Exclusive
20
min

Oresta Brit, wolontariuszka: Trzeba powstrzymać gangrenę zwaną Rosją

„To od nas zależy zakończenie tej wojny. Nie chcę, by moje dzieci i wnuki przez to przechodziły. Nie chcę żyć w ciągłym oczekiwaniu, że nasz sąsiad znów nas zaatakuje” – Oresta Brit, szefowa Fundacji Charytatywnej BON, o pomocy Siłom Zbrojnym, zmęczeniu wolontariuszy i Ukrainie po zwycięstwie

Nataliia Żukowska

Oresta Brit, wolontariuszka i szefowa Fundacji Charytatywnej BON. Zdjęcie: Kateryna Kriuczkowa

No items found.

Oresta Brit jest wolontariuszką z ponaddziesięcioletnim doświadczeniem, szefową Fundacji Charytatywnej BON i byłą doradczynią generała Walerija Załużnego. Do 2014 roku studiowała na Sorbonie i pracowała jako modelka na paryskich wybiegach. Wróciła do Ukrainy na początku Rewolucji Godności. Mówi po angielsku i francusku, więc kiedy tylko może, mówi obcokrajowcom prawdę o krwawej wojnie w Ukrainie. Była zaangażowana w zarządzanie kryzysowe i przyciąganie zagranicznych inwestycji na Ukrainę. Kiedy rozpoczęła się wojna na pełną skalę, odeszła z biznesu i poświęciła się pomocy ukraińskim siłom zbrojnym.  

Natalia Żukowska: Jesteś wolontariuszką od ponad 10 lat. O co najczęściej proszą Cię wojskowi?

Oresta Brit: Od 2014 do 2016 roku skupiałam się wyłącznie na pomocy Siłom Zbrojnym Ukrainy. Później było mniej próśb o wsparcie ze strony wojskowych, ponieważ to państwo zaangażowało się w proces zaopatrywania wojska. Oczywiście braliśmy również pod uwagę potrzeby ludności cywilnej. Ogólnie rzecz biorąc, fundacja charytatywna była dla mnie hobby w wolnym czasie. Od 2014 roku my, wolontariusze, staliśmy się elastyczni wobec zmian i wyzwań, a nawet nauczyliśmy się przewidywać potrzeby. Pracujemy w wielu dziedzinach.

Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby wspierać państwo w tych trudnych czasach. Łatamy dziury i zaspokajamy najpilniejsze potrzeby, dopóki nie zajmą się tym właściwe instytucje państwowe

Jednak ta działalność charytatywna nie powinna osiągnąć punktu, w którym państwo by na niej pasożytowało. W końcu już dawno powinno działać w trybie wojennym. Tym, co je przed tym powstrzymuje, jest korupcja i niezdrowa rywalizacja. Jeśli chodzi o potrzeby, to większość pieniędzy przeznaczana jest na zakup sprzętu do walki elektronicznej i chipów do dronów FPV [drony z podglądem na żywo – red.]. To właśnie ratuje nasze wojsko na linii frontu. Ciągle pojawiają się prośby o pojazdy - są to materiały eksploatacyjne. Trzeba przyznać, że rosyjska armia robi na skalę przemysłową to, co my wytwarzamy w manufakturach. Tu naprawdę przegrywamy.  

Jaki jest cel i misja Twojej fundacji?  

Dziś pomagamy zarówno armii, jak ludności cywilnej. Misją naszej fundacji jest przyspieszenie zwycięstwa Ukrainy oraz rozpoczęcie działalności kulturalnej i edukacyjnej na całym świecie. BON jest jak społeczność, każdy wolontariusz czuje się odpowiedzialny i zna zakres swoich obowiązków.

Oresta z dziećmi poległych żołnierzy. Zdjęcie: archiwum prywatne

Udzielamy wielu wywiadów zagranicznym mediom w języku angielskim i francuskim. Staramy się propagować właściwą narrację na temat Ukrainy za granicą. Pokazujemy, że to ludobójstwo trwa od setek lat, a nie od 11, zaś metodologia eksterminacji narodu ukraińskiego niewiele się zmieniła. Po prostu tym razem mamy to szczęście, że świat się globalizuje i mamy możliwość relacjonowania wszystkiego, także przez Internet.

Wielu wolontariuszy czuje zmęczenie i wypalenie. Czy wam udaje się tego uniknąć?

