Exclusive
Oblicza wojny
20
min

Nastia, medyk pola walki: Na wojnie nie ma feminatywów

„Najgorzej jest wtedy, kiedy ci się wydaje, że to się nigdy nie skończy. Siedzisz w piwnicy, codziennie ostrzeliwana – i nic się nie zmienia. Ja siedziałam w jednym miejscu przez 17 dni"

Ksenia Minczuk

Anastazja Kuźmińska w projekcie specjalnym „Oblicza wojny. Młodzi”. Zdjęcie z archiwum bohaterki

No items found.

Anastazja Kuźmińska, pseudonim „Orzech”, na wojnie jest od 2022 roku. Była sanitariuszką, teraz uczy się obsługi dronów.

Śmierć taty nie może pójść na marne

– Romantyzowałam wojnę – mówi Nastia Sestrom. – Wcześniej próbowałam dołączyć do ATO [operacja antyterrorystyczna przeciw seperatystom z obwodów donieckiego i ługańskiego, rozpoczęta w 2014 r. – red.], ale dziewczyna z dyplomem z prawa nie była wtedy potrzebna. Patrzyli na mnie i kręcili palcem na mojej skroni. Ale kiedy rozpoczęła się inwazja na pełną skalę, zdałam sobie sprawę, że teraz po prostu muszę iść na wojnę.

Mój tata zginął na froncie w marcu 2022 roku, na kierunku mikołajowskim. Rosjanie przylecieli helikopterami i zaczęli strzelać. Miał 60 lat, walczył od 2014 roku. Nie myślałam o zemście. Ale pomyślałem, że jeśli na tym się skończy, to wszystko na nic. Śmierć mojego taty nie może pójść na marne.

Nie przygotowywałam się do wojska, bo nie wiedziałam, na co się przygotować. Nie wiedziałam, gdzie mnie zabiorą. Na początku zaproponowali mi pracę kucharza. Zgodziłam się, ale nic z tego nie wyszło. Potem była kolejna próba: strzelec. Też się nie udało. Ale udało mi się zostać medykiem pola walki. Kiedy powiedzieli mi, że zostanę zrekrutowana, zacząłam się przygotowywać. Oglądałam dużo filmów, czytałam literaturę, chociaż nigdy nie wiadomo, na co konkretnie się przygotować.

"W wojsku oficjalnie wszyscy są równi, ale w rzeczywistości tak nie jest. Walczyłam z tym, próbowałam to zmienić".

Na wojnie przetrwanie to kwestia przypadku, ale nie można być idiotą. Na przykład: „Nie zejdę do okopu podczas ostrzału, bo tam jest woda”. Albo: „Nie będę padał na ziemię za każdym razem, gdy leci pocisk”. Tak się nie robi. Między komfortem a bezpieczeństwem musi być równowaga.

– Co jest najgorsze w wojnie? Chaos. Wszystko może ci się przydarzyć w każdej chwili. Nigdy nie zdarzyło się, by wszystko szło zgodnie z planem.

To straszne, gdy giniesz nie podczas wykonywania rozkazu, jak bohater, ale trafiwszy pod ostrzał w drodze do latryny. Albo gdy nieostrożny dowódca pomyli kierunki. Taki chaos jest przerażający

Byłam pod ostrzałem. Jechaliśmy samochodem i wleciał w nas dron. To było nie tyle przerażające, co niespodziewane.

Ale najstraszniej jest wtedy, kiedy wydaje się, że to się nigdy nie skończy. Siedzisz w piwnicy, codziennie ostrzeliwana, i nic się nie zmienia. Oni walą raz za razem, a ty siedzisz. W pewnym momencie wydawało się, że ktoś z nas tego nie wytrzyma. Nie ty, ale ktoś obok ciebie. Kiedyś byłam w jednym miejscu przez 17 dni. Jedzenie było złe, woda jeszcze gorsza.

Cały ikonostas nagród

— Ides — Buzz, coś w pobliżu przeleciało obok. Wsiadasz do samochodu - bas, znowu poleciał. Boisz się, ale strach szybko ustępuje. Przetrwał i dobrze.

– Idziesz, a tu coś obok ciebie przelatuje. Jedziesz samochodem – znowu coś leci. Boisz się, ale strach szybko mija. Przeżyłaś i masz się dobrze.

Nie zawsze są warunki. A raczej prawie zawsze nie ma warunków. Wzięcie kąpieli to duży problem. Zdarzało się, że przez miesiąc musieliśmy myć się wyłącznie wodą z czajnika podgrzewaną na kuchence. No i żeby się umyć, trzeba się gdzieś schować przed mężczyznami. Mój rekord to 17 dni bez mycia, ale zazwyczaj kąpanie jest raz w tygodniu. Gdybym nie miała sumienia, mogłabym prosić dowódcę o zgodę na częściej, ale wtedy ktoś inny by się nie wykąpał.

Większość moich ran jest po małych odłamkach. Kilka małych plamek, które krwawią. Patrzysz na i wydaje ci się, że w przedszkolu bardziej krwawiłaś, gdy rozbijałaś sobie kolana. Ale takie obrażenia są bardzo niebezpieczne

Wyciągałam ludzi, którzy później umierali w szpitalu. Wyciągałam zwłoki. Ale nikt nie umarł w moich ramionach.

Nagród to ja mam cały ikonostas (śmiech). Żelazny Krzyż, dyplom od Rady Najwyższej, odznakę trzeciego stopnia za zasługi dla miasta. Nie wiem, dlaczego je dostałam.

