zwycięskie państwa. Ustanowiły one dla siebie nieuzasadnione przywileje. Na przykład prawo do weta w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, które sprawiło, że organ ten stał się dysfunkcyjny i w rzeczywistości został sparaliżowany. ONZ nie jest w stanie odpowiedzieć na wyzwania, które pojawiły się od początku inwazji Rosji na pełną skalę.

Teraz wszystko zależy od tego, czy dany kraj ma broń nuklearną, czy jest członkiem potężnego sojuszu wojskowego, czy ma duże rezerwy ropy i gazu. Jeśli tak, reszta będzie przymykać oko na łamanie przez niego praw człowieka.

Nowy system powinien dawać pierwszeństwo prawom człowieka i wolnościom przed PKB i wielkością kraju. Problem polega jednak na tym, że obecnie po prostu nie ma chęci reformowania obecnego systemu.

Kiedy rozmawiam z politykami z różnych krajów i przedstawicielami organizacji międzynarodowych, nie widzę energii ani chęci do szukania złożonych odpowiedzi na złożone pytania
„Nowy wymiar sprawiedliwości powinien nadać priorytet nie wielkości PKB i wielkości kraju, ale prawom człowieka i wolnościom”
Zdjęcie: Centrum Wolności Obywatelskich

Problem odwrotu od demokracji i popularności prawicowych poglądów wśród młodych ludzi jest dziś szeroko dyskutowany na świecie. Jak Pani ocenia ten trend?

To problem globalny. Nie chodzi tylko o to, że w krajach autorytarnych poziom wolności został zredukowany do poziomu celi więziennej. Chodzi również o to, że nawet w krajach demokratycznych coraz więcej ludzi zaczyna uważać wolność za coś oczywistego. Są to ludzie, którzy odziedziczyli system demokratyczny po swoich rodzicach. Ludzie, którzy nigdy o niego nie walczyli, którzy nie znają prawdziwej ceny demokracji i wolności. Wymieniają je więc na obietnice wyborcze populistów lub na własną wygodę. Widać to nawet w statystykach.

Około 80% ludzi na świecie żyje w zniewolonych lub tylko częściowo wolnych społeczeństwach. Ludzie, którzy mają przestrzeń wolności, są mniejszością na Ziemi. I jeśli nadal będziemy tracić kolejne wyspy wolności, ludzkość będzie zagrożona

Centrum Swobód Obywatelskich otrzymało Pokojową Nagrodę Nobla między innymi za dokumentowanie rosyjskich zbrodni wojennych i gromadzenie zeznań ofiar agresji. Od nas dzisiaj zależy, czy świadectwa tych ludzi nie będą tylko statystykami, czy ich głosy zostaną usłyszane na całym świecie?

Musimy przywrócić tym ludziom ich imiona. W każdym kryzysie praw człowieka, który obejmuje ogromną liczbę ofiar, ludzkie życia zamieniają się w liczby. Dokumentowanie wszystkiego, co się dzieje, jest niezwykle ważne. Dla historii, dla zachowania pamięci narodowej, dla rozpowszechniania prawdy – zwłaszcza w obliczu potężnej rosyjskiej machiny dezinformacyjnej. Jednak równie ważne jest prowadzenie dochodzeń, ustalenie losu każdej osoby i postawienie winnych przed wymiarem sprawiedliwości.

Dochodzenia i w ogóle cały system sądowniczy są bardzo kosztowne. Zbadanie, co stało się na przykład z nieznanym rolnikiem, wymaga wielu zasobów. Ale to jest sposób na przywrócenie ludziom ich imion i podkreślenie, że życie każdego człowieka ma znaczenie.

No items found.

Dziennikarka, redaktorka, fotografka. Od 2022 roku zajmuje się sprawami społecznymi i kulturowymi związanymi z wojną w Ukrainie.

Wesprzyj Sestry

Nawet mały wkład w prawdziwe dziennikarstwo pomaga demokracji przetrwać. Dołącz do nas i razem opowiemy światu inspirujące historie ludzi walczących o wolność!