Zmęczenie fizyczne i moralne, wypalenie – to wszystko istnieje, ale nie mogę sobie pozwolić na zatrzymanie się, ponieważ robię to, co mnie inspiruje i napędza. Działalność charytatywna to najlepsza nisza, jaką można zająć we współczesnej Ukrainie, zwłaszcza w ostatnich latach. Jeśli chodzi o wypalenie fizjologiczne, to może się ono zdarzyć. Dlatego mamy program, w ramach którego wysyłamy wolontariuszy na kontrole stanu zdrowia. Tyle że taka potrzeba istnieje w przypadku cywilów również w spokojnych czasach.

Dopóki mamy adrenalinę, trzymamy się. Gdy tylko faza wzmożenia ustąpi, będzie nam naprawdę ciężko

Często musisz jeździć na front?

Obecnie moje wyjazdy tam wiążą się z rozwiązywaniem sytuacji kryzysowych lub dostarczaniem rzeczy, których poczta nie przyjmuje. Podróżuję sama. Tylko ja wiem, dokąd jadę i kiedy.

W 2022 r. prawie zginęłaś podczas podróży na linię frontu, to było niedaleko Bachmutu. Co się stało?

Jechałam do naszych żołnierzy i akurat wtedy Rosjanie zaczęli przebijać się na tym odcinku frontu. Gdy tylko dotarłam do celu, rozpoczęła się bezpośrednia walka – czołg i broń strzelecka. To cud, że nie zostałam zastrzelona nie tylko przez Rosjan, ale także przez naszych. Widziałam ich strzelających wzdłuż drogi. Zapytałam: „Gdzie powinniśmy wyskoczyć z samochodu?”. A oni krzyknęli: „Jak to wyskoczyć? Po prostu odjedź stąd!”. To byli szturmowcy, działali za strefą przemysłową Bachmutu. Powrót do miasta pod ostrzałem zajął mi 20 minut, kolejne 40 minut spędziłam jadąc pod ostrzałem do Kostantyniwki.

Nie odechciało Ci się po tym jeździć na front?

Wciąż boję się tym myśleć. Pytanie, czy może nie iść na linię frontu, pojawia się za każdym razem. Jeśli nie ma takiej potrzeby, nie jadę.

Podczas jednej z podróży do Donbasu. Zdjęcie: archiwum prywatne

Jakie historie z frontu najbardziej zapadły Ci w pamięć?  

Szczerze mówiąc, nic mnie już nie zaskakuje ani nie zadziwia. Moje ciało włączyło tryb samoobronny. Straciłam tylu braci i sióstr broni, że cieszę się ze wszystkiego, czym można się cieszyć. Cieszę się każdym spotkaniem, wiedząc, że może być ostatnim.

Moje ciało reaguje tylko na radość i pozytywne emocje. To rodzaj funkcji ochronnej

Jeśli spojrzysz na moje media społecznościowe, zobaczysz, że nie opowiadam tam smutnych historii. Moi wolontariusze jeżdżą na tereny nieokupowane, gdzie nie toczą się intensywne walki. Nie pozwalam im jeździć na linię frontu, ale to oni dostarczają tam pomoc humanitarną.

Jak rodzina reaguje na Twoje wyjazdy na front?

Mam absolutne wsparcie ze strony mojej rodziny. Są cierpliwi i szanują wszystko, co robię. Nie ma żadnego oporu z ich strony. Mój pierwszy wyjazd na front był w lipcu 2014 roku. Mama nie wiedziała, że jadę, a ja sama nie bardzo rozumiałam, dokąd jadę. Moim zadaniem było dostarczenie pomocy humanitarnej do jednostki „Ajdar” i 12. batalionu. Nikt mi nie powiedział, że to wojna. Wszystko zrozumiałam, gdy dotarłam do obwodu ługańskiego. Trochę się bałam, ale było już za późno.  

Kiedyś studiowałaś w Paryżu i planowałaś związać swoje życie z wybiegiem, ale wybrałaś wolontariat. Co wpłynęło na tę decyzję?

Miałam wspaniałą karierę na wybiegu od 14. do 22. roku życia, pracowałam dla bardzo renomowanych agencji w Paryżu. Jednak porzuciłam ją w wieku 22 lat, gdy zdecydowałam się na studia na Sorbonie. Nie da się łączyć pracy modelki ze studiowaniem. Dzięki moim rodzicom nauczyłam się prawidłowo ustalać swoje priorytety.