Któregoś dnia dostałam rozkaz: Kuźmińska jutro wyjeżdżasz. Myślałam, że zabierają mnie na jakąś ważną rozmowę. Okazało się jednak, że to była ceremonia wręczenia medalu. Żyliśmy wtedy w okopach, ostrzeliwani z moździerzy, czołgów i helikopterów. Pomogłam jednemu rannemu, przeżył. Może dlatego dali mi ten medal.

Dlaczego idę jeszcze raz

– Medyczka to oczywiście ładnie brzmi, ale w wojsku nie ma kobiecych określeń – to jedna wielka bajka dla telewizji. W wojsku niby wszyscy są równi, ale kobiety zazwyczaj dostają papierkową robotę. Walczyłam z tym, próbowałam to zmienić.

Armia zawsze potrzebuje pieniędzy, dronów, jedzenia, ubrań, broni, samochodów, leków. I ludzi.

Wstąpiłam do armii, żeby walczyć. Na tym samym poziomie co mężczyźni. Moje życie nie jest cenniejsze niż życie moich kolegów. Dlatego nie rozumiem, dlaczego miałoby być jakieś specjalne traktowanie. Jako medyk bojowy muszę wykonywać swoje obowiązki także na polu bitwy. Początkowo nie wolno mi było tego robić, ale w końcu się udało.

Podczas służby miałam do czynienia z całym batalionem różnych żołnierzy. I traktowali mnie różnie. Niektórzy życzliwie, inni jak sposób na uniknięcie służby. Bo medyk pola walki może wysłać żołnierza na leczenie, czyli na odpoczynek. Byli tacy, którzy mnie chronili. Byli też dżentelmeni, którzy pierwszą wpuszczali mnie do okopu, gdy zaczynał się ostrzał.

Bycie medykiem bojowym to ważna i potrzebna praca, ale ja chcę robić coś bardziej wymagającego i satysfakcjonującego. Dlatego uczę się na operatora dronów

Teraz możliwości nauki latania dronami są ograniczone. Dzięki wolontariuszom mamy pewne programy, ale one nie wystarczą, jest sporo wymagań. Latania dronami jest bardzo trudne, to dużo teorii i praktyki. Jak jazda samochodem, tyle że w trzech wymiarach.

Wszyscy instruktorzy to mężczyźni – cywile. Ponieważ mam doświadczenie wojskowe, nie wiedzą, jak ze mną postępować. Jak skończę szkolenie, wrócę na front.

„Wstąpiłam do armii, żeby walczyć. Na tym samym poziomie co mężczyźni”.

Wierzę, że zwycięstwo nadejdzie, gdy Rosja zniknie. Na wojnie co chwilę ktoś ginie. Nie mogę przez to spać, nie mogę cieszyć się życiem. Dlatego idę na wojnę. Jeszcze raz.

Zdjęcia z prywatnego archiwum bohaterki

No items found.

Dziennikarka, pisarka, podcasterka. Uczestniczka projektów społecznych mających na celu rozpowszechnianie informacji na temat przemocy domowej. Prowadziła własne projekty społeczne różnego rodzaju: od rozrywki po film dokumentalny. W Hromadske Radio tworzyła podcasty, fotoreportaże i filmy. Podczas inwazji na pełną skalę rozpoczęła współpracę z zagranicznymi mediami, uczestnicząc w konferencjach i spotkaniach w Europie, aby rozmawiać o wojnie na Ukrainie i dziennikarstwie.

Wesprzyj Sestry

Nawet mały wkład w prawdziwe dziennikarstwo pomaga demokracji przetrwać. Dołącz do nas i razem opowiemy światu inspirujące historie ludzi walczących o wolność!

Wpłać dotację

Wiktoria, 25-letnia żołnierka o pseudonimie „Runa”, jest sierżantem sztabowym i dowódcą plutonu artylerii przeciwlotniczej. Podczas inwazji walczyła już w kilku punktach zapalnych, w tym w Piskach i Hulajpołe. Teraz jest w Bachmucie, gdzie codziennie toczą się zacięte walki. Opowiedziała nam o swoim życiu na wojnie, motywacji i prawdziwej przyjaźni.

Runa jest na wojnie od 19. roku życia

Po co ci to? Lepiej wyjdź za mąż i gotuj w domu obiady

Po co ci to? Lepiej wyjść za mąż i gotować w domu obiady

Kiedy w 2018 r. podpisałam kontrakt z Siłami Zbrojnymi Ukrainy, byłam absolutnie pewna swojej decyzji. Chociaż wiele osób (w tym wojskowe biuro rekrutacyjne) próbowało mnie od tego odwieść – wspomina Runa. – W 2014 r., gdy wybuchła wojna, byłam jeszcze w szkole. Mieliśmy przedmiot o nazwie „Obrona Ojczyzny” i ucząc się go zdałam sobie sprawę, że chcę spróbować swoich sił w siłach zbrojnych. Zaraz po szkole, gdy miałam 17 lat, nikt nie wziąłby mnie do wojska, więc najpierw do szkoły pomaturalnej (uczyłam się na florystę i dekoratorkę okien), a jak tylko ją ukończyłam, poszłam do wojskowego biura rekrutacyjnego.