Wpłać dotację
Lilia Andrejewa

Olga Pakosz: Dwa lata wojny to dwa lata adaptacji ukraińskich dzieci w polskim środowisku edukacyjnym. Jak sobie radzą?

Lilia Andrejewa: W fundacji „Zustricz” nie pracuję z dziećmi jako klientami. Pracuję tam jako superwizorka psychologów pracujących z dziećmi. Miałam tu do czynienia z różnymi potrzebami ukraińskich dzieci i ich rodziców dotyczącymi polskich szkół. Ogólnie nasze dzieci całkiem nieźle się adaptują, ale wciąż jest wiele problematycznych kwestii, które potrzebują rozwiązania.

Łatwiej adaptują się młodsze dzieci, trudniej nastolatki – dzieci ze starszych klas, licealiści i studenci

Dlaczego tak jest?

Główny problem to język. Znajomość i poziom opanowania języka najbardziej wpływa na komunikację, a co za tym idzie – na adaptację. Młodsze dzieci są elastyczne i szybko uczą się nowych języków. Moja córka poszła do pierwszej klasy w Polsce i mówi bez akcentu, a nauka nie sprawia jej trudności. Starsze dzieci mają problemy nawet z terminologią: fizyka, matematyka, chemia, historia, geografia – tego wszystkiego w zasadzie trzeba uczyć się od nowa. A jeśli są egzaminy – 8 klasa lub liceum – to już jest duży problem.

Nastolatki trudniej się adaptują także dlatego, że w większości przypadków wyjechali nie z własnej woli. Jeżeli dorośli świadomie wybrali bycie uchodźcami lub migrację (bądźmy szczerzy: nie wszyscy uciekli przed wojną), to dzieci nikt o to nie pytał. Dzieciom się mówi: „Wyjeżdżamy”. Dlatego często bunt nastolatków wynika z tego, że opuszczają nie tylko swoją szkołę, swój kraj, ale także swoich przyjaciół.

Zdjęcie: Jakub Orzechowski/Agencja Wyborcza.pl

A w okresie dojrzewania trudno znaleźć przyjaciół...

Niektórym łatwiej, niektórym trudniej, ale tych drugich jest więcej. Duży wpływ ma na to światopogląd rodziców. Jeśli rodzice łatwo się adaptują, jeśli udaje im się tutaj zorganizować swoje życie, nawiązać nowe znajomości, znaleźć pracę, to dzieciom też jest łatwiej.

Jeżeli rodzice lub opiekunowie tęsknią za domem, chcą wrócić, często mówią o nienawiści, a nawet złości, to oczywiście przenosi się to na dzieci. Ale i dzieci również mogą mieć wpływ na dorosłych.

Zdarza się, że tak łatwo adaptują się w polskich szkołach, że rodzice zaczynają adaptować się do nowego środowiska w ślad za nimi

Wszyscy boją się buntu nastolatków. Jakie są jego objawy?

Kiedyś w internatach Krakowa prowadziliśmy treningi dla nastolatków i dawaliśmy im zadanie, aby przedstawili siebie w społeczeństwie w technice kolażu lub rysunku. Jedna grupa namalowała kaktusy, które kwitną. Zapytałam, co to oznacza. Dzieci odpowiedziały: „Jesteśmy kwiatami, ale jesteśmy kolczaste”.

Objawy buntu nastolatków to stały rollercoaster: szybkie zmiany nastroju nawet sto razy dziennie. „Teraz czuję się dobrze, za sekundę mogę być zły”. „Uczucie, że nie jestem wolna i jednocześnie nie mogę się oddzielić”. Podczas buntu wielu nastolatków (lub ich rodziców) zwraca się do nas z problemem samookaleczania. Chłopcy i dziewczęta celowo uszkadzają swoje ciała, tną skórę, ponieważ czują się bardzo źle psychicznie.

Podobną naturę ma adaptacja: „Nie chcę być tutaj, chcę wrócić”.

