Klikając "Akceptuj wszystkie pliki cookie", użytkownik wyraża zgodę na przechowywanie plików cookie na swoim urządzeniu w celu usprawnienia nawigacji w witrynie, analizy korzystania z witryny i pomocy w naszych działaniach marketingowych. Prosimy o zapoznanie się z naszą Polityka prywatności aby uzyskać więcej informacji.
Najpiękniejsza wiosna w kinie: filmy na wiosenny nastrój
Czy czujesz ten wyjątkowy nastrój, który już unosi się w powietrzu? Masz ochotę na długie spacery i wieczorne oglądanie... filmów o wiośnie. Zebraliśmy najlepsze filmy, w których kwitnące ogrody, słoneczne ulice i romantyczne historie tworzą prawdziwie wiosenny klimat. Miłego oglądania i inspiracji!
Jeśli szukasz filmu, który łączy w sobie głębokie znaczenie, japońską estetykę i nieopisany ból serca, Lalki Takeshiego Kitano to prawdziwa poezja na ekranie. Film splata ze sobą trzy odrębne, ale nierozerwalnie połączone historie o uczuciach, które nie gasną nawet w obliczu bólu, rozłąki i poświęcenia. To medytacja nad losem, przesycona jednocześnie głęboką melancholią i cichą nadzieją. Szczególne miejsce w obrazie zajmuje natura: kwitnące ogrody, delikatny różowy śnieg sakury, jaskrawe kolory japońskich krajobrazów. Wiosna jest tu nie tylko tłem, ale symbolem kruchości ludzkiego szczęścia, jego ulotności i niepowtarzalności każdej chwili życia.
Ramka z filmu „Lalki”, 2002
2.” Wiosna, lato, jesień, zima... I znowu wiosna”, 2003
Film koreańskiego reżysera Kim Ki-duka to filmowa przypowieść o ludzkim życiu, które, podobnie jak natura, przechodzi cykle zmian. „Wiosna, lato, jesień, zima... i znów wiosna „ to refleksja nad dorastaniem, grzechem, odkupieniem i spokojem, który przychodzi wraz ze świadomością cyklicznej natury życia i akceptacją tego niezmiennego cyklu własnym jestestwem. Ten film to nie tylko opowieść o wiośnie, to filmowa medytacja.
Kadr z filmu „Wiosna, lato, jesień, zima... I znowu wiosna”, 2003
3. „Ann” (ang. Anne with an E), 2017-2019
Kanadyjski serial oparty na klasycznej powieści „Ania z Zielonego Wzgórza” autorstwa Lucy Maud Montgomery. Akcja rozgrywa się pod koniec XIX wieku na Wyspie Księcia Edwarda. Główna bohaterka, 13-letnia sierota Ania Shirley, przypadkowo trafia do rodziny Casbertów - starszego rodzeństwa, które chce wziąć chłopca do pomocy w pracach domowych, ale zamiast tego dostaje rudowłosą dziewczynkę z nieokiełznaną wyobraźnią. Ten film to prawdziwa oda do natury, jej piękna i harmonii.
Ramka z filmu „Ann” (ang. Anne z literą E), 2017—2019
4. „Jaśniejsza od gwiazd” (ang. Bright Star), 2009
Film z wiosennym klimatem, który tworzy romantyczny nastrój i pokazuje piękno natury. „Jaśniejsza od gwiazd” to prawdziwy filmowy poemat. Ten biograficzny dramat Jane Campion przenosi widza w świat młodzieńczej miłości, inspiracji i tragedii, opowiadając historię poety Johna Keatsa i jego muzy Fanny Bron.
Ramka z filmu „Jasna gwiazda” (ang. Jasna Gwiazda), 2009
5. „Dwoje do poprawki” (ang. Hope Springs), 2012
Jeśli szukasz filmu o wiośnie, który opowiada nie tylko o przyrodzie, ale także o budzących się uczuciach, obejrzyj „Hope Springs”, wzruszającą i ciepłą historię. Para, która jest ze sobą od ponad 30 lat, próbuje odzyskać utraconą czułość i intymność. Tak jak przyroda budzi się po zimie, tak ich uczucia szukają nowego oddechu. Film subtelnie przypomina nam, że nawet w długim związku jest miejsce na odkrycia i pierwsze wyznania. „Spring Hopes” to opowieść o tym, że miłość nie ma wieku, a wiosna w sercu może rozpocząć się w każdej chwili.
Kadr z filmu „Wiosenne nadzieje” (ang. Nadzieja Springs), 2012
6.” Paryż może poczekac”, 2016
Komedia romantyczna, w której główna bohaterka Anna wyrusza w nieoczekiwaną podróż z uroczym Francuzem. Film wypełniają malownicze krajobrazy Francji: słoneczne winnice, kwitnące pola i romantyczne uliczki. Wszystko to tworzy prawdziwie wiosenną atmosferę. Wykwintne posiłki, degustacje win, niespieszne rozmowy o życiu - wszystko to sprawia, że film jest prawdziwym filmowym świętem. To opowieść o tym, że szczęście tkwi w szczegółach.
7. „Tajemniczy ogród” (ang. Secret garden), 2020
Dziesięcioletnia Mary trafia do ponurego dworku wuja, gdzie odkrywa zaniedbany, ale magiczny ogród, który budzi jej ciekawość, przyjaźń i nadzieję. Wraz ze swoimi nowymi przyjaciółmi ożywia to magiczne miejsce, a wraz z nim serca otaczających ją osób, niczym wiosna ożywiająca po długiej zimie. „Tajemniczy ogród” to opowieść o sile natury, przyjaźni i wewnętrznej przemianie.
Kadr z filmu „Tajemniczy ogród” (ang. Sekretny ogród), 2020
8. Gemma Bovary (fr. Gemma Bovery), 2014
Po przeprowadzce do cichej francuskiej wioski pisarz Martin Joubert znajduje inspirację w tajemniczej Gemmie, która przypomina mu Madame Bovary Flauberta - kobietę, która fascynuje, oczarowuje i być może zmierza ku fatalnemu końcowi. Pośród wiosennych krajobrazów, romansu i literackich aluzji rozwija się opowieść o namiętności, ironii i nieuchronności losu. Ten film to wiosenny koktajl piękna, miłości i literackich aluzji, który urzeka od pierwszego kadru.
Ujęcie z filmu Inaksha Bovery (ks. Gemma Bovery), 2014
Jeśli oglądanie filmów zainspirowało Cię tak bardzo, że chcesz wyjść na zewnątrz do pięknych kwitnących ogrodów, mamy dla Ciebie wybór 10 najlepszych ogrodów w Polsce.
Redaktorka i dziennikarka. W 2006 roku stworzyła miejską gazetę „Visti Bilyayivka”. Publikacja z powodzeniem przeszła nacjonalizację w 2017 roku, przekształcając się w agencję informacyjną z dwiema witrynami Bilyayevka.City i Open.Dnister, dużą liczbą projektów offline i kampanii społecznych. Witryna Bilyayevka.City pisze o społeczności liczącej 20 tysięcy mieszkańców, ale ma miliony wyświetleń i około 200 tysięcy czytelników miesięcznie. Pracowała w projektach UNICEF, NSJU, Internews Ukraine, Internews.Network, Wołyńskiego Klubu Prasowego, Ukraińskiego Centrum Mediów Kryzysowych, Fundacji Rozwoju Mediów, Deutsche Welle Akademie, była trenerem zarządzania mediami przy projektach Lwowskiego Forum Mediów. Od początku wojny na pełną skalę mieszka i pracuje w Katowicach, w wydaniu Gazety Wyborczej.