Kiedy mnie zobaczyli – małą, kruchą, 19-letnią – powiedzieli: „Po co ci to? Lepiej wyjdź za mąż i gotuj obiady w domu”. Ale wróciłam następnego dnia. Postanowiłam, że będę dobijała się do ich drzwi, dopóki nie dostanę tego, czego chcę. Kiedy dali mi długą listę dokumentów i certyfikatów, które musiałam przynieść, pewnie mieli nadzieję, że nie wrócę. Byli bardzo zaskoczeni, gdy po przejściu badań lekarskich przyniosłam im wszystko, czego chcieli.

Następnego dnia byłam już w ośrodku szkoleniowym „Desna”. Kiedy ukończyłam kurs młodego wojownika, zostałam wysłana do brygady, w której służę do dziś. Byłam gotowa na każdą specjalizację – z wyjątkiem kucharza i medyka. Teraz z medycyną jestem za pan brat (nieraz musiałam ewakuować rannych towarzyszy), ale wtedy myślałam, że nie będę w stanie udzielić pierwszej pomocy. Przydzielili mnie do plutonu rakiet przeciwlotniczych. Moją pierwszą specjalnością był strzelec przeciwlotniczy przenośnego przeciwlotniczego systemu rakietowego „Igła-1”. Potem przesiadłam się na działko przeciwlotnicze ZU-23-2, a teraz pracuję na działku C-60. Uczyłam się dość szybko, choć podstawową wiedzę i doświadczenie zdobyłam w walce.

Teraz jesteś dowódcą sekcji plutonu artylerii przeciwlotniczej 23. batalionu „Chortyca”. Jakie są Twoje obowiązki?

W czasie pokoju byłabym odpowiedzialna za personel i dyscyplinę w jednostce, ale teraz osobiście biorę udział we wszystkich misjach i dowodzę. Dostajemy cel, oceniamy sytuację i pracujemy nad jego osiągnięciem. W mojej załodze jest sześć osób. Ich życie często zależy od moich decyzji – na przykład gdy pracujemy nad celem, a tu nagle wróg otwiera ogień.

Mam kilka sekund na podjęcie decyzji, czy wróg tylko próbuje się wstrzelić i możemy pracować chwilę dłużej, czy też musimy natychmiast opuścić stanowisko

Muszę trzeźwo ocenić sytuację. Czasami jesteś podekscytowana – trafiasz w cel raz, potem drugi i chcesz to powtórzyć. Ważne jest, aby nie poddawać się takim emocjom, w przeciwnym razie można stracić ludzi i sprzęt. Zdarzały się sytuacje, w których chłopaki chcieli jeszcze trochę popracować, ale widziałam, że wróg prowadzi intensywny ostrzał i nakazywałam odjazd. A zaraz po tym trafiał w miejsce, w którym wcześniej staliśmy.

Czujesz strach w takich momentach?

Nie. Kiedy pracujemy z bronią, nawet jeśli jest kontratak, nie boję się. Działam szybko i sprawnie, z chłodną głową. Świadomość, że byłam o włos od śmierci, przychodzi później, gdy już jestem w stosunkowo bezpiecznym miejscu. Są ludzie, których w pewnych momentach paraliżuje strach, gubią się. Na szczęście mnie to nie dotyczy. Kilka pierwszych razy, gdy ewakuowałam rannych towarzyszy, naprawdę się bałam. Niektórzy mieli rany od odłamków, inni stracili kończyny. Robiłam im opatrunki, a ręce mi się trzęsły – bałam się, że zrobię im krzywdę, że zrobię coś nie tak. Teraz nie mam już tego problemu.

Opowiedziałeś nam kiedyś o momencie, w którym Twoi towarzysze mentalnie pogrzebali Twoją załogę.

To było już podczas inwazji na pełną skalę w rejonie Pisek w obwodzie donieckim. Wróg nacierał, a my ponosiliśmy ciężkie straty. Pracowałam na ZU-23-2. Zwykle pracujemy na zamkniętych pozycjach, ale otrzymaliśmy rozkaz wyjścia w otwartą przestrzeń. Było nas troje.

Wystrzeliliśmy kilka pocisków, zapytałam przez radio, gdzie strzelać dalej – w lewo czy w prawo, i w tym momencie zaczął w nas walić czołg wroga. Pamiętam hałas i gwizd w głowie, dużo kurzu... To była moja pierwsza kontuzja. W piwnicach obok były inne jednostki. Usłyszeli ten ostrzał i nadali przez radio, że z nami chyba już koniec. Z powodu przerw w łączności nie mogłam im odpowiedzieć, a przez długi czas nie mogliśmy też opuścić pozycji, bo samochód nie odpalał, a kierowca był ranny. Myślałam, że nigdy się stamtąd nie wydostaniemy... Na szczęście w końcu udało nam się ten samochód uruchomić.

Opowiedz nam o swojej przyjaciółce Ksjuszy, która zginęła...

Zginęła na tyłach w wyniku ataku rakietowego, a wraz z nią 14 innych osób, w tym jej chłopak. Dosłownia kilka dni wcześniej byłam tam kupić jedzenie, zobaczyłyśmy się z Ksjuszą. Powiedziała mi, że wkrótce awansuje na podporucznika. Chciała kupić samochód, mieli z chłopakiem wiele planów...

Parę dni później, gdy byłam na stanowisku, otrzymałam wiadomość: „Ksjusza – 200 lat”.* Nie uwierzyłam. Byłyśmy w tym samym wieku, ona też poszła do wojska w 2018 r.