Jeśli chodzi o powrót do Ukrainy, to czy dzieci zdają sobie sprawę z niebezpieczeństw, które tam panują?

Nie zawsze. Często czują niebezpieczeństwo tutaj, w Polsce. Jest im tu tak trudno, że chcą wrócić tam, gdzie było im dobrze. Na początku wojny, kiedy rodzice je zabrali, wszystko działo się tak szybko, że nie każde z nich zrozumiało, dlaczego zostało wywiezione. Dlatego pojawia się pragnienie, aby trzymać się czegoś znajomego – przyjaciół czy krewnych, którzy zostali w Ukrainie.

Bunt nastolatków to chęć zrobienia czegoś bez świadomości, że to może być niebezpieczne

Innym objawem jest totalne nieakceptowanie swojego  wyglądu. To, jak również problemy z wagą, częściej zdarzają się u dziewczyn. Chodzi o bulimię lub anoreksję, które są odzwierciedleniem braku akceptacji otoczenia i siebie w tym otoczeniu.

Czy wiele ukraińskich dzieci szuka pomocy?

Bardzo wiele. Zazwyczaj młodsze dzieci są przyprowadzane przez rodziców, natomiast nastolatki – i to mnie zaskakuje – przychodzą same. Mieszkam w Krakowie od 8 lat i przed wojną nastolatków trzeba było wyciągać na takie konsultacje. Teraz sami proszą rodziców, by zapisali ich na terapię. Albo przychodzą sami, a potem przyprowadzają jeszcze rodziców...

Ostatnio mieliśmy sytuację, kiedy 10-letni chłopiec przyprowadził sąsiadkę, 14-letnią dziewczynkę, do psychologa w fundacji, ponieważ tę dziewczynkę bił ojciec. Przyprowadził ją za rękę i powiedział: „pomóżcie”.

Świadomość nastolatków jest na wysokim poziomie. To pozytywny sygnał, że rozumieją, że coś jest nie tak. Są bardziej świadomi niż my byliśmy. I kiedy coś im nie odpowiada, chcą to naprawić. Mają wiele pytań do siebie, do swojego wieku, do teraźniejszości, do przyszłości.

Jest kategoria nastolatków, którzy przyjechali do Polski i mieszkają tu sami, podczas gdy ich rodzice zostali w Ukrainie. Często można usłyszeć od ich krewnych, że te dzieci cierpią z powodu niechęci do dorastania: „Dlaczego to mi się przytrafiło? Nie chcę być dorosłym i wszystko załatwiać”.

Tak, to bolesny temat. Ci nastolatkowie nie przeszli przez wszystkie etapy dojrzewania i separacji. Na szczęście przez te dwa lata nie spotkałam się z przypadkami samobójstw wśród nastolatków ani o takich przypadkach nie słyszałam. Ale przed wojną takie się zdarzały.

Jeśli udało się zainterweniować, kończyło się tym, że dziecko zaczynało normalnie się uczyć, chodzić na różne zajęcia i odnajdywać swoje miejsce. Czasem rodzice przyjeżdżali do takich dzieci, mieszkali z nimi, ponieważ separacja okazała się nie do zniesienia lub niemożliwa.

Innym bolesnym tematem wśród nastolatków jest wybór: „kim się widzę”. Czy podobają mi się dziewczyny, czy chłopcy. Dziś to modny trend – określanie swojej seksualności.

Zdjęcie: Dawid Żuchowicz/Agencja Wyborcza.pl

Jak pomóc dzieciom?

Dzieci trzeba słuchać. I słyszeć je. Trzeba mieć dla nich zasoby. Nie można ich wysyłać do terapeuty ze słowami: „Zróbcie coś z moim dzieckiem” – a takie przypadki niestety stanowią 80 na 100. Chociaż znacznie skuteczniejsze jest, gdy rodzice przychodzą z dziećmi i najpierw zajmują się sobą – tym co się dzieje w rodzinie, jak sami się komunikują i jak odnoszą się do swoich dzieci.