R E K L A M A
Zostań naszym Patronem
Nic nie przetrwa bez słów. Wspierając Sestry jesteś siłą, która niesie nasz głos dalej.
Do 31 lipca G City Targówek zamienia się w letnią strefę darmowych przygód dla dzieci. Od poniedziałku do soboty, w godzinach 12:00–16:00, centrum handlowe zaprasza najmłodszych na tematyczne warsztaty. Od rysunku po budowanie pojazdów i robotów z klocków – co tydzień coś nowego i ciekawego! Dodatkowo na dzieci czekają atrakcyjne niespodzianki i interaktywne atrakcje.
W poniedziałki i wtorki odbywają się zajęcia plastyczne, podczas których dzieci uczą się różnych technik rysunku. W środy i czwartki powstaną konstrukcje z ogromnych miękkich klocków. Piątki i soboty to czas robotyki – pod okiem instruktorów dzieci budują własne konstrukcje i poznają podstawy działania prostych maszyn i robotów.
Codziennie dostępna jest też interaktywna atrakcja Knoocker, która łączy aktywność fizyczną z grami multimedialnymi. Dzieci rzucają piłkami do celu na interaktywnym ekranie – to świetna zabawa rozwijająca koordynację i refleks.
Ten odkryty park wodny znajduje się niedaleko Piaseczna i działa do 31 sierpnia. To świetne miejsce na rodzinny wypoczynek, zwłaszcza jeśli nie przepadacie za tłumami. Znajdziecie tu basen o głębokości 145 cm oraz wodny plac zabaw dla dzieci (głębokość 45 cm). Są też trzy duże zjeżdżalnie dla starszych dzieci i dorosłych (wzrost od 140 cm). Cały kompleks ma piracki klimat – w tym statek piracki, a często odbywają się tu imprezy z pianą i muzyką na żywo.
Adres: Słopsk, Góralska 14 (dojazd z Warszawy trasą S8 w kierunku Białegostoku, zjazd na miejscowość Niegów)
Około 50 km od Warszawy, w miejscowości Słopsk, znajduje się Summer Playground. To nie tylko szeroka, piaszczysta plaża, ale pełnowartościowe miejsce do rodzinnego wypoczynku z dobrze rozwiniętą infrastrukturą. Na 2,5-hektarowej przestrzeni znajdziesz plaże, wodny tor przeszkód, strefę zabaw dla dzieci, strefę gastronomiczną oraz wiele nowoczesnych atrakcji wodnych i plażowych — zarówno płatnych, jak i darmowych.
W ofercie są m.in.: siatkówka plażowa, tenis stołowy, skimboarding, flyboarding, deski SUP, wodna strefa przeszkód, wakeboard, aquazorbing. Dla najmłodszych jest bezpieczny i dobrze wyposażony plac zabaw. W sezonie 2025 park czynny jest w piątki, soboty i niedziele.
Park Bajka to 2600 m² przestrzeni do zabawy i wypoczynku. Jest podzielony na strefy aktywne i spokojniejsze, a jego centralnym punktem jest wodny plac zabaw z fontannami i zjeżdżalniami. Dzieci mogą korzystać z wielu różnorodnych atrakcji: dużego parku linowego, „świata krzywych luster” i wielu innych.
Co tu znajdziesz:
• fontanny-wulkany z kolorowym oświetleniem LED do wodnych zabaw • stoły do tenisa stołowego • piłkarzyki • siłownia plenerowa • uliczne instrumenty muzyczne • plac zabaw w kształcie sterowca dla starszych dzieci • plaża • ścianka wspinaczkowa • strefa piknikowa z leżakami • szachy i stoły szachowe
To idealne miejsce na letni rodzinny wypad – za darmo i z mnóstwem atrakcji dla dzieci w różnym wieku.
5. Rodzinna Strefa Sportu przy Pałacu Kultury
Adres: Śródmieście, Pałac Kultury i Nauki
Cena: bezpłatnie
Rodzinna Strefa Sportu od ACTIVE WARSAW działa codziennie od 10:00 do 20:00 aż do 31 sierpnia. To nowa przestrzeń rekreacyjna w samym centrum miasta, która oferuje wiele sportowych atrakcji dla całych rodzin. Można pograć w koszykówkę na boisku z certyfikatem FIBA Olympics. Jest też rozbudowany tor przeszkód w stylu „Ninja” z pierścieniami, linami, platformami, siatkami, belkami i innymi wyzwaniami. Wszystko odbywa się pod okiem wykwalifikowanych instruktorów, co zapewnia bezpieczeństwo dla uczestników w każdym wieku. Dodatkowo: ścianka wspinaczkowa, strefa dmuchanych atrakcji dla najmłodszych oraz wygodne leżaki dla rodziców. Idealne miejsce na aktywny i bezpłatny wypoczynek dla całej rodziny.
6. Dziecięce biblioteki Warszawy: od książek po escape roomy i PlayStation
Biblioteki dziecięce w Warszawie to nie tylko książki – to też kreatywne zabawy, konkursy i nowoczesne przestrzenie.
W Bibliotece Komiksowo przy al. Solidarności dzieci mogą wziąć udział w grach typu escape room, warsztatach i wydarzeniach, które mają na celu zachęcanie do czytania w ciekawy sposób.
Księgarnia-klub „Badet” przy ul. Lentza 35a słynie z warsztatów i spotkań z autorami. Na miejscu znajduje się przytulna kawiarenka i kąciki do czytania, rysowania oraz grania w gry planszowe.
Mediateka MDM (ul. Marszałkowska 55/73) oferuje nie tylko książki, czasopisma, audiobooki i filmy, ale też przestrzeń do gier planszowych i... PlayStation. Jest tam też mała kuchnia, w której można coś podgrzać lub przygotować.
LuMo to duży, zadaszony plac zabaw z podziałem na strefy dla dzieci w wieku od 1 do 10 lat. Znajdziesz tam m.in. ogromną piaskownicę z piaskiem kinetycznym i tzw. „małpi las”, przez który dzieci przechodzą jak przez dżunglę — po drodze mogą spotkać np. wielką włochatą gąsienicę. Dla dzieci w wieku 4–8 lat organizowane są tu letnie półkolonie, które obejmują warsztaty, wycieczki i kreatywne zajęcia. Koszt tygodniowego turnusu (5 dni) wynosi 1380 zł. Można też skorzystać z jednorazowych wejść — ceny zaczynają się od 50 zł.
Wśród filmów poruszających temat walki kobiet o swoje prawa jednym z najbardziej sugestywnych pozostaje „Opowieść podręcznej” (The Handmaid’s Tale) – ponure lustro przyszłości, w której wolność kobiet została systemowo zniszczona. Ten film jest fikcją – ale do jakiego stopnia? Margaret Atwood, autorka powieści, na której go oparto, wielokrotnie podkreślała, że jej antyutopia opiera się na prawdziwych historycznych okropnościach – od przymusowych porodów w Rumunii za czasów Ceau?escu, poprzez przemoc polityczną w Argentynie – aż po współczesne represje wobec kobiet w Afganistanie.
Jednak dzisiaj mówimy o historiach konkretnych kobiet, które nie tylko wyobrażały sobie wolność, ale odważnie o nią walczyły. W tym zestawieniu znajdziecie filmy oparte na autentycznych wydarzeniach. To opowieści o buntowniczkach, które rzuciły wyzwanie systemowi, o bohaterkach, które nie milczały w obliczu niesprawiedliwości. Każdy z tych filmów to nie tylko fascynująca fabuła, lecz także przypomnienie: wasz dzisiejszy wybór, głos i prawa zostały okupione ich odwagą.