Na pogrzebie stałam nad jej grobem i myślałam: „Miała 24 lata, jak ja. Ona już nie żyje, ale ja wciąż żyję”

Odtąd nie chodzę już na pogrzeby.

Starszy sierżant Szon

Co pomaga Ci się trzymać?

Rozmowy z towarzyszami broni. I praca, którą w trudnych chwilach starasz się być tak zajęta, że nie masz czasu na myślenie o czymkolwiek innym. Ale moim głównym antydepresantem jest Szon. Jest moim najlepszym przyjacielem.

Jak go poznałaś?

Marzyłam o psie od dzieciństwa. Latem 2018 roku, podczas mojej służby, pojechałam do Berdiańska i tam kupiłam Szona. Był malutki, miał zaledwie 25 dni. Razem wróciliśmy do obwodu donieckiego. W tamtych latach wojna nie była tak intensywna, co pozwoliło Seanowi stopniowo się przystosować. Na początku bał się głośnych dźwięków, ale potem się przyzwyczaił i teraz dobrze wie, kiedy strzelają nasi ludzie, a kiedy wróg, i odpowiednio reaguje. Został wychowany przez całą naszą jednostkę, chłopaki go uwielbiają. Ma nawet osobistą odznakę – „starszy sierżant". Jest ze mną cały czas, chyba że muszę gdzieś jechać. Zawsze mnie wtedy odprowadza, biegnie za samochodem. A potem wita mnie tak, jakby nie widział mnie od roku. Jest lepszy niż jakikolwiek psycholog.

Kiedyś rzuciłaś się, by go ratować, ryzykując życie...

Wróg zaczął ostrzeliwać nas rakietami z „Gradów”. Wszyscy szybko wskoczyli do dołu, ale Szon został na zewnątrz. Pobiegłem po niego, za co później zostałam upomniana przez dowódcę. Szon był otępiały, bardzo przestraszony, odrętwiały. Po tym incydencie posiwiał...

Nawiasem mówiąc, mamy inne zwierzęta, raz był nawet szop pracz. Znaleźliśmy go w okolicy Bachmutu. Najwyraźniej mieszkał z ludźmi, bo jadł nam z ręki. Karmiliśmy go, poiliśmy, kupiliśmy mu nawet uprząż do chodzenia. Ale uwolnił się i od tego czasu biega i robi zamieszanie, gdziekolwiek się pojawi. Grzebał w naszych rzeczach, tłukł naczynia... Nie dogadywał się z Szonem, więc znaleźliśmy dla niego inny dom.

Niektórzy mówią, że życie na wojnie jest szokiem. Są dziewczyny, które – mimo że przebywają na froncie –znajdują okazje, by zrobić sobie paznokcie, a na kolację zjeść ulubione sushi. Z czym Ty się zetknęłaś?

Życie na wojnie nie było dla mnie szokiem. Uczyłam się w szkole z internatem, byłam przyzwyczajona do życia w grupie i wczesnego wstawania. Pod tym względem wojsko niewiele się różni – może tylko tym, że cały czas chcą cię zabić (śmiech). Zdecydowanie nie jestem typem dziewczyny, która spędza czas na robieniu makijażu, manicure czy stylizacji. Nigdy tego nie robiłam i nie planuję tego w przyszłości. Kiedy mam okazję, potrafię zapleść włosy w warkocz, żeby przez kolejne dziesięć dni nie musieć myśleć o tym, co zrobić z nimi przez kolejne dziesięć dni.

Jeśli chodzi o warunki, to mogą być różne. W mieście lub na wsi często mieszkamy w piwnicach. W okolicy Bachmutu mieszkaliśmy na polu, w ziemiance.

Jednym z największych problemów są myszy. Są wszędzie. Jednej nocy można złapać ich nawet 500

Spadają ci na głowę, gryzą po palcach, niszczą różne rzeczy. To częste w ziemiankach.

Co jest dla Ciebie na wojnie najtrudniejsze?

Myślę, że problemy z zaopatrzeniem. Kiedy zamiast wykonać zadanie trzeba najpierw znaleźć sprzęt lub części zamienne potrzebne do jego wykonania, ogłosić zbiórkę, prosić o datki. Kiedy broń się zepsuje, zazwyczaj naprawiamy ją na własny koszt. Zbieramy też pieniądze na walkę elektroniczną (system blokujący sygnały wrogich dronów), ponieważ teraz wróg ma wystarczająco dużo dronów, by zniszczyć naszą artylerię.

To demoralizujące, gdy oprócz wykonywania swojej pracy musisz myśleć o tym, skąd wziąć pieniądze

Ale nadal robisz to, co musisz, ponieważ rozumiesz, dlaczego tu jesteś.

Dlaczego jesteś na wojnie?

Bronię mojego domu, Ukrainy. Urodziłam się i wychowałam tutaj i naprawdę nie rozumiem, jak można nie bronić swojego domu. Kiedyś zapytano mnie, o co walczymy. Odpowiedziałam, że o wszystko, co jest za nami. Nie chcę, by stało się to własnością kogoś innego. Dla mnie zwycięstwo to zwrot naszych terytoriów – chociaż w obecnej sytuacji, gdy wróg wciąż się rozwija, musimy przynajmniej nie stracić tego, co mamy.

Wyobrażasz sobie dzień naszego zwycięstwa?