Jako modelka w Paryżu. Zdjęcie: prywatne archiwum

Co więcej, nigdy nie planowałam zostać Francuzką ani zostać we Francji. Wiesz, wszystko w moim życiu dzieje się we właściwym czasie. Studia za granicą dały mi świetne wykształcenie i kontakty, które są teraz bardzo przydatne. Jestem menedżerką kryzysową. Moją specjalnością jest public relations i mediacja. Teraz z powodzeniem wykorzystuję zdobytą wiedzę do walki z agresorem.

Nigdy nie żałowałam powrotu do Ukrainy. Z biegiem lat zyskałam nowe wspaniałe hobby o nazwie „działalność charytatywna”

Wszyscy zastanawiali się, dlaczego wróciłam, jakby żaden z nich nie zdawał sobie sprawy, jak piękny jest ten kraj, jak wspaniały jest nasz styl życia, jak kolorowe są regiony Ukrainy. I że można pojechać w góry i nad morze, nie opuszczając Ukrainy.

Często komunikujesz się z obcokrajowcami. Co starasz się im przekazać? Jak reagują na to, co słyszą?

Wciąż przegrywamy wojnę informacyjną. Kiedy komunikuję się z zagranicznymi firmami staram się uświadomić im skalę tragedii, której doświadczamy. Chcę, aby nie tylko wszyscy wiedzieli, jak bohaterska jest Ukraina, ale by także zrozumieli na podstawie naszego doświadczenia, jak uniknąć takiej tragedii na własnej ziemi. Bo gangrena zwana Rosją będzie się rozprzestrzeniać, jeśli nie zostanie powstrzymana teraz.

Wszyscy muszą zrozumieć, że wojna jest blisko, a nie gdzieś tam, daleko. To Ukraińcy chronią dziś świat przed wielkim złem i terrorem

I właśnie takie przesłanie udaje mi się przekazywać z Waszyngtonu do Holandii i Francji. Często jestem zapraszana do różnych francuskich programów, bo Francuzi chcą usłyszeć opinię Ukrainki, która nie należy do żadnej partii politycznej.

Spodziewałaś się takiej wojny w środku Europy? Gdzie Cię zastała?

24 lutego byłam na Litwie i rejestrowałam naszą fundację. Natychmiast kupiłam samochód dla Sił Zbrojnych i pojechałam w kierunku Ukrainy.

Nie wiedzieliśmy dokładnie, kiedy to się zacznie, ale wiedzieliśmy, że coś się wydarzy. I teraz czuję to samo, zdając sobie sprawę z katastrofy, która może wydarzyć się w Europie. Formalnie w Ukrainie nie ma wojny, mamy stan wyjątkowy. I przewiduję taki sam stan dla Europy. Nie chodzi o inwazję, ale o zdalne działania wojenne, w tym ataki rakietowe.

Byłaś doradczynią byłego naczelnego dowódcy Ukrainy, generała Walerija Załużnego. Jak mu pomagałaś, nie będąc wojskową?

Nie znam się na taktyce wojennej, ale przez długi czas byłam w bliskim kontakcie z armią. Przez te wszystkie lata zdobyłam wielkie zaufanie wśród wojskowych, co w dzisiejszych czasach jest na wagę złota. To właśnie międzynarodowe zaplecze administracyjne i zaufanie armii sprawiły, że ówczesny Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych uznał, że prawdopodobnie powinnam zostać u niego doradczynią. W rzeczywistości jednak bardzo rzadko się z nim komunikowałam, ponieważ rozumiałam, jak bardzo jest zapracowany. Ale na początku inwazji na pełną skalę zrobił właściwą rzecz: skontaktował mnie z ludźmi odpowiedzialnymi za różne dziedziny. I to właśnie z nimi przez dwa lata trzymaliśmy rękę na pulsie, synchronizowaliśmy zegarki i rozwiązywaliśmy najpoważniejsze problemy. Informowałem głównodowodzącego o naszych osiągnięciach, wyjazdach na linię frontu, ale też trudnościach. Jeśli jakiś problem, który należało rozwiązać, był poniżej poziomu głównodowodzącego, nie szliśmy do niego z tą sprawą. Ale jeśli potrzebowałam jego pomocy, to oczywiście do niego szłam.

Z generałem Załużnym. Zdjęcie: z sieci społecznościowych Oresty Brit

Utrzymujesz kontakt z Załużnym?