One już zrobiły krok. A Ty?
1. „Droga Glorii” (The Glorias, 2020)
To gotowy podręcznik historii feminizmu, a także inspirująca opowieść o tym, jak kobieta może zmienić bieg historii.
Film jest biograficznym dramatem o życiu Glorii Steinem, legendarnej feministki, dziennikarki i aktywistki. Pokazuje jej drogę – od dzieciństwa naznaczonego seksizmem, przez walkę o prawa kobiet w latach 60. i 80. XX wieku, aż po współczesny aktywizm. W roli głównej występuje Julianne Moore, a sceny z jej przemówieniami są prawdziwą duchową ucztą. Film jest pełen energii walki i aktualnych idei. Po jego obejrzeniu masz ochotę stworzyć własny ruch feministyczny.
2. „Służące” (The Help, 2011)
Historia o kobiecej solidarności w realiach segregacji rasowej w USA. Dlaczego warto poznać ją właśnie teraz? Bo pokazuje, do czego zdolne są kobiety, gdy się zjednoczą, współczują i myślą kreatywnie.
Tamtym kobietom, ciemnoskórym służącym z południa Stanów Zjednoczonych lat 60., nie wolno było siedzieć przy jednym stole z „panami”, korzystać ze wspólnej toalety i tych samych sztućców, choć to właśnie one opiekowały się białymi dziećmi, karmiły je i ocierały im łzy.
Odważna blondynka Skeeter postanawia jednak napisać szczerą książkę o tym, co kryje się za zamkniętymi drzwiami amerykańskich domów. Ona i ciemnoskóra gospodyni Aibileen będą musiały zaryzykować wszystko. W walce o równouprawnienie Skeeter może stracić przyjaciółki, miłość i status społeczny, a Aibileen – życie.
3. „Oskarżeni” (The Accused, 1988)
Poruszający dramat o kobiecie, która przeżyła zbiorowy gwałt i upokorzenie w czasach gdy takie przestępstwo wywoływało u wielu mężczyzn jedynie szyderczy uśmiech. Jednak Sara znalazła w sobie siłę, by się pozbierać i walczyć. Przestępcom wymierzono śmieszną karę za chuligaństwo, ponieważ ich adwokaci twierdzili, że to ofiara sprowokowała mężczyzn.
Tyle że prokuratorem w tej sprawie też jest kobieta, na dodatek osoba empatyczna i pryncypialna. Wspiera Sarę i razem udaje im się przekonać ławników, że gwałciciele zasługują na surową karę. Sara staje się symbolem walki z praktyką obwiniania i piętnowania ofiar męskiej przemocy.
4. „Gdyby ściany mogły mówić” (If These Walls Could Talk, 1996)
Telewizyjny dramat złożony z trzech nowel, które pokazują losy trzech kobiet w różnych momentach amerykańskiej historii (lata 50., 70. i 90.), stających w obliczu niechcianej ciąży i decydujących się na aborcję.
Ten film uświadamia, jak bardzo zmieniało się podejście społeczeństwa i władzy do aborcji – od całkowitego jej zakazu po legalizację. Porusza kwestię walki z uprzedzeniami moralnymi i prawem kobiet do wyboru. Pokazuje również wpływ prawa na życie ludzi i osamotnienie kobiet w sytuacjach granicznych.
Dlaczego to film aktualny? Obecnie w Polsce, ale także w Stanach Zjednoczonych, gdzie wiele stanów ponownie ograniczyło aborcję, ta historia nabiera nowego znaczenia. Bo uświadamia nam, że walka kobiet nigdy się nie kończy, a prawa, które sobie wywalczyły, znowu mogą zostać im odebrane.
5. „Kwiat pustyni” (Desert Flower, 2009)
Biograficzna historia Waris Dirie z Somalii, która jako trzyletnia dziewczynka została poddana obrzezaniu, a w wieku 13 lat uciekła z domu przed przymusowym małżeństwem. Dziewczynka samotnie przemierza pustynię, dociera do Mogadiszu, a stamtąd przenosi się do Londynu. W wielkim mieście dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności udaje się jej zostać topową modelką. Jednak przeszłość nie daje jej spokoju, więc zostaje ambasadorką ONZ walczącą przeciwko obrzezaniu kobiet. Opowiada światu o barbarzyńskości i szkodliwości tej praktyki, pisze książkę i zakłada własną fundację.
6. „Sufrażystka” (Suffragette, 2015)
Film o walce o prawa wyborcze, które kobiety w wielu krajach europejskich uzyskały sto lat temu.
Początkowo próbowały przekonać mężczyzn do przyznania im prawa głosu pokojowymi metodami. Gdy zrozumiały, że to nie działa, zaczęły stosować bardziej radykalne metody. Uczestniczki ruchu sufrażystek organizowały zamieszki, trafiały do więzień, gdzie odmawiały przyjmowania posiłków, przerywały publiczne wystąpienia polityków, organizowały masowe wiece, wzywając do walki o swoje prawa, nawet jeśli groziło to utratą życia. Doświadczenia głównej bohaterki pokazują, przez co musiały przejść Angielki, by w końcu uznano, że nie są gorsze od mężczyzn.
7. „Wielkie oczy” (Big Eyes, 2014)
Film Tima Burtona o tym jak Margaret Keane, utalentowana, ale nieśmiała artystka, wpada w pułapkę norm społecznych lat 50. i 60. Mąż Margaret, Walter – charyzmatyczny, lecz ze skłonnościami do manipulacji – przywłaszcza sobie jej obrazy, przekonując świat, że to on jest autorem kultowych dzieł z postaciami o wielkich oczach.
Margaret jest w nieciekawej sytuacji, uzależniona od Waltera finansowo i emocjonalnie – ponieważ społeczeństwo tamtych czasów nie traktuje poważnie kobiet artystek. Musi milczeć, patrząc, jak jej twórczość przynosi sławę i pieniądze innej osobie. Nawet gdy styl „big eyes” staje się już światowym fenomenem, ona wciąż pozostaje w cieniu.
Na szczęście mąż bohaterki popełnia szereg błędów, po których Margaret budzi się i zaczyna działać, decydując się na ujawnienie prawdy. To już nie jest tylko walka o prawo do własnej twórczości. To bunt przeciwko systemowi, który poniża kobiety.
8. „Daleka północ” (North Country, 2005)
Dramat o górniczce, która wystąpiła przeciwko seksizmowi i molestowaniu seksualnemu w miejscu pracy, ze świetną rolą Charlize Theron.
W latach 70. Josey Aimes, młoda matka dwójki dzieci, ucieka od męża, który ją bije, i wraca do rodziców w Minnesocie. Trudno jej znaleźć dobrze płatną pracę, więc zatrudnia się w kopalni. Jednak tam, podobnie jak inne górniczki, spotyka się z molestowaniem seksualnym i przemocą mężczyzn, którzy uważają, że dla kobiet nie ma miejsca na kopalni.
Zbuntowana Josey wszczyna postępowanie sądowe przeciwko firmie wydobywczej. Film oparty jest na pierwszej w historii zbiorowej sprawie sądowej o molestowanie seksualne, znanej jako „Sprawa Jenson przeciwko Eveleth Taconite Co.”.