Czasami rozmawiamy o tym z chłopakami: „Wyobraź sobie, że teraz przychodzą z kwatery głównej i mówią: ‘Wojna się skończyła’. Co zrobisz?”. I każdy marzy o tym, żeby pojechać do rodziny, do dzieci... Ja bym wzięła Szona i pojechała do siostry i siostrzeńca. Bardzo chcę też pojechać do Mariupola.

Jakie masz teraz marzenia?

Kiedy zaczęła się inwazja na pełną skalę, na chwilę straciłam sen. Na początku w ogóle nie spaliśmy, bo nie rozumieliśmy sytuacji, nie wiedzieliśmy, dokąd pójdzie wróg. Potem zaczęłam śnić o błyskach, takich jakie widzę podczas ostrzału wroga. Śniłam o moich rannych towarzyszach, których wyciągałam. Często krzyczałam przez sen.

Teraz już tego nie robię. Prawdopodobnie dlatego, że moje ciało się przystosowało. Kilka dni temu śniła mi się Ksjusza. Podeszła do jednego ze swoich towarzyszy i śmiejąc się, poprowadziła go za rękę. Nie wiem, jak zinterpretować ten sen. I czy w ogóle trzeba szukać wytłumaczenia dla takich snów.

*Od „ładunek 200”, co w ukraińskim i rosyjskim żargonie wojskowym oznacza poległego żołnierza.

Zdjęcia z prywatnego archiwum

20
хв

Wiktoria – „Runa”, żołnierka: Moim antydepresantem na wojnie jest mój pies

Kateryna Kopanieva

Khrystyna Shishpor jest prymabaleriną Opery Narodowej Ukrainy, Artystką Ludową Ukrainy, która posiada rekord krajowy — 48 rund fuetu wykonanych podczas jednego z przedstawień.

Christina jest także wolontariuszką. Kristina Shishpor opowiedziała Sestry o tym, że postać przyszłej prima, która wcześnie straciła rodziców, zatwardziła charakter przyszłej prima, jak traktuje ukraińskich tancerzy, którzy teraz koncertują za granicą z dziełami Czajkowskiego i jak zakochać się w ukraińskim balecie zachodniej publiczności.

Christina Shishpor. Zdjęcie: Sonya Plakyduk

„Kiedy przyszedłem do pracy do teatru, nie miałem jeszcze paszportu”

Balet to bardzo konkurencyjna dziedzina. W wieku 17 lat tańczyłeś już imprezę Odetta-Odilia, o której marzyła każda baletnica na świecie (był to debiut Shishpora w Operze Narodowej - Avt.). Jak nie zostałeś wtedy zjedzony w teatrze?

Nigdy nie pozwalam się obrazić. Kiedy przyszedłem do teatru w wieku 15 lat i zacząłem tańczyć u boku dorosłych baletnic, to wszystko, czego o mnie nie mówili. Plotki poszły na każdy gust. A oto mój debiut w Swan Lake. Ale trzymałem się. Tak, w domu płakałem z rozpaczy co drugi dzień, ale nie w teatrze.

Na szczęście miałem wspaniałego nauczyciela Varwarę Potapova. Uczyła ze mną i Saszą Shapoval, moim partnerem, który zginął na wojnie (Oleksandr Shapowal zginął w bitwie w obwodzie donieckim 12 września 2022 roku w wieku 47 lat. - Avt.). Varvara Michajłowna bardzo kochała nas i Saszę i nigdy się nie obraziła. Nauczyciele są różni, czasami uczniowie są zadowoleni z takiego nadużycia, że nie chcesz tańczyć imprezy - nie możesz się spotkać, nie chcesz żyć. Ale nasz nauczyciel był zawsze dla nas i pielęgnował w uczniach wiarę w siebie. I to dzięki wsparciu nauczyciela udało mi się dostać na scenę Opery Narodowej w wieku 17 lat w partii Odetty i Odylii. A tańczyć takie płótno jest, jak mówią, „wieżą” dla każdej klasycznej baletnicy. I zatańczyłem tę imprezę do najpełniejszej inwazji.

Christina Shishpor i Alexander Shapoval. Zdjęcie: Opera Narodowa Ukrainy

Kto jako pierwszy wspierał Twoją pasję do baletu jako dziecko?

— Moja babcia Victoria Emmanuilovna. Pochodzi z Kijowa, kreatywną osobą, była znana całemu Kijowi. Dzięki mojej babci rozwinęła się moja historia jako osoby i baletnicy. Uszyła moje pierwsze paczki. Na moich baletowych strojach kąpielowych wyciąła wszystkie swoje dzianinowe golfy (golfy — Avt.), szyła dla mnie legginsy z rękawów. Teraz jest dużo, ale wcześniej nic nie było. A babcia skręciła się tak bardzo, jak mogła. Zawsze musiałam być w niej najlepsza i najpiękniejsza. Naprawdę chciała, żebym tańczył, dosłownie spalony moim przyszłym zawodem.

— Czyli rodzina od razu zdecydowała się uczynić z ciebie baletnicą?

— Nie. Początkowo zostałem wysłany do szkoły tańca „Kyyanochka” w celu ogólnego rozwoju. I to wtedy jego przywódcy Dmitrij i Galina Kaigorodova myśleli o stworzeniu college'u choreograficznego. W rezultacie dostałem się do klasy eksperymentalnej, która zaczęła tańczyć klasykę. Wstała na szczycie już w wieku ośmiu lat. Na tych zajęciach stopniowo zakochaliśmy się w balecie — w moim przypadku okazało się, że jest to miłość życia.