Zdjęcia: Shutterstock. Zdjęcie w zajawce: Tomasz Pietrzyk/Agencja Wyborcza.pl

20
хв

Polscy nauczyciele są pod wrażeniem mądrości ukraińskich dzieci – mówi Lilia Andrejewa, psycholożka

Olga Pakosz
онлайн-знайомства, побачення, самотність, тіндер, українки за кордоном

Wspaniale jest pójść na randkę z samą sobą, poczytać książkę w samotności lub wybrać się na samotną wycieczkę, ale czasami potrzebujesz towarzystwa.

Gdzie znaleźć kogoś, kto nie sprawi, że będziesz chciał jak najszybciej uciec? Znalezienie odpowiedniej osoby nie jest łatwym zadaniem. Jest to jeszcze bardziej skomplikowane w przypadku migrantów, którzy znaleźli się w zupełnie nowym świecie.

Sestry.eu poprosiło kilka Ukrainek o podzielenie się swoimi historiami dotyczącymi randek online i budowania relacji z obcokrajowcami. Będziemy o tym pisać w serii artykułów dotyczących różnych krajów. Pierwszym przystankiem będą Niemcy, gdzie przebywa większość ukraińskich uchodźców.

Uwaga: to historie kilkudziesięciu kobiet, z którymi rozmawiały Sestry.eu. Ich doświadczenia są osobiste. Nie można ich traktować jako badania socjologicznego wszystkich mężczyzn z krajów wymienionych w serii artykułów.

Samotność jak wypalenie 15 papierosów dziennie

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uznała samotność za globalne zagrożenie dla zdrowia. Jej wpływ jest równoważny wypaleniu 15 papierosów dziennie. Nie chodzi o samotność z wyboru, ale o taką, na którą skazują nas okoliczności i z którą nie możemy się pogodzić.

Znalezienie partneranie jest łatwym zadaniem. Zdjęcie: Shutterstock

„Wiśnie mamy” i pyszny barszcz

Niektóre kobiety w Ukrainie mają trudności ze znalezieniem partnera nie tylko w prawdziwym życiu, ale także na różnych portalach randkowych. Jedne szybko uciekają stamtąd ze strachu, że spotkają tam znajomych. Inne boją się skonfrontowania z wymaganiami mężczyzn wobec kobiet, jeszcze inne czują się wypalone i zrezygnowane po nieudanych związkach.

Do tego dochodzi banalna sprawa: kryzys demograficzny. Statystyki pokazują, że w 2021 roku na 1000 ukraińskich kobiet przypadało 900 mężczyzn, z których część to tak zwane "wisienki na torcie", czyli rozpuszczeni synowie mamusi, szukający podobnej do niej partnerki.

Svitlana Maksymets, 48-letnia kijowianka, która na swoim blogu na Facebooku opowiada o swoich doświadczeniach na ukraińskim Tinderze, "wisienkami na torcie" nazywa dorosłych, bezradnych mężczyzn, którzy chcą od kobiet tylko barszczu i seksu.

- Wojna wprowadziła zmiany, teraz jest wielu wojskowych, którzy chcą albo miłości na całe życie, albo przygód na jedną noc. Są "seksualni giganci", którzy obiecują gorący seks na pierwszej randce. Jednak ich obietnice opierają się na tym, co widzieli na stronach pornograficznych, a w rzeczywistości ich praktyczne doświadczenie seksualne jest bardzo niewielkie. Są też przystojni faceci z wyrzeźbionymi bicepsami i mięśniami brzucha, którzy nigdy nie opuszczają siłowni, ale boją się rozmawiać z rówieśnikami. Dlatego szukają dojrzałej kobiety, która nauczy ich, jak się kochać i komunikować. Ja nie spotkałam jeszcze swojego mężczyzny, ale znam piękne przypadki. Na każde dziewięć rozczarowań związanych z randkami online na Ukrainie, przypada jedna wzruszająca historia miłosna - przyznaje Svitlana.