Tak, oczywiście. Przyjaźniłam się z Walerijem Fiodorowiczem, a nie z głównodowodzącym. Znam jego żonę i darzę tę parę wielkim szacunkiem i sympatią. Elena jest bardzo przyzwoitą kobietą z poczuciem godności. Stała ramię w ramię ze swoim mężem przez całą wojnę. Jest prawdziwą żoną generała. Nie życzyłabym nikomu tego, przez co oni przeszli. Nie każdy jest w stanie unieść taką odpowiedzialność, taki stres.

Jak wojna Cię zmieniła?

Nie powiedziałabym, że mnie zmieniła. Może pokazała moją wytrzymałość. Nie mogę powiedzieć, że rozkwitłam przez te dwa lata. Wojna uderzyła w nas wszystkich fizycznie i psychicznie. Współczuję tym, którzy doznali objawienia, którzy pewnego ranka musieli się przełamać. Tym, którzy kiedyś kochali Rosję, a teraz jej nienawidzą. Bo nienawiść to destrukcyjne uczucie. Rosjanie zawsze byli dla mnie zupełnie obcym narodem.

Urodziłam się w 1990 roku, a dorosłe życie spędziłem w niepodległej Ukrainie. Nie jestem gotowa niczego zmieniać

Na co powinniśmy się przygotować? Jak długo potrwa wojna?

Wiesz, mamy skłonność do zapominania. Zaczniemy zapominać o tym, co dzieje się dzisiaj, a na to nie można pozwolić. Dzisiejsze wydarzenia powinny zostać wyryte w pamięci wielu pokoleń. Musimy pisać historię właściwie. Musimy ją śledzić i zapobiegać zawłaszczaniu bohaterstwa przez tych, którzy na to nie zasługują. Musimy zrobić wszystko, aby Rosjanie na poziomie genetycznym rozumieli, że Ukraina jest dla nich terytorium tabu i lepiej jej nie tykać. To od nas zależy zakończenie tej wojny. Nie chcę, aby moje dzieci i wnuki przez to przechodziły.

Nie chcę żyć w ciągłym oczekiwaniu, że nasz sąsiad znów nas zaatakuje. Musimy to zmienić

Planujesz mieszkać za granicą czy w Ukrainie?

Mogę mieszkać gdziekolwiek. Najważniejsze dla mnie jest to, by w Ukrainie był porządek. Dziś nie mogę długo przebywać poza Ukrainą, maksymalnie dwa tygodnie. W zeszłym roku pojechałam nad morze, a po dwóch tygodniach dosłownie biegłam z powrotem. Chcę, żeby moje dzieci zobaczyły świat i wszędzie czuły się, jak w domu. Dlatego myślę, że nie ograniczę się do Ukrainy. Mam dość międzynarodową rodzinę i gdziekolwiek będzie ciepło i miło, tam będę. Ale to wszystko stanie się dopiero po naszym zwycięstwie.

Oresta Brit: Jestem przekonana, że większość Ukraińców wróci do domu, a Ukraina stanie się dobrze prosperującym krajem. Zdjęcie: archiwum prywatne

Jak Ukrainę chciałabyś widzieć po wojnie?

Z ideą, tożsamością i bez kompleksu niższości. Chciałbym, żeby była ukraińskojęzyczna, z przyzwoitym poziomem edukacji. I by nie było w niej populizmu. To znaczy, jak we wszystkich cywilizowanych krajach, nie powinniśmy mieć pojęcia, kto jest naszym ministrem i gdzie jest na wakacjach. Naprawdę chcę, aby Ukraina stała się cywilizowana i spełniona. Mamy bardzo bogate zasoby i chciałbym, byśmy je wykorzystywali. Jestem przekonana, że większość Ukraińców wróci do domu, a Ukraina stanie się zamożnym, spokojnym krajem. To nastąpi, ale potrzeba czasu. Dziś musimy się zjednoczyć i pomóc krajowi nie tylko przetrwać, ale i wygrać.

No items found.

Prezenterka, dziennikarka, autor wielu głośnych artykułów śledczych, które wadziły do zmian w samorządności. Chodzi również o turystykę, naukę i zasoby. Prowadziła autorskie projekty w telewizji UTR, pracowała jako korespondent, a przez ponad 12 lat w telewizji ICTV. Podczas swojej pracy odkrył ponad 50 kraów. Ale doskonałe jest opowiadanie historii i analizy uszkodzeń. Pracowała som wykładowca w Wydziale Dziennika Międzynarodowego w Państwowej Akademii Nauk. Obecnie jest doktorantką w ramach dziennikarstwa międzynarodowego: praca nad tematyką polskich mediów relacji w kontekście wojny rosyjsko-ukraińskiej.