„Mam w sobie wędkę, która sprawia, że trzymam plecy prosto”. Zdjęcia z prywatnego archiwum

— Jako nastolatek dużo chodziłeś na konkursy klasyczne, a w wieku 16 lat wygrałeś międzynarodowy konkurs baletowy im. Serża Lifara. To znaczy, nawet wtedy byłaś wykwalifikowaną baleriną?

Pracowałem już w teatrze. Miałem 15 lat, kiedy zostałem zwerbowany do Opery Narodowej jako stażysta. Nie mogli zabrać ich do państwa, ponieważ nie miałem jeszcze paszportu. Aby mieć czas na trasy koncertowe i teatr, ukończyłem szkołę na stażu zewnętrznym. W szkole było to trudne, ponieważ byłem tak zanurzony w zajęciach tańca, że w ogóle nie prowadziłem życia klasy. I nie wszyscy koledzy z klasy to rozumieli. Również ze strony nauczycieli doszło do nieporozumień: na przykład mała baletnica próbowała „dusić się” matematyką.

Cóż, jaka jest matematyka, skoro wszystko, co miałem w głowie, to fuete, pleier i batmany?

— Zacząłeś utwardzać swój charakter jako dziecko. Kim on jest - postać Christiny Shishpor?

Nie powiem, że jestem bardzo silny. Jestem dość emocjonalny i sentymentalny, ale jest we mnie rdzeń, który sprawia, że trzymam plecy prosto. Czasami nawet chcę sobie odpocząć, ale nie mogę. W rzeczywistości mój los nie jest łatwy, a inna osoba na moim miejscu nie mogła tego znieść. Każdy otrzymuje test zgodnie z poziomem jego wytrzymałości.

— Twoja droga do sztuki była również trudna, ponieważ bardzo wcześnie straciłeś rodziców...

Mój ojciec zmarł, gdy miałem 9 lat. Potem miałem pierwszy koncert w życiu na scenie teatralnej i prawdopodobnie czułem, że mój ojciec odchodzi, ponieważ nalegałem na pójście do szpitala z babcią i matką. Do sali wszedłem z programem teatralnym w rękach — po raz pierwszy wydrukowano na nim moje imię.

Mój ojciec poprosił mnie, abym dał mu autograf w tym programie - pierwszym w moim życiu. A następnego dnia zniknął...

Moja matka wyjechała, gdy miałem zaledwie 25 lat i otrzymałem tytuł Zasłużonego Artysty Ukrainy. Zmarła w moich ramionach. Wiesz, czasami wydaje mi się, że moja córka Julia jest reinkarnacją mojej matki. Ma ten sam charakter. Oboje urodzili się we wrześniu.

Twoja córka ma dziś 9 lat. Czy zamierza zostać baletnicą, ponieważ jest to bardzo trudna ścieżka?

— Zajmowała się baletem, nawet tańczyła kilka przedstawień baletowych, ale potem zdecydowała, że balet klasyczny nie jest jej. Dziś poważnie zajmuje się tańcem towarzyskim. Julia uwielbia przychodzić do mnie na występy, ale nie chce powtarzać losu swojej matki. I szczerze mówiąc, nie jestem też gotowy, aby przejść tę trudną ścieżkę po raz drugi, już z nią.

Zdjęcie: Michael Fedorak

Dziura w sztuce lub co zrobić baletnicą bez Czajkowskiego

— Mówią, że teatr zbudowany jest na kordebalecie. Tańczyłeś w tłumie?

Cordeballet jest koniecznością. Żadna przyszła prima nie przechodzi obok. Pamięć o twojej dziesiątej linii w cordebalecie jest szczepionką przeciwko gwiezdnej chorobie na zawsze.

— Twój repertuar obejmował cały balet Czajkowski, a także Szczedrin i Rimski-Korsakow. Czy trudno dziś obejść się bez ich prac?

To wielka dziura w sztuce, oczywiście. Dla każdej prima baleriny jest to tragedia. Na tych imprezach wychowywano pokolenia baletnic, a teraz wypełnienie tej dziury zajmuje dużo czasu. Ale co do tego, wielu nie ma dziś odpowiedzi na to pytanie. Jestem jednak ukraińską baletnicą, a moja pozycja jest trudna: trzymam się stanowisk mojego kraju i kierownictwa mojego teatru.

Zdjęcie: Opera Narodowa Ukrainy

— Problem polega na tym, że światowy rynek baletowy dyktuje swoje preferencje, a Europa uwielbia rosyjski balet.

— Repertuar wiodących światowych zespołów baletowych to pieniądze, impresario i sponsorzy. Repertuary te powstają na kilka lat przed rozpoczęciem sezonu i koniecznie zawierają hity baletowe, biorąc pod uwagę gust publiczności. A balety Czajkowskiego są hitami, więc zachodni impresarios, gdy teatr wyrusza w trasę koncertową, proszą o przyniesienie „Dziadka do orzechów” i „Jeziora Łabędzi”. To są gwarantowani żołnierze. Opera Narodowa Ukrainy w tym roku zabrała „Królową Śniegu” Aleksandra Shimko w trasę koncertową do Japonii na Nowy Rok, a Japończycy długo patrzyli na nią, zanim ją zaakceptowali.

Oczywiste jest, że skupiamy się teraz na baletach ukraińskich kompozytorów, ale świat obecnie niewiele wie o „Lilii” Dankevicha lub „Forest Song” Skorulsky'ego. Potrzeba dużo pracy, aby ukraiński balet i nasi kompozytorzy stali się popularni na świecie. W tym celu bardzo potrzebna jest strategia i duże inwestycje publiczne.