Czym różni się tinder europejski od ukraińskiego

Większość kobiet, które znalazły swojego mężczyznę za granicą, była singielkami przez długi czas i nie sądziły, że kogoś jeszcze spotkają, z kim chciałyby spędzić życie. Nie planowały też przeprowadzki za granicę. Zmusiła je do tego wojna.

Kobiety, z którymi rozmawiałyśmy podkreślały, że w Europie odkryły jak ważna jest wolność i prawo do bycia sobą. Ludzie są różni, wiadomo, ale starają się szanować osobiste granice innych ludzi.

W Europie popularne są międzynarodowe aplikacje i serwisy randkowe, takie jak Tinder, Bumble, OkCupid, a także lokalne platformy, media społecznościowe i czaty wideo.

Ludzie tutaj odczuwają mniejszą presję społeczną związaną ze stanem cywilnym i czują się znacznie bardziej komfortowo w różnych formach bycia w relacjach: bycia w parze, bycia singlem i bezdzietnym

To właśnie skłoniło ukraińskie kobiety do rozpoczęcia poszukiwań partnera w kraju tymczasowego pobytu.

Na obronę ukraińskich mężczyzn należy dodać, że oni również cierpią z powodu narzuconych tradycyjnych stereotypów dotyczących par i ogólnie przyjętych standardów piękna.

Chociaż statystycznie w Ukrainie jest mniej mężczyzn niż kobiet, dane Census Bureau za 2016 rok (niestety nie znaleźliśmy bardziej aktualnych statystyk) pokazują, że we wszystkich grupach wiekowych od 18 do 64 lat na Ukrainie jest średnio o 5,9% więcej samotnych mężczyzn niż kobiet. Ponad 637 000 ukraińskich mężczyzn nigdy nie zawarło oficjalnego związku małżeńskiego. Liczba samotnych kobiet jest wyższa tylko w grupie wiekowej 75+.

Wiele kobiet, które komunikują się z Niemcami na portalach randkowych, twierdzi, że brakuje im inicjatywy ze strony mężczyzn. Zdjęcie: Shutterstock

Niemcy: bez stereotypów i z szacunkiem

Nie licz na randki w pracy. Niemcy w pracy koncentrują się na niej, a do swojego kręgu towarzyskiego dopuszczają osoby sprawdzone przez lata, często znajomych z lat szkolnych lub studenckich. Ukraińskie kobiety mówią, że często widzą przystojnych mężczyzn na ulicach, ale nie spotykają ich w aplikacjach randkowych. Bywają tam za to imigranci. Mogą tam znaleźć znajomych na randki, kochanków na jedną noc, ale też partnera lub partnerkę na dłużej.

- Mam doświadczenie w poznawaniu trzech kategorii mężczyzn: Ukraińców, Afrykanów, a teraz Niemców - mówi 42-letnia Svitlana (imię zmienione na prośbę bohaterki- red.) - Jestem kobietą plus-size, a ukraińscy mężczyźni często mi mówili, że wolą kobiety o standardowych rozmiarach. Nawet jeśli podejmowałam inicjatywę, rzadko byłam akceptowana. W Ukrainie spotykałam się z Afrykanami. Nie mieli żadnych stereotypowych wyobrażeń na temat wyglądu, również swojego. Każdy z nich mógł pochwalić się czymś innym niż "noszenie spodni": jeden był bardzo dobrym kucharzem, drugi znanym DJ-em.

Niemcy, mówi Svitlana, są również mniej skupieni na wyglądzie partnera. Niemcy są dość wysocy, mają silną budowę ciała, a wiele kobiet nosi europejski rozmiar 48-50.

Svitlana uważa, że Niemcy są przyzwyczajeni do tego typu urody. Zachęca się tu do różnorodności: na wybiegu, na plakatach, wśród manekinów w centrach handlowych są modelki o różnych rozmiarach i kolorach skóry. To normalizuje fakt, że ludzie mogą być różni i wszyscy są normalni. Nikt nie oczekuje, że kobieta po czterdziestce będzie wyglądać jak nastolatka.