Wśród filmów poruszających temat walki kobiet o swoje prawa jednym z najbardziej sugestywnych pozostaje „Opowieść podręcznej” (The Handmaid’s Tale) – ponure lustro przyszłości, w której wolność kobiet została systemowo zniszczona. Ten film jest fikcją – ale do jakiego stopnia? Margaret Atwood, autorka powieści, na której go oparto, wielokrotnie podkreślała, że jej antyutopia opiera się na prawdziwych historycznych okropnościach – od przymusowych porodów w Rumunii za czasów Ceau?escu, poprzez przemoc polityczną w Argentynie – aż po współczesne represje wobec kobiet w Afganistanie.
Jednak dzisiaj mówimy o historiach konkretnych kobiet, które nie tylko wyobrażały sobie wolność, ale odważnie o nią walczyły. W tym zestawieniu znajdziecie filmy oparte na autentycznych wydarzeniach. To opowieści o buntowniczkach, które rzuciły wyzwanie systemowi, o bohaterkach, które nie milczały w obliczu niesprawiedliwości. Każdy z tych filmów to nie tylko fascynująca fabuła, lecz także przypomnienie: wasz dzisiejszy wybór, głos i prawa zostały okupione ich odwagą.
One już zrobiły krok. A Ty?
1. „Droga Glorii” (The Glorias, 2020)
To gotowy podręcznik historii feminizmu, a także inspirująca opowieść o tym, jak kobieta może zmienić bieg historii.
Film jest biograficznym dramatem o życiu Glorii Steinem, legendarnej feministki, dziennikarki i aktywistki. Pokazuje jej drogę – od dzieciństwa naznaczonego seksizmem, przez walkę o prawa kobiet w latach 60. i 80. XX wieku, aż po współczesny aktywizm. W roli głównej występuje Julianne Moore, a sceny z jej przemówieniami są prawdziwą duchową ucztą. Film jest pełen energii walki i aktualnych idei. Po jego obejrzeniu masz ochotę stworzyć własny ruch feministyczny.
2. „Służące” (The Help, 2011)
Historia o kobiecej solidarności w realiach segregacji rasowej w USA. Dlaczego warto poznać ją właśnie teraz? Bo pokazuje, do czego zdolne są kobiety, gdy się zjednoczą, współczują i myślą kreatywnie.
Tamtym kobietom, ciemnoskórym służącym z południa Stanów Zjednoczonych lat 60., nie wolno było siedzieć przy jednym stole z „panami”, korzystać ze wspólnej toalety i tych samych sztućców, choć to właśnie one opiekowały się białymi dziećmi, karmiły je i ocierały im łzy.
Odważna blondynka Skeeter postanawia jednak napisać szczerą książkę o tym, co kryje się za zamkniętymi drzwiami amerykańskich domów. Ona i ciemnoskóra gospodyni Aibileen będą musiały zaryzykować wszystko. W walce o równouprawnienie Skeeter może stracić przyjaciółki, miłość i status społeczny, a Aibileen – życie.
3. „Oskarżeni” (The Accused, 1988)
Poruszający dramat o kobiecie, która przeżyła zbiorowy gwałt i upokorzenie w czasach gdy takie przestępstwo wywoływało u wielu mężczyzn jedynie szyderczy uśmiech. Jednak Sara znalazła w sobie siłę, by się pozbierać i walczyć. Przestępcom wymierzono śmieszną karę za chuligaństwo, ponieważ ich adwokaci twierdzili, że to ofiara sprowokowała mężczyzn.
Tyle że prokuratorem w tej sprawie też jest kobieta, na dodatek osoba empatyczna i pryncypialna. Wspiera Sarę i razem udaje im się przekonać ławników, że gwałciciele zasługują na surową karę. Sara staje się symbolem walki z praktyką obwiniania i piętnowania ofiar męskiej przemocy.
4. „Gdyby ściany mogły mówić” (If These Walls Could Talk, 1996)
Telewizyjny dramat złożony z trzech nowel, które pokazują losy trzech kobiet w różnych momentach amerykańskiej historii (lata 50., 70. i 90.), stających w obliczu niechcianej ciąży i decydujących się na aborcję.
Ten film uświadamia, jak bardzo zmieniało się podejście społeczeństwa i władzy do aborcji – od całkowitego jej zakazu po legalizację. Porusza kwestię walki z uprzedzeniami moralnymi i prawem kobiet do wyboru. Pokazuje również wpływ prawa na życie ludzi i osamotnienie kobiet w sytuacjach granicznych.
Dlaczego to film aktualny? Obecnie w Polsce, ale także w Stanach Zjednoczonych, gdzie wiele stanów ponownie ograniczyło aborcję, ta historia nabiera nowego znaczenia. Bo uświadamia nam, że walka kobiet nigdy się nie kończy, a prawa, które sobie wywalczyły, znowu mogą zostać im odebrane.
5. „Kwiat pustyni” (Desert Flower, 2009)
Biograficzna historia Waris Dirie z Somalii, która jako trzyletnia dziewczynka została poddana obrzezaniu, a w wieku 13 lat uciekła z domu przed przymusowym małżeństwem. Dziewczynka samotnie przemierza pustynię, dociera do Mogadiszu, a stamtąd przenosi się do Londynu. W wielkim mieście dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności udaje się jej zostać topową modelką. Jednak przeszłość nie daje jej spokoju, więc zostaje ambasadorką ONZ walczącą przeciwko obrzezaniu kobiet. Opowiada światu o barbarzyńskości i szkodliwości tej praktyki, pisze książkę i zakłada własną fundację.
6. „Sufrażystka” (Suffragette, 2015)
Film o walce o prawa wyborcze, które kobiety w wielu krajach europejskich uzyskały sto lat temu.
Początkowo próbowały przekonać mężczyzn do przyznania im prawa głosu pokojowymi metodami. Gdy zrozumiały, że to nie działa, zaczęły stosować bardziej radykalne metody. Uczestniczki ruchu sufrażystek organizowały zamieszki, trafiały do więzień, gdzie odmawiały przyjmowania posiłków, przerywały publiczne wystąpienia polityków, organizowały masowe wiece, wzywając do walki o swoje prawa, nawet jeśli groziło to utratą życia. Doświadczenia głównej bohaterki pokazują, przez co musiały przejść Angielki, by w końcu uznano, że nie są gorsze od mężczyzn.
7. „Wielkie oczy” (Big Eyes, 2014)
Film Tima Burtona o tym jak Margaret Keane, utalentowana, ale nieśmiała artystka, wpada w pułapkę norm społecznych lat 50. i 60. Mąż Margaret, Walter – charyzmatyczny, lecz ze skłonnościami do manipulacji – przywłaszcza sobie jej obrazy, przekonując świat, że to on jest autorem kultowych dzieł z postaciami o wielkich oczach.
Margaret jest w nieciekawej sytuacji, uzależniona od Waltera finansowo i emocjonalnie – ponieważ społeczeństwo tamtych czasów nie traktuje poważnie kobiet artystek. Musi milczeć, patrząc, jak jej twórczość przynosi sławę i pieniądze innej osobie. Nawet gdy styl „big eyes” staje się już światowym fenomenem, ona wciąż pozostaje w cieniu.
Na szczęście mąż bohaterki popełnia szereg błędów, po których Margaret budzi się i zaczyna działać, decydując się na ujawnienie prawdy. To już nie jest tylko walka o prawo do własnej twórczości. To bunt przeciwko systemowi, który poniża kobiety.