Wesprzyj Sestry

Nawet mały wkład w prawdziwe dziennikarstwo pomaga demokracji przetrwać. Dołącz do nas i razem opowiemy światu inspirujące historie ludzi walczących o wolność!

Wpłać dotację
Redakcja Sestry.eu na proteście

Szpital dziecięcy w samym centrum Warszawy nie został przez organizatorów akcji Euromajdan Warszawa wybrany przypadkowo. To miejsce symboliczne. Każdy człowiek na świecie powinien zrozumieć, jakie straszne zbrodnie popełnia Rosja. Zwłaszcza wobec ukraińskich dzieci.

Ці свічки у пам'ять про всіх загиблих в Україні дітей
Znicze upamiętniające dzieci zabite w Ukrainie
Ця інсталяція символізує українських дітей, які щодня стають жертвами російської агресії
Inscenizacja poświęcona ukraińskim dzieciom, które każdego dnia padają ofiarą rosyjskiej agresji

Protestujący przyszli z ukraińskimi flagami i transparentami: „Rosja zabija ukraińskie dzieci”, „Putin jest mordercą”, „Ukraina powinna zostać członkiem NATO”.

Редакція онлай-журналу Sestry.eu на акції протесту
Redakcja magazynu internetowego Sestry.eu podczas protestu
Niektórzy protestujący przynieśli symboliczne zakrwawione ubranka dziecięce

– Szpital dziecięcy to miejsce bólu, gdzie każdego dnia toczy się walka o życie. I właśnie w to miejsce uderzyła rosyjska rakieta – powiedziała Natalia Panczenko, liderka Euromajdanu Warszawa.

Natalia Panczenko podczas protestu

Dorota Łoboda, posłanka na Sejm RP, emocjonalnie zwróciła się do protestujących, komentując ostrzał szpitala dziecięcego w Kijowie 8 lipca:

– Trudno zrozumieć, co jeszcze musi się wydarzyć, żeby świat się obudził. Każdy, kto nie jest teraz po stronie Ukrainy, powinien być nazywany wspólnikiem Putina.

„Świecie, obudź się! Rosjanie zabijają ukraińskie dzieci”, „Przestańcie zabijać ukraińskie dzieci” – głosiły napisy na transparentach przyniesionych przez Ukrainki

Marta Lempart, aktywistka i współorganizatorka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, przypomniała, że z uwagi na sytuację w Ukrainie żaden Rosjanin nie ma prawa zabierać publicznie głosu:

– Dopóki trwa wojna Rosji z Ukrainą, nie ma tak zwanych dobrych Rosjan.

Po proteście przed szpitalem dziecięcym setki osób udały się do Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Ukrainie. Policja zablokowała ruch na drodze przemarszu, by zapewnić protestującym bezpieczne dotarcie do celu.

TZnicze przed siedzibą Komisji Europejskiej w Warszawie

Znicze, które protestujący pozostawili przed biurem Komisji Europejskiej, mają przypominać nam o wszystkich ukraińskich dzieciach, które zostały zabite i ranne w tej wojnie. Ukraina nadal nie jest członkiem Unii Europejskiej i NATO, dlatego Rosja wciąż zabija małych Ukraińców.

Oprócz zniczy i kwiatów Ukraińcy przynieśli zabawki

– Nie ma gwarancji, że jutro pocisk nie spadnie gdzieś tutaj, w Polsce, lub w innym kraju Unii. Nie jesteśmy bezpieczni, nawet jeśli jesteśmy w Unii Europejskiej. Jeśli Rosja pokona Ukrainę, pójdzie dalej. Wróg rozumie tylko język siły. Jeśli nie uderzysz Rosji w twarz, Rosjanie pójdą dalej – powiedział Jewhen Klimakin, wolontariusz, redaktor naczelny magazynu internetowego Nowa Polszcza.

Z prawej: Jewhen Klimakin i Natalia Panczenko

Maria Górska, redaktor naczelna Sestry.eu, która również przemawiała na proteście, opowiedziała o swoim bohaterskiej znajomej, lekarce ze zbombardowanego szpitala „Ochmatdit”, która pomagał ofiarom:

– To ci niesamowici ludzie mieszkający w Ukrainie dają nam nadzieję. 8 lipca zadzwoniłam do lekarki moich dzieci, aby dowiedzieć się, jak sobie radzi. Powiedziała mi, że nie miała ani chwili wolnego czasu, ponieważ pracowała z innymi ludźmi przy usuwaniu gruzów i dostarczaniu wody. Wieczorem oddzwoniła do mnie i zapewniła, że wszystko zostanie odbudowane i wszystko będzie dobrze.