- Przez dziesięciolecia Niemcy wychowywali się w społeczeństwie, które koncentrowało się na kampaniach antyprzemocowych i antydyskryminacyjnych – mówi Svitlana. - Oczywiście każdy ma swoje preferencje i gusta, ale kiedy społeczeństwo nie naciska ze wszystkich stron "standardami piękna i życia", okazuje się, że twoje osobiste upodobania mogą różnić się od konwencjonalnie akceptowanych.

Bardzo ważna w niemieckim społeczeństwie jest równość, co bywa trudne do zaakceptowania dla ukraińskich kobiet. Nie chodzi tylko o podzielenie się rachunkiem w kawiarni, ale także o podjęcie inicjatywy, aby się spotkać, rozmawiać, a nawet dotknąć się po raz pierwszy i zgodzić się na intymny związek.

Kobiety twierdzą, że możesz prowadzić uprzejmą rozmowę z Niemcami przez wiele godzin, nigdy nie spotykając ich w prawdziwym życiu.

- Pierwszy krok nadal należy głównie do mężczyzn, ale potem związek staje się grą w ping-ponga – mówi Svitłana. -  On zaprasza cię na kawę, a ty zapraszasz go następnym razem. Znam historie mężczyzn pytających, czy mogą przytulić kobietę, wziąć ją za rękę, objąć w pasie i pocałować. Niemcy nie są ludźmi, którzy mają niepohamowany "gorący temperament". Wiedzą, jak szanować granice, są wystarczająco uprzejmi i interesują się osobowością, a nie tylko ciałem. To jest imponujące.

Jeśli mężczyzna pisze, że szuka kobiety do wspólnego spędzania nocy, wspólnego podróżowania, to dokładnie to ma na myśli. Nie myśl, że jutro podaruje Ci pierścionek. W większości przypadków tak się nie stanie. Nasza bohaterka Svitlana wciąż szuka stałego partnera, ale generalnie nie brakuje jej randek.

Raz ona płaci, raz on Fото: Shutterstock

Za benzynę płacimy po połowie, ale jeździmy wygodnie i ostrożnie

Wiele kobiet, które komunikują się z Niemcami na portalach randkowych twierdzi, że bardzo brakuje im tutaj inicjatywy ze strony mężczyzn. Zostały one wychowane w innym paradygmacie kulturowym. To często sprawia, że wątpią we własną atrakcyjność.

39-letnia Ukrainka Veronika (imię zmienione na prośbę rozmówczyni - red.) wyjaśnia tę różnicę kulturową.

- Kilka dekad temu niemieckie kobiety żyły w bardzo patriarchalnym społeczeństwie. Od woli mężczyzny zależało, czy kobieta może opuścić dom, otrzymywać pensję, podróżować, mieć dom itp. Kobiety bardzo ciężko walczyły o swoje prawa, więc nie pozwalają na ich ograniczanie. Przeciwnie, chcą więcej praw

Veronika przed inwazją na pełną skalę była rozwiedziona od czterech lat i samotnie wychowywała dwójkę dzieci. Przez długi czas próbowała odbudować swój związek z miłością z młodości. Jednak mężczyzna pojawiał się i znikał bez wyjaśnienia oraz ostrzeżenia. Po jednym z takich ucieczek postanowiła zarejestrować się w aplikacji randkowej na Facebooku.

- Nie myślałam o długim życiu w Niemczech, więc szukałam kogoś, kto mówi po ukraińsku lub rosyjsku. Miałam jedną randkę z naszym chłopakiem, ale nie wyszło. Potem poczułam wzajemną sympatię do Niemca, wymieniliśmy się kontaktami na Facebooku, weszłam na jego stronę i zobaczyłam, że publikuje nienawistne teksty o migrantach. Natychmiast go zbanowałam. Ogólnie jestem przeciwna długim rozmowom w aplikacji. Proszę o wymianę stron profilowych w mediach społecznościowych. Potem po raz trzeci spotkałam mężczyznę z sąsiedniej wioski. Teraz jesteśmy razem.