8. „Daleka północ” (North Country, 2005)
Dramat o górniczce, która wystąpiła przeciwko seksizmowi i molestowaniu seksualnemu w miejscu pracy, ze świetną rolą Charlize Theron.
W latach 70. Josey Aimes, młoda matka dwójki dzieci, ucieka od męża, który ją bije, i wraca do rodziców w Minnesocie. Trudno jej znaleźć dobrze płatną pracę, więc zatrudnia się w kopalni. Jednak tam, podobnie jak inne górniczki, spotyka się z molestowaniem seksualnym i przemocą mężczyzn, którzy uważają, że dla kobiet nie ma miejsca na kopalni.
Zbuntowana Josey wszczyna postępowanie sądowe przeciwko firmie wydobywczej. Film oparty jest na pierwszej w historii zbiorowej sprawie sądowej o molestowanie seksualne, znanej jako „Sprawa Jenson przeciwko Eveleth Taconite Co.”.
Anna J. Dudek: – Serial „Dojrzewanie”, który opowiada historię młodego nastolatka oskarżonego o zabójstwo koleżanki, wstrząsnął opinią publiczną. To serial o incelach?
Michał Bomastyk: – To zbyt duże uproszczenie. Przyklejanie etykiety incela dojrzewającemu chłopakowi może mieć negatywne konsekwencje dla jego funkcjonowania w przyszłości, także dla zdrowia psychicznego.
Główny bohater nie był członkiem subkultury inceli. Rzeczywiście uważał, że dla dziewczyn jest nieatrakcyjny, ale mówimy o 13-latku, któremu takie rozterki towarzyszą. Czy to jest podstawa, by nazywać go incelem? Mam poczucie, że nie.
Kiedy patrzę na głównego bohatera serialu, widzę mizoginię i traktowanie kobiet przedmiotowo, co jest niedopuszczalne. To efekt działania patriarchatu na młodego chłopaka, który na naszych oczach się radykalizuje i praktykuje nienawiść wobec kobiet. Incele również to robią – nienawidzą kobiet i są agresywnymi mizoginami. Pamiętajmy jednak, że każdy incel nienawidzi kobiet, natomiast nie każdy mizogin jest incelem.
Michał Bomastyk. Zdjęcie: Materiały prasowe
Określenie „incel” pojawia się bardzo często w kontekście chłopców, chłopaków i młodych mężczyzn. Co dokładnie oznacza?
No właśnie: to, że ono się pojawia, nie znaczy jeszcze, że ci chłopcy czy mężczyźni są incelami.
Incelami są faceci funkcjonujący w tzw. manosferze – „męskiej sferze”, w której nie ma miejsca dla kobiet, ponieważ incele ich nienawidzą. Ale nienawidzą też mężczyzn, którzy mają sylwetkę chada, czyli wysokiego, przystojnego, z widocznymi kośćmi policzkowymi i zarostem. Incele to mężczyźni skupieni w internetowej subkulturze, dobrowolnie decydujący się na rezygnację z uprawiania seksu z kobietami ze względu na swój wygląd, sytuację życiową, stan zdrowia czy sytuację ekonomiczną i społeczną.
To mężczyźni nazywający siebie „przegrywami”, którzy mówią, że dla nich życie już się skończyło i jest to swoisty game over, ponieważ są niezdolni do znalezienia partnerki i romantycznego życia. Obwiniają o to kobiety i mężczyzn, którzy incelami nie są.
Ale incele nienawidzą też patriarchatu, ponieważ w ich ocenie nagradza on mężczyzn uchodzących za „samców alfa”
Incele są więc mężczyznami tworzącymi własną, hermetyczną, zamkniętą społeczność, do której bardzo trudno się dostać i w której nie ma miejsca dla mężczyzn uprawiających seks. I rzecz jasna dla kobiet, gdyż zdaniem inceli zasługują one na wszystko, co najgorsze. Dlatego odpowiadając na pierwsze pytanie nie powiedziałem, że „Dojrzewanie” jest serialem o incelach. Natomiast z pewnością pojawiają się w nim incelskie praktyki.
Mówi się o kryzysie męskości, który ma wynikać z silnej emancypacji kobiet i zmiany postrzegania „klasycznej” męskości, czyli tej, w której mężczyzna płodzi syna, sadzi drzewo i stawia dom. Wszystko to w patriarchalnym sosie. Na czym ten kryzys polega i czy to aby na pewno kryzys? A może to po prostu dziejąca się na naszych oczach zmiana?
Myślę, że mówienie o kryzysie jest niewskazane, ponieważ pokazujemy wtedy, że męskość rozumiana klasycznie jest zagrożona i właśnie „jest w kryzysie”. Paradoksalnie więc mówienie o „kryzysie męskości” wzmacnia patriarchalny przekaz, bo żałuje się w jakiś sposób tego klasycznego wzorca. Tymczasem to dobrze, że ten wzorzec się zmienia. Zamiast więc mówić: „kryzys męskości” proponuję zwrócić się ku „zmianie męskości” albo „redefinicji męskości”.
To pokazuje, że mężczyźni rzeczywiście dostrzegają potrzebę zmiany i odejścia od klasycznego, patriarchalnego paradygmatu. Istnieje ryzyko, że jeżeli będziemy utrzymywać, że ten „kryzys” istnieje, to taki przekaz będzie sugerował, że z mężczyznami jest coś nie tak. A to nie jest narracja włączająca
Dla mężczyzn to „dobra zmiana”? Taka, która przychodzi z łatwością?
Musimy podkreślić, że niektórzy mężczyźni nie chcą zmian w obszarze męskości i poszukiwania dla niej nowych definicji czy strategii. I to najprawdopodobniej ci mężczyźni wierzą w „kryzys męskości”, ponieważ dotychczasowa wizja męskości (ta patriarchalna), która była im bliska i do której zostali zsocjalizowani, nagle się rozpada, a poczucie ich męskiej tożsamości zaburza się i destabilizuje. Wtedy rzeczywiście ci mężczyźni mogą być w kryzysie, bo zmiana patriarchalnego wzorca zapewne jest dla nich niewygodna i burzy ich poczucie komfortu. I teraz naszym – osób zajmujących się prawami człowieka i równym traktowaniem – zadaniem jest pokazywanie tym mężczyznom, że nie muszą postrzegać dekonstrukcji patriarchalnego wzorca męskości jako zagrożenia czy kryzysu ich samych, a właśnie jako punkt zwrotny dla ich męskiej tożsamości, która już nie musi być zwarta z hegemonią odartą z czułości i wrażliwości.
Wraz z fundacją Instytut Przeciwdziałania Wykluczeniom prowadzisz telefon zaufania dla mężczyzn, angażujesz się także w działania równościowe. Z czym najczęściej dzwonią chłopcy i mężczyźni?
Owszem, dzwonią do nas mężczyźni w kryzysie, ale to jest kryzys zdrowia psychicznego. Dlatego chcą porozmawiać z psychologiem – by otrzymać pomoc i wsparcie. Mężczyźni są różni, więc i tematy, z którymi dzwonią, są różne. Widać jednak bardzo wyraźnie, że to są rozmowy dotyczące relacji z partnerką, dzieckiem, drugim mężczyzną. Ale są to też rozmowy mężczyzn będących w kryzysie suicydalnym. Najważniejsze dla nas jest to, by mężczyzna, który dzwoni, otrzymał pomoc. My odczuwamy wdzięczność wobec każdego takiego mężczyzny. Wdzięczność za to, że uwierzył, że proszenie o pomoc jest męskie.