Maria Górska, redaktorka naczelna Sestry.eu

Zdjęcia: Olena Klepa i Natalia Riaba

20
хв

Ostrzał szpitala dziecięcego w Kijowie: wiec protestacyjny w Warszawie

Sestry
Ranna kobieta trzymająca ranne dziecko po ataku Rosji na szpital dziecięcy w Kijowie

Tydzień na Ukrainie rozpoczął się od zmasowanego ataku na dużą skalę. W przeddzień szczytu NATO rosyjscy terroryści zaatakowali Kijów, Dniepr, Krzywy Róg, Słowiańsk i Kramatorsk. Wystrzelili 38 pocisków różnego typu, w tym „Kindżały”. 30 z nich zostało zestrzelonych przez obronę powietrzną.

Uszkodzone zostały budynki mieszkalne, infrastruktura i szpital dziecięcy (!). Fragmenty pocisków wylądowały w sześciu dzielnicach stolicy: Sołomiańskiej, Dnieprowskiej, Darnieckiej, Desniańskiej, Szewczenkowskiej i Hołosiwskiej. Uszkodzone zostało przedszkole, budynek biurowy, wieżowiec i wiele innych obiektów. Trzy podstacje transformatorowe w Kijowie zostały całkowicie zniszczone lub częściowo uszkodzone.

Budynek szpitala dziecięcego „Ochmatdit”, w którym dzieci cierpiące na niewydolność nerek były poddawane dializie, został poważnie uszkodzony w wyniku bezpośredniego trafienia pociskiem X-101. Zginęły dwie osoby dorosłe, a 16 zostało rannych, w tym dzieci. Szpital ten jest jednym z najważniejszych tego typu nie tylko w Ukrainie, ale i w Europie. Każdego dnia lekarze ratują tu życie setkom dzieci z całego kraju.

Znaczne zniszczenia są również wokół stacji metra „Łukjaniewska”. W sumie w Kijowie zginęło 17 osób.

W Krzywym Rogu doszło do kilku ataków rakietowych. Wstępne dane mówią o 10 zabitych i 41 rannych, w tym 10 ciężko. Jedna osoba zginęła w Dnieprze.

Kilka godzin później stolica została ponownie zaatakowana. Jednocześnie doszło do paru eksplozji. Fragmenty rakiet spadły w szczególności na budynek medyczny w dzielnicy Dnieprowskiej. Cztery osoby zginęły, a trzy zostały ranne.

Zachód już nazwał ten atak „najgorszym w całej wojnie”.

Składamy szczere kondolencje rodzinom ofiar
Z powodu ostrzału szpitala „Ochmatdit” dzieci podłączone do kroplówek muszą przebywać na ulicy
Mieszkańcy miasta przychodzą do kijowskiego szpitala dziecięcego, by pomóc w usuwaniu gruzów, pod którymi wciąż znajdują się ludzie
Jeden z oddziałów szpitala dziecięcego „Ochmatdit”
Ranny lekarz idzie usuwać gruzy

Zdjęcia: Państwowa Służba Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy, NSCCH „Ochmatdit”, Jan Dobronosow, Bohdan Kutepow, Ołeksandr Gusiew

20
хв

Brutalny, zmasowany atak na Ukrainę: Rosjanie uderzyli w szpital dziecięcy

Sestry

Możesz być zainteresowany...

Ексклюзив
20
хв

Zełenski w Polsce: umowa o zestrzeliwaniu rosyjskich rakiet i utworzeniu Legionu Ukraińskiego

Ексклюзив
Oblicza wojny
20
хв

Władysław Owczarenko: Nie lubię, gdy ktoś pyta: „Co zrobisz po wojnie?”

Ексклюзив
20
хв

Oksana Łazorenko, lekarka: Kiedy masz cel, nie myślisz o strachu

Skontaktuj się z redakcją

Jesteśmy tutaj, aby słuchać i współpracować z naszą społecznością. Napisz do nas jeśli masz jakieś pytania, sugestie lub ciekawe pomysły na artykuły.

Napisz do nas
Article in progress