— Na początku 2024 roku napisałeś post na swoim Instagramie, w którym zauważyłeś, że niektóre ukraińskie trupy baletowe występują w Europie z baletami rosyjskiego kompozytora Czajkowskiego...

Idą i zarabiają pieniądze, to wszystko. Uwierz mi, jako artysta ludowy potrafię teoretycznie zebrać trupę, wyjechać za granicę, a także zarabiać pieniądze pod flagą Ukrainy, ignorując pozycję kraju. Potrafię tańczyć zarówno „Carmen Suite”, jak i „Jezioro Łabędzie” — będę miał koncerty solowe na całym świecie. Ale dla mnie jest to niedopuszczalne.

Jak możesz to zrobić, gdy ludzie giną na linii frontu w twoim kraju każdego dnia? Kiedy zginął mój partner Oleksandr Shapowal, który prowadził kampanię, abyśmy żyli z tyłu?

Dlatego wiesz co - chcesz zarobić, rób to pod dowolnym innym sztandarem, ale nie nazywaj siebie ukraińskim baletem. A także płacić podatki i dać 50% dochodu Siłom Zbrojnym. Jestem pewien, że ci ukraińscy tancerze, którzy obecnie prowadzą rosyjskie balety na całym świecie, nic tutaj nie przekazują.

— Wyjaśnij, dlaczego Ukraiński Oleksandr Stojanow tańczy teraz w Europie i USA z baletami Czajkowskiego pod auspicjami Kijowskiego Wielkiego Baletu?

— Tak, bo wielu obcokrajowców współczuje Ukrainie i kupuje dobre bilety na wszystkie związane z nią wydarzenia. Ludzie nie wiedzą, czy jest to Opera Narodowa Ukrainy, czy prywatny kolektyw. Balet jest sztuką elitarną i tylko niewielki procent ludzi zna niuanse.

Uważam, że powinna istnieć ustawa, która zakazuje tym artystom, którzy nie przyjeżdżają na Ukrainę i nic nie robią, aby podnieść gospodarkę swojego kraju, dla jego wizerunku, zakryć flagę Ukrainy. Rozumiem, jeszcze nie, ale takie rozwiązanie powinno się pojawić.

„Za każdym razem, gdy ćwiczyłem repertuar klasyczny, rosłem o dwa centymetry”

Jakie balety sprawiają ci teraz przyjemność?

— Naprawdę uwielbiam balet „Walc Wiedeński” w wykonaniu Aniko Rehviashvili. To arcydzieło repertuaru baletowego Opery Narodowej Ukrainy, które weszło już w historię klasycznych produkcji baletowych. Lubię tańczyć „Trójkątny kapelusz” do muzyki Manuela Falli — to także produkcja Aniko Yurievny. Bardzo dobre jednoaktowe balety nowoczesne „5 tangos” do muzyki Piazzoli i „Eyes Wide Shut”.

Zdjęcie: Opera Narodowa Ukrainy

— Jak wygodnie czujesz się tańczyć nowoczesne balety?

— Nie jest mi trudno dostosować się, w tej sytuacji bardziej martwię się o młodzież baletową. Moje pokolenie baletnic dorastało w świetnych klasycznych występach. A młodzi ludzie, pozbawieni kanonów klasyków, mają teraz trudności z otwarciem się i trudno jest utrzymać formę.

Za każdym razem, ćwicząc repertuar klasyczny, rosłem o dwa centymetry, ponieważ w trakcie treningu cały czas się rozciągasz. Podczas gdy we współczesnym balecie działa inna technika, inna grupa mięśni, jest inna. W klasyce, kiedy wchodzisz na scenę, jesteś jak nagi. Każdy może zobaczyć, jakim jesteś artystą. We współczesnej choreografii łatwiej jest ukryć i ukryć swoje słabości. Nie mówię, że taka choreografia jest zła, ale to nie jest klasyczny występ trzyaktowy. Klasycznych występów nie można porzucić.

Czy kiedykolwiek myślałeś o zrobieniu baletu dla siebie?

Jestem w trakcie procesu, ale nie mogę ci jeszcze wszystkiego powiedzieć. Pracuję teraz na przykład nad numerem na kreatywny wieczór mojego nauczyciela Siergieja Bondura. Umieściliśmy numer poświęcony Fridi Kahlo do muzyki Gustava Mahlera.

Marzę też o zorganizowaniu własnej wycieczki po Ukrainie. Niedawno odbył się mój koncert „Gwiazdy Baletu Ukraińskiego” — bilety na niego zostały sprzedane w jeden dzień. Ludzie tęsknili za pięknem. Chciałbym pojechać do Dniepru, Odessy, Charkowa, ale teraz nie jest łatwo to zorganizować.

Chcesz wybrać się na wycieczkę do Polski?

— Byłbym szczęśliwy, ale w tym celu Polska musi mieć stronę zapraszającą, która może nas zaakceptować. Takie wydarzenia kulturalne powinny być organizowane na poziomie oficjalnym.

„Jeśli wszyscy odejdą, o co walczyć?”

Gdzie zaczęła cię wojna?