Gdybyś miał określić najważniejszą zmianę, którą obserwujesz w różnicach pokoleniowych – weźmy „boomerów”, „millenialsów” i „zetki” – to na czym miałaby ona polegać?
Odpowiadając na to pytanie powinniśmy każde pokolenie rozpatrzeć osobno i wskazać na to, jaką męskość (re)produkują czy performują mężczyźni „boomerzy”, „millenialsi” i ci z „pokolenia Z”. Powiedziałbym jednak, że różnica między „boomerami” a „millenialsami” to przede wszystkim podejście do roli ojca. Faceci z „pokolenia millenium” nierzadko noszą w sobie traumy związane z wychowaniem ich przez ojców i chcą się od tych praktyk, których jako dzieci doświadczyli, odciąć. I inaczej wychowywać swoje dzieci, stawiając na czułość, opiekuńczość i obecność w ich życiu.
A „zetki”?
Myślę, że możemy tutaj mówić o projektowaniu męskości – poszukiwaniu jej nowych form, redefiniowaniu skostniałych i hermetycznych wzorców męskości, funkcjonujących w modelu patriarchalnym
Nie oznacza to jednak, że młodzi mężczyźni z „pokolenia Z” uwolnili się od toksycznego patriarchatu, ponieważ oni również są socjalizowani do męskości najbardziej pożądanej w męskocentrycznym modelu, czyli męskości hegemonicznej. Wydaje się jednak, że „zetki” potrafią się tym krzywdzącym normom postawić i z nich rezygnować dużo łatwiej niż „millenialsi”. Ale to nie znaczy, że faceci z „pokolenia Z” nie są zagrożeni radykalizacją. Skoro są obarczeni patriarchatem, to istnieje ryzyko, że zdecydują się pójść tą „drogą męskości”, a to z kolei może prowadzić do negatywnych konsekwencji.
A „toksyczna męskość”? Co oznacza? Czy wpisują się w nią młodzi mężczyźni określani jako incele?
Mówisz: „określani jako incele”, a to incele sami siebie tak określają. To, że ktoś ich tak określa, nie znaczy, że nimi są. To ważne. A odpowiadając na pytanie: z całą pewnością tak. Manosfera i zachowania mężczyzn należących do społeczności inceli wpisują się w kategorię toksycznej męskości, i to w najgorszym wydaniu – obrzydliwej mizoginii. Powiem jednak, że tu też jest widoczna ogromna krzywda patriarchatu, która inceli dotyka. Bo uwierzyli, że są niewystarczający, nieatrakcyjni, niepotrzebni i cały świat ich nienawidzi dlatego, że przegrali swoje życie. Uważam, że taką skrzywioną wizję siebie mają właśnie za sprawą patriarchatu, który ich skrzywdził, zranił. I teraz oni sami krzywdzą kobiety, nienawidząc ich.
Kadr z serialu. Zdjęcie: Materiały prasowe
Skoro zostali skrzywdzeni, to czy potrzeba w podejściu do tego zjawiska empatii, czułości?
Nie chcę ich usprawiedliwiać, ponieważ mizoginia w żaden sposób nie może być usprawiedliwiana. Natomiast chcę pokazać działanie patriarchalnego mechanizmu. W wyniku jego funkcjonowania obrywają wszyscy, incele też.
A czym jest toksyczna męskość? To wzorzec sprzedawany młodym i dorosłym mężczyznom, zgodnie z którym wmawia im się, że mogą być przemocowi, agresywni, gniewni, hiperseksualni, że mogą traktować kobiety przedmiotowo i że dzięki temu będą prawdziwymi mężczyznami – samcami gotowymi podbijać świat.
Chciałbym podkreślić, że już decydując się na użycie terminu „toksyczna męskość”, powinniśmy wskazywać na toksyczne zachowania, nie zaś dawać do zrozumienia, że wszyscy mężczyźni w patriarchalnym modelu mają ukrytą toksyczną esencję. Bo taka perspektywa jest sama w sobie toksyczna: zachowania toksyczne – tak, męskość sama w sobie – nie.
Wróćmy do „Dojrzewania”. Jakie wrażenie na Tobie, badaczu męskości, zrobił ten serial? Zaskoczył cię?
Nie, ponieważ długo już przyglądam się funkcjonowaniu społeczno-kulturowych norm męskości i wzorców męskości.
Natomiast wiem, że ten serial może zaskakiwać i szokować. I ja się bardzo cieszę, że tak jest. Bo ten serial nie jest o incelach. On jest o chłopcu, który nie został włączony w równościową zmianę i w procesie wychowania jako chłopiec był socjalizowany do tradycyjnej męskości. Efekt znają te osoby, które serial obejrzały.
Jest to więc serial o tym, by chłopców włączać, mówić im o uczuciach, o tym, że nie muszą nigdy udawać „prawdziwych mężczyzn” – że mogą płakać, mogą być wrażliwi, mogą być wolni od etykiet męskości
Ale to też serial o tym, że dziewczyny nie powinny etykietować facetów, że są mało męscy i jako mężczyźni „nie stają na wysokości zadania”. Męskość nie jest jednorodna. Męskość jest różnorodna, czuła i empatyczna. Potraktujmy ten serial jak przestrogę, że musimy poważnie myśleć o chłopcach i uczyć ich feministycznych wartości. By kierowali się wartościami, które na pierwszym miejscu stawiają równość i prawa człowieka, nie zaś mizoginię i przemoc.
To właśnie od tego – od piękna, które trwa, od kobiecości, która nie znika nawet pod ostrzałem, i od wewnętrznej siły, która pachnie perfumami – rozpoczęła się nasza rozmowa.
Rymma Ziubina w Warszawie. Zdjęcie: Sestry
Teraz wszyscy jesteśmy tacy prawdziwi
Diana Balynska: – Co dzisiaj oznacza dla Pani być piękną?
Rymma Ziubina: – Być prawdziwą. Cieszę się, że standardy typu: „90-60-90” nie dominują już tak bardzo. Na początku wojny często mówiono mi: „Wszyscy jesteście teraz tacy prawdziwi”. I to prawda. Łzy w kadrze, kiedy są prawdziwe, widać od razu. Nie da się ich pomylić ze sztucznymi. I właśnie w tej szczerości tkwi prawdziwe piękno.
Czy dbanie o siebie, ta „czerwona szminka”, pomaga nam, kobietom, w sytuacjach kryzysowych?
Oczywiście! Dbanie o siebie, higiena – to pierwsze, o czym mówili psychologowie od początku inwazji. Jeśli nie brałaś prysznica od trzech dni, to jest to niepokojący sygnał. I to nie dlatego, że nie masz dostępu do wody, ale dlatego, że leżysz i nie możesz nic zrobić – a to objaw depresji. Dbanie o siebie to forma samoorganizacji. Oznacza, że przynajmniej coś kontrolujesz. To działanie, a działanie to życie.
Poza tym w każdej sytuacji pozostajesz kobietą. Pamiętam, jak byłam już w szlafroku, gdy rozległ się alarm. Zamierzałam założyć piżamę, ale zdecydowałam: nie, potrzebuję czegoś, w czym w razie czego będę mogła wybiegnąć. I najładniejszej bielizny – tak na wszelki wypadek... Zajrzałam do koszyka i zaczęłam przeglądać: „To? Nie. O! To już lepiej”.