Pierwszy raz para spotkała się w kawiarni. Mężczyzna spóźnił się, zobaczył ją za szybą i chciał wyjść. Później powiedział mi, że uważa ją za zbyt piękną i że nie jest jej wart. Jest również rozwiedziony i przez rok nie mógł zbudować związku z nikim, ponieważ nie odniósł sukcesu ani nie jest wystarczająco zamożny jak na niemieckie standardy. Wszystkie jego związki z Niemkami kończyły się na relacjach przyjacielskich.

Mężczyzna nie zaprosił Margarity na drugą randkę. Ona to zrobiła. Był bardzo szczęśliwy, przyniósł termos kawy i poszli na spacer do parku. I zapytał, czy może wziąć ją za rękę i przytulić.

Dzięki niemu, czuję się ważna. fото: Shutterstock

Dziś są w związku partnerskim. Jej partner płaci za jedną randkę, ona za drugą, a niektórymi wydatkami dzielą się po równo.

- Dla mnie to normalne, bo nie szukałam kogoś, kto będzie mnie utrzymywał, tylko osoby, z którą będę czuła się komfortowo. Podoba mi się, że wszyscy w jego rodzinie mają bardzo ciepłe relacje. Nawet rozwiedzeni rodzice i ich partnerzy są przyjaciółmi, bo mają razem dzieci i wnuki. Mój chłopak zajmuje się gotowaniem obiadów, ponieważ ja nie lubię gotować. Sprawia, że czuję się ważna. Na przykład przed naszą randką wygooglował, jakie są Ukrainki. Bał się, żeby nie było międzykulturowego zażenowania.

Ukrainka mówi, że jej partner jest zwykłym człowiekiem, bez dużych pieniędzy. Kiedy zaczęła się wojna rosyjsko-ukraińska, dużo pracował jako wolontariusz, jeździł na granicę, zabierał ukraińskie rodziny do Niemiec. Mają wspólne zainteresowania i hobby. Dobrze traktuje swoje dzieci z pierwszego małżeństwa, wykonuje obowiązki rodzicielskie na równi z byłą żoną i zaprzyjaźnił się z dziećmi Margarity.

W Niemczech istnieje zupełnie inne podejście do dzieci. Nikt nie odrzuci kobiety tylko dlatego, że samotnie wychowuje dzieci. W Ukrainie mówi się na samotne matki, że są „z przyczepą”

Jeśli mężczyzna jest rozwiedziony, ale ma dzieci, jest to pierwsza rzecz, o której Ci powie. Wielu nawet umieszcza zdjęcie z dziećmi w swoim profilu na portalu randkowym.

Na początku bariera językowa uniemożliwiała im komunikację, ale teraz kobieta jest zmotywowana do nauki niemieckiego. Swoją przyszłość widzi w dwóch krajach: w Ukrainie i Niemczech. Jest bardzo zadowolona ze swojego związku.

Jednak często musi tłumaczyć swoim ukraińskim przyjaciołom, dlaczego ona i jej chłopak podzielili się pieniędzmi na benzynę na wspólny wyjazd.

* Ostatni artykuł z serii będzie zawierał wskazówki, które pomogą Ci znaleźć partnera: w Ukrainie lub za granicą za pośrednictwem internetowych serwisów randkowych. Subskrybuj nasze kanały społecznościowe, aby nie przegapić artykułów z tej serii: Facebook, Instagram, Telegram.

Następny przystanek: Francja.

20
хв

Przygody ukraińskich kobiet na Tinderze. Przystanek Niemcy

Halyna Halymonyk

Możesz być zainteresowany...

No items found.

Skontaktuj się z redakcją

Jesteśmy tutaj, aby słuchać i współpracować z naszą społecznością. Napisz do nas jeśli masz jakieś pytania, sugestie lub ciekawe pomysły na artykuły.

Napisz do nas
Article in progress