— Inwazja na pełną skalę zeskoczyła nas z moją córką do Barcelony, gdzie 15 lutego poszliśmy na spacer. 1 marca polecieliśmy do Francji i za miesiąc wydaliśmy status uchodźcy. Nie rozumiałem, co robić, jak zorganizować życie, co stanie się z teatrem. Z powodu tego, że nie tańczyłem, zacząłem mieć straszną depresję. Gdyby nie dziecko, które musiało zapewnić styl życia, prawdopodobnie oszalałbym.

W lipcu wróciliśmy. Kiedy zorientowaliśmy się, że wracamy do domu, rzeczy zostały zebrane w ciągu godziny. Biegłem bez patrzenia, ponieważ we Francji nie było dla mnie rozwoju. Trudno jest zacząć coś z dala od domu, zwłaszcza gdy w swoim kraju osiągnąłeś wszystko i nigdy nie chciałeś mieszkać nigdzie indziej.

Zdjęcie: Opera Narodowa Ukrainy

Wróciłeś i od razu wyszedłeś na scenę. Wojna nie przeszkadza w twojej kreatywności?

Zawsze mówię kto, jeśli nie my? Kto podniesie gospodarkę, kto zajmie się sztuką. Jeśli wszyscy odejdą, to o co walczyć? Nikogo nie potępiam, ale w ciągu dwóch i pół roku poza ojczyzną ludzie zmienili swoją świadomość. Jesteśmy tu na Ukrainie jak: bez ostrzału przez kilka dni — już nastrój jest lepszy. Przyszli do pracy - nigdy nie myśleć o wojnie. Zmieniamy się wraz z krajem i jesteśmy gotowi na wiele.

Zdjęcie: Opera Narodowa Ukrainy

Czy znalazłeś się pod ostrzałem podczas pokazu?

— Niepokój często zatrzymuje występy w teatrze, ale dla mnie był jeden przerażający moment.

31 grudnia 2022 roku w Operze Narodowej Ukrainy wydano balet „Królowa Śniegu”, a tutaj Kijów zaczął bombardować. Niepokój zaczął się w drugim akcie. Następnie rakiety zbombardowały centrum, a pałac „Ukraina” został uszkodzony w wyniku ostrzału.

Wszyscy widzowie zostali pilnie wysłani do schroniska - zorganizowaliśmy to w szafie teatru. A teraz wyobraź sobie pełną garderobę najmłodszych. Rozpraszaliśmy ich i bawiliśmy ich tak bardzo, jak tylko mogliśmy. Poszedłem prosto ze sceny do dzieci, nawet nie zdjąłem korony Królowej Śniegu. Dzieci były zachwycone, wszyscy spieszyli się robić ze mną zdjęcia. Zbieram ich wokół siebie, rozmawiam z nimi i słyszę z ulicy — bam! Aha! Następnie siedzieliśmy w schronisku przez prawie pięć godzin.

— Nawiasem mówiąc, podczas wojny aktywnie pomagasz szpitalowi dziecięcemu „Okhmatdyt”.

Zawsze pomagam dzieciom w tym, co mogę. Jako ambasador dziecięcej fundacji charytatywnej Good Do Nations pomagam Okhmatdytowi, zbierać pieniądze na leczenie rannych ukraińskich dzieci, które są tu sprowadzane z gorących punktów kraju. Zamierzamy przekazać darowiznę na zakup niezbędnego sprzętu, zakupionych encefalografów, urządzeń do noszenia na kółkach. Za prawie milion hrywien kupili przedłużacz ran, jego chirurdzy nazywają go również Teslą do operacji, jest taki fajny. Ten ekspander, jak powiedział nam główny lekarz, uratował już życie kilku dzieci. Ale co powiedzieć: kiedy przychodzisz do szpitala, nie wiesz, po co złapać. A kiedy to wszystko widzisz, czasami myślisz: Panie, co za balet! Tutaj tak wiele losów dzieci jest okaleczonych... I to jest pokolenie, które zaakceptuje nasz kraj i będzie go dalej rozwijać.

— Ten pokoleniowy upadek z pewnością wpłynie również na nasz balet...

— To poważny problem. W końcu istnieje kilka pokoleń potencjalnych artystów baletowych. Cały czas o tym myślę i teraz aktywnie szukam rozwiązania problemu na poziomie międzynarodowym. Nie mogę jeszcze o wszystkim mówić, ale mamy dużo do zrobienia. Moją misją jest ożywienie ukraińskiego baletu.

Zdjęcie: Sergey Buryak

<span class="teaser"><img src="https://cdn.prod.website-files.com/64ae8bc0e4312cd55033950d/65c901fef751edf9e5806a4c_Screenshot_20240125_112250_Facebook.webp">„Przeczytaj także: Ludmiła Monastyrskaya: „Trudno być perfekcjonistą, jeśli zostaniesz zatrzymany na pół arii, wysłany do schronienia”</span>

20
хв

Chrystyna Szyszpor: Chcę ocalić ukraiński balet

Oksana Gonczaruk

Możesz być zainteresowany...

Ексклюзив
20
хв

Trzeba zejść z karuzeli na Campo di Fiori

Ексклюзив
20
хв

Skandal stanikowy, czyli celebryci udają obrońców

Ексклюзив
20
хв

Oresta Brit, wolontariuszka: Trzeba powstrzymać gangrenę zwaną Rosją

Skontaktuj się z redakcją

Jesteśmy tutaj, aby słuchać i współpracować z naszą społecznością. Napisz do nas jeśli masz jakieś pytania, sugestie lub ciekawe pomysły na artykuły.

Napisz do nas
Article in progress