Na Majdanie, gdy było strasznie, miałam tę samą zasadę: tylko najlepsza bielizna, żeby nikt nie śmiał powiedzieć, że na Majdanie są same bezdomne i „ubogie” kobiety – jak pisały rosyjskie media. To taka cienka granica między śmiesznym a strasznym
Jest jakaś rzecz czy rytuał, bez których nie wychodzi Pani z domu?
Perfumy. Bardzo kocham perfumy. Nawet w walizce ewakuacyjnej miałam dokumenty, maski z czasów pandemii, szminkę nie zawsze – ale i perfumy, które były tam obowiązkowo. Wciąż je zmieniam. Kocham nowe zapachy, eksperymenty.
Skoro mówimy o pięknie w czasach wojny: co dla Pani oznacza wygląd zewnętrzny i wewnętrzna siła?
Piękno to działanie. Nie wygląd zewnętrzny, nie piękne słowa, ale czyny. Tak jak miłość – nie jest rzeczownikiem, ale czasownikiem. Działanie i słowo. Kochać to działać. Tak samo jest z pięknem – to autentyczność i siła ducha.
Wspieram ukraińskich producentów, którzy dbają o naszą zewnętrzną urodę, ponieważ to, jak obecnie działa produkcja w warunkach wojny, również świadczy o niezłomności. Na przykład bardzo lubię i wspieram firmę Wiosna, która produkuje kosmetyki na bazie naszych ukraińskich ziół. Wszystko jest wytwarzane w Ukrainie, w warunkach zatrzymania produkcji podczas przerw w dostawach prądu i alarmów powietrznych. Po nieprzespanych nocach, po ostrzałach i bombardowaniach dziewczyny przychodzą rano do pracy i pracują. Właścicielka Wiosny, Inna Skarżyńska, jest mamą czworga dzieci; podczas wojny adoptowała jeszcze jednego chłopca. Jej sklepik i zakład w Buczy zostały doszczętnie zniszczone przez rosyjskich żołnierzy. A ona wszystko odbudowała, tyle że już we Lwowie.
To jest właśnie piękno.
Piękno ludzi, którzy szyją, pieką chleb, robią najsmaczniejszą pizzę we Lwowie – kiedy mężczyźni są na froncie lub właśnie z niego wrócili
Ostatnie wzruszające pokazy Ukrainian Fashion Week w Kijowie, kiedy na wybieg wyszli chłopcy po amputacjach i z protezami, były o tym samym. To nasi bohaterowie, którzy za cenę własnego zdrowia dają nam spokojne życie. Musimy brać pod uwagę wasze potrzeby – w modzie, architekturze, życiu codziennym.
Niedawno do naszego Lwowa, do Teatru Narodowego im. Marii Zańkowieckiej, przyjechali chłopcy, którzy przechodzą rehabilitację w centrum SuperHumans. Przygotowywaliśmy się do ich wizyty, przegadaliśmy szczegóły – czy jest podjazd, gdzie będzie im wygodniej siedzieć, gdzie ustawić wózki inwalidzkie.
Z weteranami z SuperHumans. Zdjęcie: archiwum prywatne
Już w 1995 roku, na festiwalu teatralnym w Edynburgu, widziałam, jak pierwsi w sali pojawili się ludzie na wózkach inwalidzkich. Przygotowano dla nich specjalne miejsca, i to nie z boku, skąd kiepsko widać, ale w środku pierwszego rzędu. Na świecie to działa od dawna, nie trzeba niczego wymyślać. Tyle że trzeba to zrobić pilnie.
Twarz bez zbędnych manipulacji
Czy rozumienie piękna się zmieniło? Obecnie często kojarzy się piękno z ingerencją – botoksem, wypełniaczami, plastyką...
Mamy tu dobre światło, możesz mnie sobie obejrzeć [śmiech]! Jest nawet anegdota wśród filmowców: „Słyszałem, że się ożeniłeś. Żona jest ładna?” – „To zależy, jak ustawić światło”.
Sama nie uciekam się do manipulacji estetycznych – trzymam się do ostatniej kropli krwi. Nie obiecuję, że tak będzie przez całe życie, ale na razie nie czuję takiej potrzeby.
Nawiasem mówiąc, na stronach castingowych, gdzie poszukuje się aktorek, coraz częściej pojawia się fraza: „Twarz bez zbędnych manipulacji”. To oczywiście kwestia indywidualnego wyboru kobiety. Ale jest też strona finansowa. Jeśli kobieta dokonuje darowizn, to mimowolnie sobie przelicza [koszty takich zabiegów]: jeden „zastrzyk” to trzy-pięć tysięcy hrywien. A potem znowu. Teraz jest to więc również kwestia priorytetów.
Jak postrzega Pani swój wiek? Czy Pani nastawienie do siebie zmienia się z upływem lat? Spotkała się Pani z przejawami ageizmu w swojej profesji?
W wieku 36 lat miałam już na koncie trzy role babci [śmiech]. Potrzebne do nich były twarze medialne, a wtedy takich twarzy nie było zbyt wiele. Ale ogólnie podchodzę do swojego wieku zupełnie spokojnie. Nie próbuję wskoczyć do ostatniego wagonu i sztucznie zatrzymać czas. Moje podejście do życia zmienia się, podobnie jak moje pragnienia.
Kiedy miałam 25 lat, wydawało mi się, że można zmienić świat – nawet poprzez zawód aktora. Dzisiaj już wiem, że nie
Chociaż... Dzisiaj podeszła do mnie kobieta i powiedziała: „Dwa lata temu, po rozwodzie, byłam całkowicie załamana. Spotkanie z panią tak mnie zainspirowało, że ponownie wyszłam za mąż”. Takie chwile są bardzo wzruszające.
Jeśli chodzi o ageizm – oczywiście, że istnieje. Obecnie mam niewiele ról filmowych, ponieważ nie gram młodych kobiet, a ról dla kobiet w moim wieku w kinie jest niewiele – nie tylko w Ukrainie, ale i na całym świecie. Jeśli Sharon Stone mówi, że w Hollywood po 45. roku życia nie piszą już dla ciebie scenariuszy i nie kręcą cię, to co ja mogę powiedzieć? Na szczęście jest teatr, w którym jestem potrzebna.
W garderobie. Zdjęcie: Disy Garby
Wiele starszych Ukrainek, które wyjechały do Polski, również spotyka się z ageizmem. Co by Pani poradziła takim kobietom, które po przeprowadzce, utracie kariery, części swojej tożsamości nie mogą odnaleźć siebie?
Nie mam już zbyt wielu rad. Trudno doradzać, kiedy się nie doświadczyło czegoś samemu. Ale widzę, że nawet w Ukrainie niektóre firmy zaczynają doceniać pracowników w starszym wieku. Tłumaczą swój wybór na korzyść pań po pięćdziesiątce tym, że oprócz doświadczenia zawodowego w tym wieku kobieta koncentruje się już na pracy, podczas gdy młodą dziewczynę czeka jeszcze małżeństwo, narodziny dzieci – co dla pracodawcy oznacza urlopy macierzyńskie, zwolnienia lekarskie, nieobecności w pracy.
Pamiętam siebie jako młodą pracującą mamę: dziecko ma gorączkę, a ja całuję je, ale biegnę do teatru. Biegnę i płaczę, bo rozumiem, że żadne przedstawienie nie jest tego warte. Ale idę, bo czuję się zobowiązana. Bo nie mogę jeszcze stawiać warunków i odwoływać przedstawień.
Jestem przekonana, że 50 lat to wspaniały czas, by przypomnieć sobie o sobie, o swoich niespełnionych marzeniach. Jeśli twój zawód pokrywa się z hobby, tak jak u mnie, to jest to dar
Jednak wiele kobiet całe życie poświęca tylko pracy i dlatego zapomniały, czego kiedyś chciały. A warto sobie przypomnieć: „Marzyłam, by nauczyć się włoskiego” albo: „Kiedyś chciałam tańczyć”. I warto to zrobić. Nawiasem mówiąc, serial „Lusia stażystka”, w którym zagrałam, jest hymnem kobiet po 50. Pod koniec 2021 roku otrzymałam nawet nagrodę za ten projekt, która nosi nazwę „Precz ze stereotypami roku”.
Wojna to nie tylko czołgi i zgliszcza
Często bywa Pani za granicą. Czy można tam jakoś rozpoznać Ukrainkę na ulicy wśród innych kobiet?
Wie pani, podczas podróży ze mną jest jak ze sportowcami, którzy widzą tylko lotniska, hotele i halę sportową. Ja mam tak samo, tylko zamiast hali sportowej jest sala kinowa albo teatralna [śmiech]. Ale przypomniało mi się, jak nasz ukraiński kierowca we Włoszech, gdzie kręciliśmy „Gniazdo gołębicy”, a w kadrze było może z dziesięć ukraińskich dziewczyn, podszedł pod koniec zdjęć: „Pani Rymmo, ja pani nie rozpoznałem! Jest pani dokładnie taka, jak te dziewczyny, które co tydzień tu wożę – tak samo ubrana, z taką samą torebką”. To był komplement – że jestem prawdziwa, jak ta emigrantka zarobkowa, którą gram w filmie. I nie chodzi nawet o ubranie. W filmie, w tych scenach z pierwszego okresu bohaterki we Włoszech, mam nawet inne oczy.
Oczy nas zdradzają. Spojrzenie. Smutek. Przerażenie. Niepewność. Nie chcę nikogo obrazić. Chcę tylko, żeby oczy Ukrainki błyszczały ze szczęścia.
Podczas wystąpienia publicznego. Zdjęcie: Ołeksandr Senko
A gdyby dzisiaj musiała Pani zagrać migrantkę zarobkową, to jak wyglądałaby ta postać?
Bardzo podobnie. Już wtedy pytano mnie: „Przeżyła pani coś takiego?”. A ja odpowiadałam: „Tak, częściowo”. Samotność, zwątpienie, nieporozumienia w rodzinie, poczucie, że nikt nie potrzebuje twojego zawodu... To wszystko było w moim życiu. Teraz ten obraz stał się tylko bardziej bolesny.
Po „Gnieździe gołębicy” były propozycje, by grać emigrantki zarobkowe, ale odmawiałam, bo to powielanie roli. A dla mnie ważne jest odkrywanie czegoś nowego w sobie i dla widza.
Zaproponowano mi też zagranie współczesnej historii: kobiety, która na własne oczy widziała rozstrzelanie dziecka, przeżyła traumę psychiczną... Odmówiłam, ponieważ moim zdaniem przed taką rolą trzeba przejść pewne przygotowania – porozmawiać z psychologami, pobyć w klinice, wczuć się. A zdjęcia miały rozpocząć się tydzień po przeczytaniu przeze mnie scenariusza.
Czy filmy o emigracji są teraz na czasie?
Absolutnie. Ale trzeba zrozumieć, że są różne takie filmy, tak jak filmy o wojnie. Wojna to nie tylko czołgi, lotnictwo, ruiny. To także kobieta w obcym kraju – bez języka i pracy. I dziecko, które widziało wojnę. Najgłębsze dzieła sztuki zawsze opowiadają o małym człowieku na tle wielkiej tragedii.
Jakiego kina potrzebują dziś widzowie?
Ukraińskiego. Widz naprawdę chce oglądać nasze historie, naszych aktorów, słyszeć nasz język. Jako członkini akademii filmowej obejrzałam wszystkie filmy, które powstały w ostatnich latach, by móc wybrać laureatów nagrody „Złoty Bączek”. Obecnie jest bardzo mało pełnometrażowych filmów fabularnych. Ale nawet te, które są, różnią się gatunkowo – są i dramaty, i komedie.
Mamy potężne kino dokumentalne, które prezentujemy na światowych festiwalach filmowych. Jednak współczesnych ukraińskich filmów fabularnych, które warto byłoby pokazać światu, jest na razie tylko kilka
A jak zmienił się teatr w czasie inwazji?
Teraz działa już zupełnie inaczej. Wpływa na to wszystko: odległość od linii frontu, alarmy powietrzne, godziny policyjne. Na przykład w Użhorodzie, gdzie ani przez jeden dzień nie było godziny policyjnej, spektakle zaczynają się o 19:00, jak wcześniej. Natomiast w Kijowie Teatr im. Iwana Franki gra już o 15:00 lub 17:00.
W Charkowie, Sumach i Chersoniu sytuacja jest krytyczna: przedstawienia odbywają się tylko w schronach. W Charkowie teatry dosłownie walczą o przetrwanie. Same opłacają wynajem pomieszczeń w schronach, a ludzie otrzymują 25% stawki, czyli mniej niż 100 dolarów miesięcznie.
Nie zawsze możemy zaplanować repertuar. Jeśli aktor jest w rezerwie, to gra. Jeśli przychodzi wezwanie, to dziś jest jeszcze na scenie, a jutro już nie.
Zdjęcie: Jurij Mechitow
Podczas alarmów powietrznych przerywamy przedstawienie, czekamy w schronie, a potem zaczynamy grać od tej minuty, w której przerwaliśmy. Nie zawsze jednak jest możliwość, by po zakończeniu alarmu dokończyć przedstawienie tego samego wieczoru. W końcu przez ostatnie dwa tygodnie w Ukrainie alarmy powietrzne trwały po 8 godzin. I to jest to, czego można się spodziewać po Rosjanach nie tylko w nocy.
Jeśli widzimy, że ludzie nie zdążą wrócić do domu przed godziną policyjną, przenosimy przedstawienia na inny dzień. A wyjazdy na tournee to w tej chwili dla teatru ogromne ryzyko finansowe.
We Lwowie, w naszym Teatrze im. Marii Zańkowieckiej, przed rozpoczęciem spektaklu puszczaliśmy komunikat z prośbą o wyłączenie telefonów komórkowych. Teraz taki komunikat zaczyna się słowami: „Chwała Ukrainie!”, a sala odpowiada: „Chwała bohaterom!” A potem informujemy: „W przypadku alarmu powietrznego zatrzymamy przedstawienie, a administratorzy pomogą wam zejść do schronu”. Dopiero wtedy zaczyna się przedstawienie. I niezależnie od tego, o czym ono jest, po spektaklu wychodzimy, by się ukłonić, i mówimy: „Nasze ciepłe spotkania są możliwe tylko dzięki Siłom Zbrojnym Ukrainy”. Bo w sali i na scenie znajdują się ludzie, których bliscy są na froncie: synowie, córki, mężowie, bracia, siostry, rodzice. Po każdym spektaklu w Teatrze imienia Zańkowieckiej ogłaszamy ze sceny zbiórkę datków.
W czym dziś odnajduje Pani wewnętrzne oparcie?
– W ludziach, i to nie tylko w znajomych. Mogę spotkać kogoś na ulicy, a ta osoba powie mi, że ją wsparłam – filmem, występem, słowem. Takie spotkania zdarzają mi się w chwilach zwątpienia. I to właśnie one dodają mi otuchy.